Objawienia Faustyny Kowalskiej: Błędy dogmatyczne Dzienniczka (6 z 19)


middleham-exorcism

Recenzja teologiczna treści Dzienniczka Faustyny

Jak już podaliśmy powyżej dla zdyskredytowania czyichś objawień prywatnych wystarczy odnalezienie w nich jednego dogmatycznego błędu, by udowodnić, że są wbrew wierze (contra fidem). Jest to wielka ulga, gdyż zasada ta zwalnia nas z czytania całego Dzienniczka od deski do deski, czym zajęli się już inni.[1] Przyznać też trzeba, iż w piśmie Faustyny od błędów przeciw wierze (contra fidem) aż się roi. Z powodu tej klęski urodzaju przedstawimy jedynie niektóre z nich, wybierając zarówno cytaty bardziej jak i mniej znane.[2] W analizie tekstu opierać się będziemy na powszechnie zaaprobowanym wydaniu Dzienniczka z pożal się Boże imprimatur z roku 1995,[3] tak by nikt nie zarzucił nam, że fałszujemy ipsissima verba Faustinae. Podawać będziemy jednak numery Dzienniczka, a nie numery stron naszego wydania, by umożliwić wszystkim szybkie identyfikowania cytatów.[4]

Błędy dogmatyczne:

Pierwszy błąd dogmatyczny dyskwalifikujący całość znajduje się już w zeszycie pierwszym, a brzmi on następująco:

(20) „Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.”

Zatem domniemany „Pan Jezus” jest sam ze sobą w sprzeczności, gdyż doznaje On rozterki pomiędzy swoimi boskimi przymiotami miłosierdzia i sprawiedliwości. Czy jest to z punktu widzenia nauki Kościoła, do której stosować się mają objawienia Faustyny, możliwe? Nie, to jest niemożliwe. Chrystus, Bóg-Człowiek, poprzez unię hipostatyczną jest Bogiem i stąd posiada On Boską naturę.[5] Kwestią Bóstwa Chrystusa, Jego Boskiej i ludzkiej natury, zajmowały się pierwsze Sobory Starożytności, a także kwestia unii hipostatycznej była w nauczaniu Kościoła bardzo rozlegle przedstawiana i dyskutowana. Nie zamierzamy prezentować tutaj całej nauki na temat unii hipostatycznej, a przedstawimy jedynie dwa twierdzenia dogmatyczne na ten temat.

I tak „anatematyzmy” św. Cyryla Aleksandryjskiego stanowią:

  1. Jeśli ktoś mówi, że Słowo Boga-Ojca jest Bogiem i Panem Chrystusem, ale nie wyznaje, że ten sam jest jednocześnie Bogiem i człowiekiem, ponieważ „Słowo stało się ciałem” według Pisma [J 1, 14] – niech będzie wykluczony ze społeczności wiernych. (DH 257, BF VI. 217)

Natomiast w liście papieża Jana II do Senatu w Konstantynopolu (534) czytamy:

„Chrystus jest rzeczywiście Jednym z Trójcy Świętej, tj. z trzech osób Trójcy jedną świętą osobą, czyli subsystencją, którą Grecy nazywają hipostazą.” (DH 401, BF VI. 228)

Zatem Chrystus jest Bogiem, a sposób Jego połączenia z Bogiem Ojcem nazywany jest unią hipostatyczną. Dlatego też prawdziwy Chrystus, który się komuś ewentualnie objawia, objawia się zawsze jako Ten, którym jest, a jest On jednocześnie Człowiekiem i Bogiem, Logosem, Synem Ojca oraz Jednym z Trójcy Świętej. Stąd też Chrystus jest zawsze pełen swojej Boskości i swoich Boskich przymiotów, które są od Niego nieoddzielne. Objawia się także jako Jeden z trzech Osób Trójcy, która jest  numerycznie czymś jednym, gdyż jest jeden Bóg (DH 172, 176, 75, 535) i jako taki, jeden w Trójcy, jako Jedność działa.

I tak Symbol Toledański (675) mówi:

„3. Również wierzymy, że Ojciec i Syn i Duch Święty są jednej substancji […] Trzeba także wierzyć, że Wcielenia Syna Bożego dokonała cała Trójca, jako że jej dzieła są nierozdzielne. […] To znaczy Chrystus, mając te dwie natury [boską i ludzką], jest złożony z trzech substancji: substancji Słowa, którą należy odnieść do istoty samego tylko Boga, oraz substancji ciała i substancji duszy, należących do prawdziwego człowieka.” (DH 535, BF VI. 44)

Powyższy tekst mówi nie tylko to, że Trójca jest „jednej substancji”, ale także to, że cała Trójca dokonała Wcielenia, to jest aktu na zewnątrz (ad extra) siebie, skoro Jej dzieła są nierozdzielne. Ponieważ zatem Chrystus jest współistotny Bogu, to znaczy tej samej istoty co Bóg, skoro jest Bogiem, to jego istota Boska jest czymś jednym i jako taka jest niepodzielna.

I tak Sobór Watykański I (1870) naucza:

„ […] [Bóg] jest jednostkową, zupełnie niezłożoną i niezmienną duchową substancją […]” (DH 3001, BF V. 18)

Natomiast Sobór Laterański IV (1215) mówi:

„ […] trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona” (DH 800, BH IV. 33)

Skoro więc Bóg jest doskonale prosty, toteż wszystkie jego przymioty (attributa), które my uważamy za sprzeczne z sobą, są w Bogu czymś jednym. Dlaczego? Ponieważ w Bogu nie ma żadnego złożenia skoro jest On „niezłożoną i niezmienną duchową substancją” (DH 800, 3001). Dlatego też, jak ukazaliśmy w innym wpisie, żaden z 33 przymiotów Boga nie znajduje się z konflikcie z innym Boskim przymiotem. A ponieważ Chrystus jest Bogiem, toteż posiada On wszystkie 33 przymioty Boga, które ani same sobie nie przeczą ani też nie znajdują się ze sobą w jakimkolwiek konflikcie. W tym kontekście dodać trzeba, że chociaż w relacja wewnątrz-trynitarnych (ad intra) Osoby Boskie różnią się od siebie, gdyż Ojciec nie jest Synem, a Syn nie jest Duchem Świętym etc., to tym niemniej działanie na zewnątrz (ad extra) Osób Trójcy Świętej jest jednym jedynym aktem im przynależnym (DH 800, 1330, 501, 531, 535).[6] Zatem to cała Trójca Święta stwarza świat:

„[…] Są [Osoby Trójcy Świętej] jednym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego […].” (DH 800, BF IV. 33)

Cała Trójca też dokonała Wcielenia:

„[…] Trzeba także wierzyć, że Wcielenia Syna Bożego dokonała cała Trójca, jako że jej dzieła są nierozdzielne. […]”. (DH 535, BF VI. 44)

I tak Dekret dla Jakobitów (1442) podaje:

„[…] Te trzy Osoby są jednym Bogiem, a nie trzema bogami, ponieważ ci Trzej mają jedną substancję, jedną istotę, jedną naturę, jedno bóstwo, jedną niezmierzoność, jedną wieczność i wszystko jest [w nich] jednym, gdzie nie zachodzi przeciwstawność relacji (non obviat relationis oppositio)”. (DH 1330, BF IV. 43)

A przeciwstawność relacji (relationis oppositio) zachodzi tylko wewnątrz Trójcy Świętej (ad intra), stąd wszystkie czyny na zewnątrz (ad extra) jednej Osoby Boskiej są na mocy Boskiej natury czynami całej Trójcy Świętej. Nie jest zatem możliwe, by objawił się gdzieś Duch Św., a nie wiedzieli o tym Ojciec lub Syn lub komuś objawił się Chrystus bez jedności z Ojcem i Duchem oraz bez pełni wszystkich boskich przymiotów. Mówiąc inaczej Osoby Trójcy Świętej nie działają w odniesieniu do stworzenia (ad extra) w pojedynkę, bo jest to niemożliwe, gdy bowiem działa Jedna z Boskich Osób działają i wszystkie, gdyż Bóg jest Trójcą, a innego boga nie ma. Zatem prawdziwy Chrystus, który się komuś objawia, zawiera jako Bóg wszystkie Boskie przymioty w sobie, które w Nim, Chrystusie, jako w Bogu są czymś jednym. Stąd Chrystus nie może takich przymiotów jak miłosierdzie i sprawiedliwość różnicować, ani też być przez nie do czegoś przymuszany. Bo jak odczytać zdanie:

(20) „Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.”

Można odczytać je w ten sposób, iż „miłosierdzie” i „sprawiedliwość” są czymś nadrzędnym wobec Chrystusa i jako takie prowadzą nad Jego głową same ze sobą ożywiony dialog. W tym rozumieniu „miłosierdzie” i „sprawiedliwość” nie byłyby przymiotami Chrystusa, ale oddzielnymi bytami, które Chrystusowi jako instancje zewnętrzne coś nakazują. To przecież absurd i ciąg dalszy nominalizmu, który tak bardzo różnicował przymioty Boże, iż faktycznie określił, iż „sprawiedliwość” jest czymś innym w samym Bogu aniżeli „miłosierdzie”. Zatem idąc tym tropem przyjąć trzeba, że

(a) Chrystus nie jest podmiotem swoich przymiotów

albo

(b) ich po prostu nie posiada, gdyż nie jest Bogiem.

Pierwsza interpretacja (a) świadczyłaby o negacji jedności duszy Chrystusa lub Jego Osoby, a druga (b) byłaby kwestionowaniem Bóstwa Chrystusa. Biorąc pod uwagę powyższe argumenty przyjąć trzeba, że wypowiedź rzekomego Chrystusa z objawień Faustyny:

(20) „Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.”

jest sprzeczne z wiarą katolicką (contra fidem).

[1] http://www.traditioninaction.org/HotTopics/f072_DivMercy.htm https://www.youtube.com/watch?v=bYhPncGDJBY

[2] Dobre i summaryczne ujęcie znaleźć można tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=yI5_4Pi0e8w

[3] Kowalska, Faustyna M., Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Warszawa: Promic 2016.

[4] Internetowe wydanie Dzienniczka znaleźć można choćby tu: http://www.zaufaj.com/dzienniczek-swietej/529-dzienniczek-zeszyt-pierwszy-rkopisu.html

[5] Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil: Alverna 2011, 503.

[6] Tamże, 280-283.

Reklamy

Proprium missae – XXI Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego – Dominica XXI post Pentecosten


INTROITUS
Esth 13:9; 13:10-11
In voluntáte tua, Dómine, univérsa sunt pósita, et non est, qui possit resístere voluntáti tuæ: tu enim fecísti ómnia, coelum et terram et univérsa, quæ coeli ámbitu continéntur: Dominus universórum tu es
Ps 118:1
Beáti immaculáti in via: qui ámbulant in lege Dómini.
V. Glória Patri, et Fílio, et Spirítui Sancto.
R. Sicut erat in princípio, et nunc, et semper, et in saecula saeculórum. Amen
Esth 13:9; 13:10-11
In voluntáte tua, Dómine, univérsa sunt pósita, et non est, qui possit resístere voluntáti tuæ: tu enim fecísti ómnia, coelum et terram et univérsa, quæ coeli ámbitu continéntur: Dominus universórum tu es.
Est 13:9; 13:10-11
Na mocy Twojej, Panie, wszystko się opiera i nikt nie może sprzeciwić się Twej woli. Ty bowiem stworzyłeś wszystko, niebo i ziemię, i cokolwiek w przestworzach niebios istnieje. Ty jesteś Panem wszystkich rzeczy.
Ps 118:1
Błogosławieni, których droga jest niepokalana: którzy postępują zgodnie z prawem Pana.
V. Chwała Ojcu, i Synowi i Duchowi Świętemu.
R. Jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Est 13:9; 13:10-11
Na mocy Twojej, Panie, wszystko się opiera i nikt nie może sprzeciwić się Twej woli. Ty bowiem stworzyłeś wszystko, niebo i ziemię, i cokolwiek w przestworzach niebios istnieje. Ty jesteś Panem wszystkich rzeczy.
GRADUALE
Ps 89:1-2
Dómine, refúgium factus es nobis, a generatióne et progénie.
V. Priúsquam montes fíerent aut formarétur terra et orbis: a saeculo et usque in saeculum tu es, Deus.
Ps 89:1-2
Panie, Tyś był ucieczką naszą z pokolenia na pokolenie.
V. Zanim góry stanęły, nim ziemia i świat zostały stworzone, Ty, Boże, jesteś: od wieków i po wszystkie wieki.
ALLELUIA
Allelúia, allelúia
Ps 113:1
In éxitu Israël de Ægýpto, domus Iacob de pópulo bárbaro. Allelúia.
Alleluja, alleluja.
Ps 113:1
Gdy Izrael wychodził z Egiptu dom Jakuba od ludu obcego. Alleluja.
OFFERTORIUM
Iob 1.1
Vir erat in terra Hus, nómine Iob: simplex et rectus ac timens Deum: quem Satan pétiit ut tentáret: et data est ei potéstas a Dómino in facultátes et in carnem eius: perdidítque omnem substántiam ipsíus et fílios: carnem quoque eius gravi úlcere vulnerávit.
Job 1:1
Żył w krainie Hus mąż, imieniem Job, prosty, i bogobojny. O niego dopraszał się szatan, aby go poddać próbie. I dał mu Pan władzę nad posiadłościami jego i nad ciałem. Zatracił więc cały jego dobytek, wygubił dzieci, a nadto okrył jego ciało bolesnym wrzodem.
COMMUNIO
Ps 118:81; 118:84; 118:86
In salutári tuo ánima mea, et in verbum tuum sperávi: quando fácies de persequéntibus me iudícium? iníqui persecúti sunt me, ádiuva me, Dómine, Deus meus.
Ps 118:81; 118:84; 118:86
Dusza moja słabnie z tęsknoty za Twą pomocą. W słowie Twoich cała nadzieja moja. Kiedy osądzisz moich prześladowców? Niesłusznie mnie prześladują, dopomóż mi, Panie, Boże mój.

Teologiczne zasady rozeznawania prawdziwej i fałszywej mistyki lub 22 punkty Ks. Jana Wójtowicza


El_Greco_-_Saint_Francis_Receiving_the_Stigmata_-_Walters_37424W naszych dyskusjach i polemikach z czytelnikami wywodzącymi się z ruchu charyzmatycznego i doświadczających różnych fenomenów, podobnie jak w dyskusjach ze zwolennikami Medjugorje, przedstawiamy często argument, że fenomeny te odpowiadają kryteriom fałszywej mistyki, które występowały już w historii Kościoła oraz zostały jako fałszywe skatalogowane i określone teologicznie. Ponieważ my tę wiedzę posiadamy, a czytelnicy nie, dlatego pragniemy ją wszystkim przybliżyć, by ułatwić życie duchowe i rzeczową dyskusję.

Czytaj dalej!

Zagrożenia duchowości charyzmatycznej


OLYMPUS DIGITAL CAMERACzym jest prawdziwe chrześcijaństwo? Jak dorasta się do bycia prawdziwym świadkiem Chrystusa? Czy pomagają w tym rekolekcje charyzmatyczne i te, które oferują uzdrowienie, uwolnienie, czy jest nam to potrzebne do tego, wy uwolnić się od grzechów i wzrastać w wierze?
Pan Jezus mówi: „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” (Mt 7,21-23)

Więc wyganianie złych duchów, egzorcyzmy nie gwarantują wiary, trwania w Chrystusie. Można być prorokiem, egzorcystą i nie pełnić bożej woli… Nie polemizując z koniecznością niesienia pomocy tym, którzy są zniewoleni, dręczeni, warto postawić pytanie, czy zły duch może mieszkać w wierzącym, praktykującym katoliku? Co jest warunkiem bliskości Boga zabezpieczającym przynależność do Chrystusa i powodującym, że ewentualne egzorcyzmy przynoszą trwały efekt? Pan Jezus mówi: „Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem».” (Mt 12, 43-45). Kluczem do zrozumienia, czym ma być wasza wiara jest pełnienie Bożej woli: wykonywanie obowiązków do których zostaliśmy powołani, w duchu miłości i odpowiedzialności za boże dzieła powierzone nam wielkodusznie przez Boga. Nie doceniamy własnej roli w kształtowaniu samych siebie, i innych ludzi. Jeśli nie ma w nas decyzji pełnienia Bożej woli, nawet jeśli egzorcyzm wygonił z nas złego ducha, powróci on i zamieni nas w większe siedlisko zła i występku, za naszym pozwoleniem. Refleksja nad sobą i praca nad własnym charakterem przyniesie o wiele więcej owoców, niż szukanie ratunku w absurdzie uczestnictwa w kolejnych nabożeństwach charyzmatycznych o uwolnienie, uzdrowienie, zerwania więzów zła i innych. A dlaczego?

Przykład charyzmatyzmu

Przykładem może być wspaniałe świadectwo pewnego chłopaka zniewolonego pornografią.[1] lesniKorzystał on z różnych charyzmatycznych nabożeństw, ale pogarszało się. Było coraz gorzej, aż do granic rozpaczy. Pojechał na pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej. Ofiarował tam siebie i swoja przyszłość. Potem w pewnym momencie w walce z nałogiem, gdy był u kresu sił, wyrzucił, zniszczył komputer, który był powodem popadania w zniewolenie. Nie pomogły nabożeństwa o uwolnienie, uzdrowienie. Pomogło wyrzucenie , zniszczenia przedmiotu, który wiązał ze złem. Póki czekał na „cud”, na fenomen, liczył na zjawiskowe zakończenie poza swoją wolą, nic się nie zmieniało na lepsze a wręcz popadał w gorsze grzechy. Co pomogło? Działanie człowieka, czyn człowieka. Wola poparta łaską. Wolna wola wyrażająca się w działaniu. Najpierw robię wszystko co mogę, by pokonać grzech, by być przy Bogu a tam, gdzie zawodzą moje siły, wytężone w pracy nad sobą dopomaga łaska. Może być ona tak wielka, że uniesie nas i pokona nasze trudności, ale to dar nieoczekiwany. Święci znosili wiele bolesnych pokus i walk, by podobać się Bogu a nie czekali, aż Bóg, uwzględni ich „zasługi” , ich wspaniałość i koniecznie zabierze przeciwności.

I drugim ważnym elementem była szczera spowiedź.

Proszę zwrócić uwagę na kolejność. Co było skuteczne w wyzwalaniu się z grzechu. Na pewno nie bez znaczenia było poświęcenie się Matce Bożej Leśniowskiej. A potem: w wyniku żalu, obrzydzenia grzechem, wstrętu, radykalnej potrzeby serca wyzwolenia się – zerwanie więzów! Nie za pomocą nabożeństw, ale własnym działaniem – wyrzucenie laptopa było dla tego człowieka pozbyciem się najsłabszego ogniwa, które pozwalało na upadki. Zerwaniem więzów zła. Zrobił to sam! Charyzmatycy by powiedzieli, że potrzeba modlitwy o pozbycie się demona nieczystości. A ten wziął młotek i pozbył się problemu konkretnie, po męsku. Dla niego to było zerwaniem więzów zła.

A co potem? Spowiedź sakramentalna, o której w świadectwie powiedział, że nie było wspanialszej spowiedzi w jego życiu. Była sakramentalnym uzdrowieniem jego duszy, wyzwoleniem, oczyszczeniem z grzechu.

Oczywiście nie polecamy niszczenia sprzętu elektronicznego i unikania kontaktu z mediami. Może na etapie radykalnego „odwyku” jest potrzebne odrzucenie rzeczy, które utrudniają nam nawrócenie, wystarczyłoby oddać rodzicom komputer np. na miesiąc. Ten gest można odczytać jako bardzo zdecydowany gest odcięcia od zła, ale postrzeganie komputera jako źródła grzechu może powodować lękową postawę wobec przedmiotów. Korzenie grzechu tkwią w naszym sercu, nie w komputerze i należy tam pracować z pokusami. Dla tego człowieka było to wyzwalające, manifestujące radykalne rozprawienie się ze źródłem pokus. Dalsze życie nie będzie oszczędzało mu okazji do grzechu, ogień walki będzie trwał, i nawrócenie będzie musiało owocować w normalnych warunkach, pośród wszystkich rzeczy i sytuacji jakie niesie ze sobą normalne życie. Trzeba również zaznaczyć, że jego nieświadomość materii grzechu oznaczała, że nie grzeszył ciężko – do grzechu ciężkiego jest potrzebna świadomość i dobrowolność. Ponad to, powinien skończyć studia, choćby używając maszyny do pisania, zakończyć to, co zaczął, choćby potem wykonywał prosty zawód nie wymagający kontaktu z Internetem. Mamy nadzieję, że nie pozostanie w nim nerwicowy lęk przed mediami, ale dojdzie do całkowitego uwolnienia, i korzystania w wolności ze wszystkich godziwych możliwości jakie niosą ze sobą zdobycze techniki, bo „do wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). „

Przytoczone świadectwo jest o tyle ciekawe, że ukazuje, że u tego człowieka wręcz pogorszył się stan po nabożeństwach. Nic się nie poprawiało, ale było gorzej. Kiedy wpadł na pomysł radykalnego zamknięcia dróg, jakimi grzech do niego trafiał, był już zdeterminowany. Nie widział żadnego wyjścia. I zdobył się na gest którym wyraził zdecydowanie to, czego on chce. Było to dla niego uzdrawiające. Manifestacja woli skierowanej na Boga.

Demoniczne fenomeny w Odnowie już dawno potępione przez Kościół

Idąc tym tokiem myślenia można się zastanowić, czy nabożeństwa i msze o uwolnienie, rozpowszechnione przede wszystkim przez środowiska charyzmatyczne naprawdę działają uwolnieniowo. W Internecie opisują swoje przeżycia osoby, które są „popychane” i prześladowane przez jakieś duchowe siły. Czują pchnięcia, szturchnięcia, a są to osoby uczestniczące często w takich nabożeństwach. Trzeba by było zadać sobie pytanie, czy takie demoniczne – nie boimy się zaryzykować takiego stwierdzenia – manifestacje, nie mogą być efektem charyzmatycznych spotkań. Tak samo jak coraz większe natężenie grzechu młodego mężczyzny walczącego z pornografią i samotniczymi grzechami nieczystymi po uczestnictwie w takich nabożeństwach. Pierwszym zarzutem , jaki można postawić Odnowie, jest jej heretyckie pochodzenie. Czy powstanie jej poza Kościołem, czy „wylanie ducha” było wylaniem Ducha Świętego czy innego ducha? Jeśli uznajemy, że pełnia prawdy i łaski jest w Kościele Katolickim, dlaczego przyjmujemy za dobrą monetę ruch religijny mający z gruntu charakter obcy katolickiej duchowości? W Odnowie występują te same fenomeny – albo przynajmniej bardzo podobne do tych, które już były w historii Kościoła odrzucone i potępione. Najbliższy naszym czasom przykład masowych ekstaz i histerii w Kościele Katolickim miał miejsce wśród potępionych jansenistów.[2]

Zaczęto wówczas, wobec licznych świadków, dochodzić do zachwytów i ekstaz, objawiających się straszliwymi konwulsjami i wykręcaniem członków ciała. […] Nie ma absolutnie żadnych podstaw i możliwości, by zaprzeczyć realności konwulsji, ponieważ ich świadkami było tysiące ludzi i to zarówno jansenistów (zwolenników konwulsjonizmu), jak i katolików (upatrujących w konwulsjoniźmie działań diabelskich). Ludzie ci mogli doskonale kontrolować się nawzajem. Tedy – bezwzględnie wykluczyć trzeba oszustwo.

Gdy porównamy konwulsje opisywane wśród jansenistów z tymi, które spotykamy na charyzmatycznych mszach o uzdrowienie, i tymi, jakie widzimy przy w tzw. „Toronto blessing” . (Na youtube każdy pod tym hasłem może porównać zachowania z naszą rodzima odnowa charyzmatyczną). Na skutek potępienia jansenizmu i interwencji króla Francji fenomeny te nie rozprzestrzeniły się na cały Kościół Katolicki.  Zatem do momentu zaistnienia ruchu charyzmatycznego w Kościele Katolickim około 1967 w Kościele Katolickim pewne fenomeny, na skalę masową, po prostu nie występowały.

Protestanckie i heretyckie pochodzenie charyzmatyzmu. Potępione przez część protestantów.

Charakterystyczne dla odnowy charyzmatycznej fenomeny występowały jednak w kościołach protestanckich, głównie w USA, skąd na początku XX w. Trafiły do Niemiec. Charyzmatyzm spotykał się i nadal spotyka z niezwykle ostrym potępieniem protestantów ewangelikalnych jako nauka niebiblijna, i rozbijająca wspólnoty oraz operująca demonicznymi darami uznawanymi za charyzmaty. (Znający język angielski znajdą na youtube lub sieci mnóstwo materiału na ten temat temat, pod hasłem: charismatic movement lub pentecostalism criticism.)

Rzekome dary Ducha Świętego zostały potępione jako demoniczne przez protestanckich pietystów w tzw. Oświadczeniu Berlińskim (Berliner Erklärung) 15. września 1909 czyli mniej więcej tyko pięć lat po tym, jak się pojawiły. Czytamy tam w punkcie 1:

„(b) „Tak zwany Ruch Zielonoświątkowy nie pochodzi z góry tylko z dołu. Wiele fenomenów tego ruchu przypomina spirytyzm. W ruchu tym działają demony, które, wiedzione chytrością przez szatana, mieszają fałsz z prawdą, aby zwodzić Dzieci Boże. W wielu przypadkach okazało się później, że tzw. „obdarzeni przez ducha” [charyzmatycy] byli opętani.”

(d) „Duch tego ruchu doprowadza do duchowych i fizycznych działań mocy [manifestacji], ale jest to fałszywy duch i jako taki się objawił. Odrażające fenomeny takie jak upadki, grymasy twarzy, konwulsje, krzyki, wstrętny i głośny śmiech itp. występują i tym razem w tych zgromadzeniach. Nie rozważamy tego, co w tym demoniczne, co histeryczne, a co psychiczne, ale tego rodzaju fenomeny, nie są pochodzenia Boskiego.[3]

Proszę zauważyć, że zjawiska opisane w pkt 1d są tożsame z tymi, jakie obserwuje się na spotkaniach charyzmatycznych i na charyzmatycznych mszach o uwolnienie i uzdrowienie.

Można użyć przeciwko tym argumentom zarzutu, że potępienia i postanowienia różnych grup protestanckich nie są dla katolików zobowiązujące. Jeśli jednak:

a. pewne fenomeny w Kościele Katolickim długo nie występowały (między innymi dzięki działalności Świętego Oficjum czyli Inkwizycji oraz zakazowi wspólnych modłów z innowiercami, o czym mówił dawny Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku)
b. występowały jednak falami od 1800 roku w protestantyźmie, gdzie zawsze okazywały się negatywne i jako takie były potępiane i to nie jako katolickie, lecz jako niechrześcijańskie
c. to należy przynajmniej dopuścić wniosek, że tak bardzo się protestanci w swojej ocenie nie pomylili.

Fakt, że ktoś jest protestantem nie powoduje automatycznie jego 100 % omylności we wszystkim, gdyż nawet w protestantyzmie istnieją elementy prawdziwe bo katolickie (wiara w Boga, w bóstwo Jezusa Chrystusa, Odkupienie etc.). Jeśli zatem protestantyzm, który zawiera, mówiąc bardzo obrazowo i w dużym uproszczeniu, „20% katolicyzmu” uznaje pentekostalizm za herezję przyznając jej co najwyżej, znowu obrazowo i w skrócie, 20% prawowierności, to prawowierność pentekostalizmu względem katolicyzmu wynosi co najwyżej kilka procent. Zatem pentekostalizm i charyzmatyzm jest w ponad 90% niekompatybilny z katolicyzmem, ze względu na jego protestancką proweniencję oraz wysoki subiektywizm.

Katolicka Odnowa charyzmatyczna „owocem” Soboru i „Harris bis”

Dlaczego zatem istnieje w ogóle katolicka Odnowa charyzmatyczna? Ponieważ wprowadził ją tuż po Soborze kard. Suenens, przyjmijmy, że w dobrych zamiarach, wychodząc z założenia, że da się ten ruch skatolicyzować. Niestety z perspektywy prawie 50 lat rzec można, że eksperyment się nie powiódł i to nie charyzmatyzm został skatolicyzowany ale katolicyzm ucharyzmatyczniony i to na swoją zgubę. Na czym polegają błędy charyzmatyzmu?

a. Subiektywizm przeżyć religijnych oraz rosnący głód tych ostatnich czyli ja, Duch św., Pismo św. i „jazda z mocą”.
b. Daleko idące odrzucenie ratio w wierze czyli rozumowego podejścia do wiary.
c. Przesadne przywiązanie do wszelkiego rodzaju objawień także maryjnych lub rzekomo maryjnych.

Można by te punkty dalej wyliczać, ale coś, co jest z gruntu niekatolickie nigdy katolickie nie będzie. Ktoś może powiedzieć, że do grup charyzmatycznych dobrze prowadzonych, można chodzić, ale z perspektywy lat stwierdzić trzeba, że takich grup po prostu nie ma. Na usprawiedliwienie niektórych katolickich charyzmatyków stwierdzić trzeba, że jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu występowały jedynie takie fenomeny jak modlitwa w językach, proroctwa, uzdrowienia głównie wewnętrzne, rzadziej cielesne. Nie występowały natomiast:
• Spoczynki w duchu „świętym.”
• „święty” śmiech,
• „święte” szczekanie,
• „dar łez”
• „święte nie wiadomo co”.

Nie było także ani publicznych seansów uzdrowicielskich ani publicznych egzorcyzmów lub para-egzorcyzmów czy manifestacji demonicznych. Jest to oczywiście wysoce widowiskowe i sensacyjne, ale niegodne miejsca świętego, którym jest każdy kościół. Internet zaś jest pełen zapisów z fenomenami, jakie dokonują się na takich czy innych mszach, pełne ekstatycznych krzyków i demonicznych wrzasków, wiele jest opisów dotyczących „daru łez”.

Co do uzdrowień, to wydaje się, że występują przy nich wszystkie elementy znane z działalności bioenergoterapeutów czyli okultystów, jak nagłe poczucie ciepła etc. Nie są to, podobnie jak w przypadku innych uzdrowicieli, zwykle uzdrowienia trwałe, a często wiążą się pogorszeniem samopoczucia psychicznego lub duchowego. Ze względu na podobieństwo uzdrowień parapsychologicznych i charyzmatycznych należy dopuścić możliwość, iż w obydwu przypadkach źródła tych fenomenów są demoniczne. Skutki działalności Harrisa w latach 80-tych są znane.[4]

Skąd jednak pewność, że księża charyzmatycy także ci z innych kontynentów nie robią tego samego co Harris? Jeśli fenomeny te same i skutki te same, to i może źródło to same?[5] Jeśli ktoś naprawdę oczekuje cudownego uzdrowienia powinien pojechać do sprawdzonych sanktuariów maryjnych jak Częstochowa lub Wąwolnica, gdzie prowadzona jest dokumentacja lekarska, ale przedtem powiedzieć: „Bądź wola Twoja”, „Panie, jeśli to możliwe zabierz ode mnie ten kielich…”. Pan Bóg być może wysłucha, a być może da ten krzyż dla uświęcenia, krótszego czyścca i lepszego miejsca w niebie.

W odpowiedzi na apel Czytelnika zapraszamy do korzystania z tych informacji, może jakaś grupa katolików lub poszczególna osoba zechce przesłać do biskupa diecezji, w której się tego rodzaju uwalniająco-uzdrowicielskie-imprezy odbywają, oficjalne pismo z zapytaniem, czy dany biskup zdaje sobie w pełni sprawę w niebezpieczeństw, na które narażani są jego wierni. W piśmie tym należałoby podać trzeźwo konkretne przykłady wątpliwych fenomenów unikając tonu apokaliptyczno-„nawiedzonego”. Biskupi nie wszystko wiedzą, nie wszystkiemu się przyglądają z bliska. Biskup na takie spotkania charyzmatyczne nie jeździ, więc zaniepokojenie wiernych merytorycznie i we właściwym tonie sformułowane, będzie być może przedstawieniem problemu z którym osobiście się nie zetknął. Jeśli nawet takie pismo pozostanie bez odpowiedzi, to piszący będzie miał przynajmniej czyste sumienie, że próbował. Ostatecznie odpowiadamy za nasze własnej zbawienie, nie za zbawienie biskupa.

Rozwiązanie: trzeźwość, praca nad sobą, niesienie krzyża i zdanie się  Opatrzność Bożą

Cóż byśmy więc poradzili osobom, które uczestniczyły w takich nabożeństwach? Zrezygnowanie z formuły charyzmatycznej. Msze Święte o uzdrowienie w formie zwyczajnej, niecharyzmatycznej Mszy Świętej są organizowane na przykład w Wąwolnicy. Możemy „dać na mszę” w intencji własnego uzdrowienia. Sąsiadka, której chory na Alzheimera mąż, zawzięty ateista, jeszcze chwilę temu wygrażający się Bogu i bluźniący – zamówiła za niego kilka Mszy Świętych, o nawrócenie. Nawrócił się. Może nie będzie bożą wolą dać mu zdrowia? Ktokolwiek zna tego człowieka wie, że to cud, że przyjął sakramenty. Pamiętajmy, że dla nas, w Kościele katolickim uzdrowienia się zdarzają, ale najważniejsze jest życie dla duszy. Cierpienie czasem trzeba ponieść. Można Boga prosić o uzdrowienie, ale wiedząc, że jest niezawisły w swoich czynach i robi zawsze to, co jest dla nas najlepsze. Daje nam to, co może nam pomóc dojść do Niego. Choćbyśmy tej drogi nie rozumieli.

Do Teresy od Jezusa Pan Pan Jezus tak mówił o cierpieniu:

Czy sądzisz, córko, że zasługa polega na opływaniu w pociechy? Nie polega ona na niczym innym, jeno na pracy, cierpieniu i miłości. Nie znajdziesz nigdzie, by Paweł święty używał onych rozkoszy niebieskich więcej niż jeden raz; ale znajdziesz, że cierpiał wiele razy. Przypatrz się mojemu życiu, iż pełne było cierpienia; znajdziesz w nim tylko jedną chwilę rozkoszy, gdy się przemieniłem na górze Tabor. Nie sądź, gdy widzisz Matkę moją piastującą Mię na ręku, by ta najsłodsza Jej pociecha była bez srogiej katuszy. W samejże chwili, gdy Symeon rzekł do Niej prorocze słowa swoje, Ojciec mój oświecił Ją i ukazał Jej, jak wielkie męki ucierpię. Wielcy oni Święci, którzy mieszkali na puszczy pod wodzą Ducha Bożego, który nimi kierował, surowej oddawali się pokucie, ciężkie przy tym staczając walki z czartem i z samymi sobą i długi czas nieraz zostawali bez żadnej pociechy duchowej. Wierzaj, córko, że kogo mój Ojciec więcej miłuje, temu większe daje cierpienia, a miara tych cierpień jest miarą miłości. Czymże więc tobie mogę lepiej okazać moją miłość, jeno gdy dla ciebie chcę tego, czego chciałem sam dla siebie? Przypatrz się tym moim ranom: do tego stopnia bóle twoje nigdy nie dojdą. Ta jest droga prawdy. Gdy to zrozumiesz, wtedy wspólnie ze Mną będziesz opłakiwała zgubę, jaką na siebie sprowadzają niewolnicy świata, których wszystkie pragnienia i starania i myśli, skierowane są do celu wprost przeciwnego, do używania wczasów i rozkoszy.” (Sprawozdania duchowe,36).

Zauważmy, że wszelkie charyzmatyczne spotkania dążą do tego, by ludzi zwolnić z cierpienia, z udręki, z odpowiedzialności za grzech, za pracę nad sobą.  Bardzo rzadko zdarzają się fenomenalne uzdrowienia dotyczące naszej duszy, czy ciała, o wiele częściej musimy własnym wysiłkiem i zmianą konkretnych działań wpłynąć na własne uzdrowienie. Tak jak warunkiem uzdrowienia z alkoholizmu jest zaprzestanie picia. A pomiędzy piciem a trzeźwością jest ogromna przepaść wymagająca tyle własnego wysiłku, cierpienia, samozaparcia, że człowiek dążący do trzeźwości wie, czym jest twarda praca nad sobą, jeśli konsekwentnie pozostaje niepijący.

Takiej postawy wymaga nasza walka z grzechem. Nie jesteśmy poddani na tyle żadnej duchowej sile, by cokolwiek mogło się stać z nami poza kontrolą naszej woli i rozumu. W zawieszeniu woli i rozumu może nami sterować tylko ten, kto dąży do naszego ogłupienia i zniewolenia czyli szatan. Prawdziwe owoce nawrócenia możemy uzyskać naszą wolą poddaną rozumnej refleksji i wyborom. Jeśli Bóg wkracza z niezwykłą pomocą to tylko w serce ufne, oddane Jemu i zdeterminowane, by trwać przy Nim, lub jako znakiem nawrócenia.

Nie da się tego zrobić „na skróty”, za pomocą nabożeństw. Nie da się. Każda Msza Święta, sakramentalna spowiedź jest uzdrawiająca, tylko problem leży w naszej niewierze w to, i poszukiwaniu specjalnych objawień bożej mocy. Bo cichość Wszechpotężnego Króla w parafialnym tabernakulum do nas nie przemawia. Wolimy krzyki demonów, uniesienie, śpiewy i tupania niż cichą ale prawdziwą potęgę Ukrytego Boga. Często nie przemawia do nas również konieczność niesienia swoich utrapień, których Bóg nie uzdrawia mimo wielu próśb i naszej wiary, że może to uczynić. Ale przecież Pan Jezus był radykalny:

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mt 16,24)

Na koniec postawmy sobie pytanie, czego więc oczekujemy decydując się na charyzmatyczne nabożeństwa o uzdrowienie i uwolnienie. Czy pragniemy nawrócenia, bliskości z Bogiem, by być przy Nim i pełnić Jego wolę w naszym życiu? Czy z rozsądkiem sami zabiegamy o rzeczy które są poddane nam przez naszą pracę, umiejętności, przezorność – jak na przykład dostatek, zdrowie, wierność przykazaniom. Czy chcemy, by Bóg zabrał nam ciężar walki z grzechami, czy oczekujemy, że nasze problemy rozwiąże cudownie poza sferą naszego działania? Czy gotowi jesteśmy naprawdę pracować nad sobą, aby być wiernym Bogu? To dobre pytanie, by odpowiedzieć sobie, czy koniecznie potrzebne są nam charyzmatyczne msze i nabożeństwa czy raczej potrzebujemy adoracji Boga w najbliższym parafialnym kościele czy sanktuarium, gdzie wsławione są prawdziwe cuda Boże?

[1] http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2014/08/29/ks-slawomir-kostrzewa-poleca-aby-wyrwac-mnie-z-pornografii-bog-nakazal-mi-zniszczyc-laptopa/

[2] http://egzorcyzmy.strefa.pl/opetanie-konwulsjonisci-z-cment-sw-medarda.html

[3] Oryginalny tekst oświadczenia znaleźć można tutaj: http://de.wikipedia.org/wiki/Berliner_Erkl%C3%A4rung_%28Religion%29

[4] http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/04/30/dopuszczenie-bioenergoterapeuty-clivea-harrisa-do-kosciolow-bylo-wielkim-bledem-i-lekkomyslnoscia-harris-inicjowal-w-okultyzm-miliony-polakow-uzdrawial-za-pomoca-demonow/

http://www.traditia.fora.pl/wiara-katolicka-a-ruchy-charyzmatyczne,31/uzdrowiciele-i-demony,1172.html

http://www.psychomanipulacja.pl/art/bylam-podajaca-u-harrisa.htm

[5] Patrz Dary szatana  http://lublin.republika.pl/egzorcysta5.html

 

/wotiw/

Szatan boi się najbardziej….


  Teresa   Szatan najbardziej boi się modlitwy różańcowej, leżenia krzyżem, łaciny…[1] wody święconej, poświęconych sakramentaliów, relikwii, naszego uczestnictwa w Mszy świętej i przyjmowania Komunii, wzywania Imienia Jezusa, widząc nas modlących się, noszenia Szkaplerza, gdy pokutujemy, wynagradzamy itd., itp. Listę można wymieniać długo, a w rzeczywistości, najbardziej się boi naszego dążenia do własnego uświęcenia i naszej świętości.

  Dzisiaj zaczyna się Wielki Post. Gromadzimy się na Eucharystii by podczas Mszy Świętej pochylić głowę przed kapłanem i symbolicznie posypać głowę popiołem. Zwyczaj ten sięga V wieku, kiedy dokonywano aktu publicznej pokuty. Po spowiedzi pokutnicy wychodzili przed kościół, gdzie biskup i prezbiterzy sypali na ich głowy popiół parafrazując słowa z Księgi Rodzaju: ”Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz, czyń pokutę, abyś miał życie wieczne”. Po tych słowach skrapiano pokutników i ich pokutne szaty święcona woda, gdy oni padali na twarz a lud śpiewał Litanię do Wszystkich Świętych. Potem wyganiano ich z kościoła, jak Adama i Ewę z raju. W X wieku zaczęli do nich dołączać tez inni ludzie aż papież Urban II na soborze w Benewencie zalecił praktykowanie tego zwyczaju wszystkim wiernym. Od 1099roku przyjęła się w całym Kościele.

   Czas Wielkiego Postu jest czasem pokuty, nawrócenia, powrócenia ducha do Boga, szukaniem utraconego porządku stworzenia w swoim sercu. Jest to czas, w którym szukając w swoim sercu i życiu Boga mam znaleźć czas na wyciszenie, wyrzeczenie, modlitwę. Moja pokuta, pragnienie pogodzenia się z Ojcem związane jest z dobrymi uczynkami, czynami miłosierdzia: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” powtarzamy w modlitwie Pańskiej. Oczekując miłosierdzia Ojca sam potrzebuję okazać litość i przebaczenie bliźniemu, stąd nawoływanie Kościoła do dobrych uczynków. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. ” – kontekst tych słów Jezusa to Sąd Ostateczny.

    Jeśli chcę przebaczenia, pojednania z Bogiem – potrzebuję, ufając w Jego Miłosierdzie,  otworzyć swoje serce na braci:  „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,15n).

    Prawdziwym obliczem czynienia dobra jest głębokie uniżenie przed Bogiem swego serca. Uznanie swojej grzeszności. To postawa człowieka, który uznaje, że nie jest doskonały. Człowieka pokornego, które patrzy tylko w głąb siebie odnosząc swój stan tylko do jednej Osoby – Zbawiciela. Jakże często praktykując dobre uczynki chwalimy sami siebie: jestem już dobrym człowiekiem. Skąd ten wniosek? Bo zamiast spojrzeć w oczy Jezusa porównujemy się do innych osądzając ich w swoim sercu jako mniej godnych, gorszych, mniej pobożnych. Nasza dusza nie jest wyciszona przed Bogiem ale plotkarska, zajęta obmową innych, przez wyszukiwanie wad innych i wywyższanie się ponad nich – nie poszukiwaniem prawdy o sobie, ale potwierdzaniem własnej wspaniałości i pobożności. Widać to skrajnie wyraźnie u religijnych osób, które tak są przekonane o własnej świętości, że każde wydarzenie, które im się sprzeciwia, utożsamiają jako „prześladowanie”. Uznają przy tym że nienawiść diabła dotyczy w szczególności ich, bo są święci i robią dużo dobrego, gdyż w porównaniu z innymi sami siebie osądzili jako ci lepsi.

      Postawą wielkich świętych było uniżenie: „Jestem małe Nic” mówiła o sobie Mała Arabka. Mała Tereska porównywała siebie do piłeczki – zabawki Dzieciątka Jezus, które kiedy ma ochotę bawi się nią, ale również potrafi rzucić w kąt i zapomnieć o swojej zabawce.  Nie na wywyższaniu siebie ma polegać pokuta i praca nad sobą.

Czego najbardziej boi się diabeł? Dobrze odpowiedzieć sobie na to pytanie u progu Wielkiego Postu – wszak ma być to okres w naszym życiu, kiedy przeciwstawimy mu się zdecydowanie, pozbawimy go wpływu na nasze myśli, uczucia, postępowanie.

   Szatan z pewnością nie lubi sakramentaliów, drażni go łacina a postawa leżenia krzyżem budzi jego wstręt. Ale nie chodzi o samą postawę. Jeśli leży krzyżem pyszałek, który myśli źle o innych, plotkuje i się wywyższa? Jeśli odmawiając Różaniec wzmacnia poczucie własnej doskonałości duchowej i zamiast tajemnic życia Pana Jezusa rozważa własne zasługi?

   Szatan boi się przede wszystkim Pana Jezusa. „Szatan też boi się Niepokalanej Maryi. Nie może znieść, że Maryja jest człowiekiem i on Jej musi słuchać. Boi się też wtedy, gdy wzywamy pomocy aniołów i świętych. a także lęka się rzeczy poświęconych w imię Pana Jezusa , na przykład święconej wody, krzyża, medalika, relikwii świętych…. „ – mówi ks. Eugeniusz Derdziuk, egzorcysta. Szatan bardzo się boi Maryi Niepokalanej. Ona nie popełniła żadnego grzechu, a to oznacza, że szatan nie ma w Niej nic swego. On się cieszy, gdy ktoś zgrzeszy, bo ma nad człowiekiem grzesznym władzę. Nad Maryją nie ma żadnej władzy. Dlatego na cudownym medaliku jest napis: „O Maryjo bez grzechu poczęta…” i wizerunek, jak Ona depcze głowę szatana. I to jest radosna dla nas prawda! Pan Jezus dał nam Ją za matkę wtedy, gdy zwyciężał na krzyżu szatana. Gdy się Jej zawierzamy, to znaczy gdy „bierzemy Ją do siebie” jak św. Jan spod krzyża, to Ona nas broni.

     Diabeł nienawidzi modlitwy Różańcowej, dlatego, że jest to modlitwa Maryi – pokornej i posłusznej Bogu bezgranicznie i doskonale.  To tego boi się szatan najbardziej – pokory, która uznaje, że jestem przed Bogiem grzesznikiem, oraz posłuszeństwa, które objawia się w uszanowaniu Jego przykazań, Jego prawa, posłuszeństwo które powoduje życie według Ewangelii. To jest to czego najbardziej nienawidzi szatan i czego się boi.

    U progu wielkiego Postu warto uświadomić sobie, że miejscem gdzie spotyka się pokora i posłuszeństwo jest Sakrament Pokuty i Pojednania. Trzeba pokory by przygotować się dobrze do tego sakramentu, szczególnie wtedy, gdy  przez długi czas nie mieliśmy sił czy odwagi wyspowiadać się; posłuszeństwa –  by w świetle przykazań rozważyć swoje postępowanie i poprzez to już podporządkować się boskim przykazaniom. Gdy dusza pokorna i posłuszna chyli głowę przed kratkami konfesjonału przychodzi Miłość Miłosierna, i okrywa Krwią Chrystusa rany zadane człowiekowi przez szatana, uzdrawia i wskrzesza duszę. Tego najbardziej boi się szatan. Nie ma nic silniejszego od pokory i posłuszeństwa przed Bogiem. Pokorny i posłuszny nigdy się nie potępi. Potęga Maryi przed Bogiem jest owocem Jej nieskończonej pokory i posłuszeństwa.

   Posiadać pokorę to znaczy znać prawdę o sobie. Tej prawdy nie znajdę szukając wad u innych, śledząc ich słabości, czy zazdroszczące łask innym, ale wpatrując się w Oblicze Jezusa. Odnajdywać odbicie własnej duszy w oczach Boga to konfrontować własne życie z Ewangelią. Trzeba więc wziąć do ręki Ewangelię  i zobaczyć jakie wymagania ma wobec mnie Pan Jezus. A potem posłusznie wypełniać Jego prawo. Pamiętajmy że sposobem na szatana w naszym życiu jest Sakrament Pokuty i Pojednania, i Komunia Święta. Spowiedź wskrzesza duszę, uzdrawia i czyni nas od nowa bożym dzieckiem, a Komunia Święta jednoczy z Chrystusem. czyni z nas Monstrancję, w której mieszka Bóg. tego najbardziej boi się szatan i tak pokonamy go najskuteczniej.

   Św. Faustyna Kowalska, powie: „Straszna jest złość szatana” – (Dz. 713). „Lękać się powinien nas wróg, a nie my wroga. Szatan tylko pysznych i tchórzliwych zwycięża, bo pokorni mają moc” – (Dz. 450). Szatan boi się wszystkich, którzy żyją w przyjaźni z Bogiem, boi się człowieka pobożnego. Pobożność wyrywa z pola jego oddziaływania wiele dusz. Im gorliwiej ktoś dąży do doskonałości – według stanu, w którym żyje – tym straszliwszy staje się dla szatana. Człowieka świętego boi się on jak samego Boga.

Doświadczenie miłości Boga posiada swój początek i fundament w doświadczeniu ludzkiej miłości. W hierarchii wartości przykazanie miłowania bliźniego jest drugie. Bóg pragnąc objawić człowiekowi swoją miłość odwołuje się do pojęć, które człowiek poznaje  z więzi między-ludzkich, szczególnie z więzi małżeńskich i rodzinnych. W Biblii Bóg objawia się nam jako Ojciec, Matka, Oblubieniec, Przyjaciel.

            Przykazanie miłości bliźniego – podane nam jako drugie, odsłania również inną podstawową prawdę wiary, że, bez „przykazania pierwszego”, „przykazanie drugie” byłoby niemożliwe do spełnienia. Ani człowiek sam dla siebie, ani też drugi człowiek nie jest nigdy ostatecznym źródłem ludzkiej miłości. Parafrazując słowa św. Jana możemy powiedzieć również: „Nie można kochać człowieka, którego się widzi, jeżeli nie kocha się Boga, którego się nie widzi”. Kiedy autentycznie kocha się bliźniego, to tym samym kocha się Boga.

„A najważniejsza jest Miłość….” Przykazanie miłości Boga i bliźniego w stopniu doskonałym, jak wymaga od nas Ewangelia, jest chyba najtrudniejsze w naszym życiu. Nie pomoże nam Różaniec, leżenie krzyżem, łacina… jeśli będziemy mieli w nienawiści bliźniego i mówili fałszywe świadectwo przeciwko niemu.

Święty Augustyn sfor­mułował postulat: verum facere seipsum, czyli „czynić sie­bie samego prawdziwym”. Zatem być prawdziwym, czynić siebie samego coraz bardziej prawdziwym oznacza nie tyle, być wiernym samemu sobie, własnym przekonaniom i po­znanej prawdzie, ale przede wszystkim dążyć ustawicznie do coraz pełniejszego poznania prawdy i świadczyć o tej pełnej, chociaż złożonej prawdzie, być wiernym tej pra­wdzie w swoich sądach i w swoim postępowaniu.  

Całkowite zdanie się na Boga wyrażone przez leżenie krzyżem, winno być dla nas, zarówno w liturgii, jak i pobożności prywatnej, przypomnieniem tej prawdy. Padnięcie twarzą na ziemię nie może budzić jedynie pustej ciekawości czy stać się okazjonalną atrakcją liturgiczną, ale przez głębsze zrozumienie dobrze, by stało się wyrazem szczerej Bożej prawdy o nas samych!

[1] Istnieje dokument, który możemy nazwać „deklaracją soborową o języku łacińskim w Kościele”. Jest to Konstytucja Apostolska błogosławionego papieża Jana XXIII Veterum Sapientia o użyciu języka łacińskiego. Jest to konstytucja podpisana z niebywałą solennością na ołtarzu św. Piotra w dniu 22 lutego 1962 roku. Papież napisał tę konstytucję w 400 lat po opublikowaniu kanonów Soboru Trydenckiego o języku łacińskim. Oto, co znajdujemy w tym dokumencie: a) łacina jest żywym językiem Kościoła; b) łacina jest wspaniałą szatą doktryny niebieskiej i świętych praw; c) łacina jest językiem Kurii rzymskiej; d) seminarzyści powinni uczyć się języka łacińskiego (instrukcja mówi o tym w sensie imperatywnym); e) należy nauczać łaciny w szkołach i na uniwersytetach, aby ich uczniowie mogli poznać początki i źródła naszej [kościelnej] historii. Jak więc widzimy jest to deklaracja niezwykle konkretna, niestety dziś kompletnie przemilczana, bo arogowana przez Sobór Watykański II.

Aneks

Ponieważ możemy w naszych własnych zmaganiach korzystać z doświadczeń świętych, którzy walkę z szatanem już skutecznie stoczyli, dlatego przytoczymy w tym miejscu porady św. Antoniego Pustelnika (250-356) zawarte w przesoborowych brewiarzach,[1] które dawał swoim uczniom:

„Wierzcie mi, rzekł, bracia, szatan lęka się czuwań, modlitw, postów, dobrowolnego ubóstwa, miłosierdzia i pokory, najbardziej jednak gorącej miłości do Chrystusa Pana, przed którego świętego krzyża znakiem osłabiony ucieka”.

  1. Czuwania (vigiliae)

Poprzez czuwania rozumie Antoni całonocne lub wielogodzinne nocne czuwania modlitewne, polegające nie czasowym pozbawianiu siebie snu. Praktykę tę poleca się osobom, które i tak nie mogą w nocy spać albo wybudzają się w nocy złymi snami lub innymi dręczeniami np. o 3 nad ranem. Z doświadczenia wynika, że jedna przeczuwana noc skutkuje wielotygodniowym spokojem.

  1. Modlitwy (orationes)

Im bardziej liturgiczna i sformalizowana jest modliwa tym bardziej skutecznie działa. Z doświadczenia wiadomo, że najbardziej antydemonicznie działają przedsoborowe łacińskie brewiarze, następnie posoborowe łacińskie brewiarze, następnie posoborowe brewiarze w językach narodowych, następnie litanie, czytanie Pisma Świętego, szczególnie Psalmów i Ewangelii oraz różaniec.

  1. Posty (jejunia)

Okresowe np. dzienne pozbawianie się posiłków lub redukcja posiłków jakościowa (bezmięsna) i ilościowa. Należy stosować umiarkowanie, po konsultacji ze spowiednikiem i nie podchodzić do tego ani sportowo ani wyczynowo. Duch zewnętrznych widocznych umartwień, do których należy post, może pochodzić także od złego ducha. Należy pamiętać, że wszystko co dąży do rzeczywistego wyniszczenia organizmu od Boga raczej nie jest, gdyż Bóg nie niszczy swoich własnych stworzeń.

  1. Dobrowolne ubóstwo (paupertas voluntaria)

Polega na rezygnowaniu z rzeczy dobrych i godziwych, na które nas stać, ale z których dla miłości Chrystusa rezygnujemy.

  1. Miłosierdzie (misericordia)

Uwidacznia się najbardziej w uczynkach miłosierdzia względem duszy i względem ciała. Uczynki miłosierdzia względem duszy to:

  1. Grzeszących upominać
  2. Nieumiejących pouczać
  3. Wątpiącym dobrze radzić
  4. Strapionych pocieszać
  5. Krzywdy cierpliwie znosić
  6. Urazy chętnie darować
  7. Modlić się za żywych i umarłych

Natomiast uczynki miłosierdzia względem ciała to:

  1. Głodnych nakarmić
  2. Spragnionych napoić
  3. Nagich przyodziać
  4. Podróżnych w dom przyjąć
  5. Więźniów pocieszać
  6. Chorych nawiedzać
  7. Umarłych pogrzebać
  8. Pokora (humilitas)

Pokora to uznanie swojej małości względem Boga, gdyż, zdaniem św. Tomasza z Akwinu „pokora przede wszystkim wydaje się zakładać poddanie człowieka Bogu (humilitas praecipue videtur importare subjectionem hominis ad Deum).”[2] Dlatego też pokora jest uznaniem prawdy o sobie wraz z wykluczeniem wszelkiego nieuporządkowania, gdyż jak twierdzi Akwinata: „pokora to cnota, za pomocą której duch jest poskramiany, by w sposób nieuporządkowany nie dążył ku wyżynom (humilitas est virtus, qua refrenatur animus, ne immoderate tendat ad alta)”.[3]

  1. Gorąca miłość do Chrystusa (amor ardens in Christum), „przed którego krzyża najświętszym znakiem diabeł osłabiony ucieka.”

Ponieważ diabeł został przez człowieczeństwo Chrystusa pokonany na krzyżu, dlatego boi się on samego krzyża oraz wspominania Męki Chrystusa. Ten lęk przed krzyżem należy rozumieć dosłownie, o czym świadczą doświadczenia egzorcystów z opętanymi. Demony posługujące się ciałami tych ostatnich nie znoszą widoku krzyża w rozumieniu krucyfiksu z ciałem Ukrzyżowanego. Inne rodzaje krzyży mniej im przeszkadzają.  Zwycięstwo nad diabłem Chrystus odniósł poprzez śmierć krzyżową, która była własną i niesamowicie ciężką Ofiarą człowieczeństwa Zbawiciela. I właśnie fakt, że Chrystus Bóg-Człowiek jako Człowiek diabla pokonał jest dla szatana, który nienawidzi rodzaju ludzkiego i nim jako anioł upadły gardzi, bardzo zawstydzająca. Natomiast Zmartwychwstanie Chrystusa było dziełem Ojca, który wskrzesił człowieczeństwo Syna z martwych, a nie samego Zbawiciela i jedynie konsekwencją Jego Męki. I dlatego w chwilach pokus i innych ataków szatana (natręctwa, dręczenia i inne) bardzo pomaga realistyczne wyobrażenie sobie Ukrzyżowanego Zbawiciela lub spojrzenie na krucyfiks z uświadomieniem sobie, że Chrystus diabła za mnie na krzyżu pokonał. Z doświadczenia wynika, że takie myśli, emocje czy inne fenomeny wówczas szybko mijają, co bez wyobrażaniu sobie Ukrzyżowanego lub bez spojrzenia na wiszący gdzieś krucyfiks, który dlatego dobrze jest mieć przed oczyma, o ile to możliwe, w domu lub w miejsu pracy, niestety miejsca nie ma.

Przedstawiając powyższe porady św. Antoniego pamiętać trzeba, że niektóre pokusy szatańskie i dręczenia demoniczne są pochodną grzechów, a inne dopustem Boga. Te ostatnie trwają tak długo, jak Bóg tego zechce po to, by w nas pewne cnoty (np. cierpliwość, męstwo, powściągliwość etc.) wyrobić. Dlatego wyżej wymienione porady pomogą nam ataki szatana odeprzeć, ale do końca życia ich nie wykluczą, ani całkowicie nie zniwelują. Bo tam, gdzie nie ma walki, nie ma i zasług. Pewnien ojciec pustyni zapytany o to, kto był jego Mistrzem, w rozumieniu kierownika duchowego, odparł: „Diabeł”. Oznacza to, że tam, gdzie diabeł go atakował, tam ów mnich się bronił i odpowiednią cnotę wyrabiał i wzmacniał. Mniej więcej to samo przesłanie zawierają „Listy diabła starego do młodego”, C.S. Lewisa, które trzeba traktować jako literaturę piękną, a nie jako podręcznik duchowości, bo jest tam niestety sporo teologicznych nieścisłości.

Przy całym jednak zainteresowaniu demonologią i demonami, o której świadczy choćby stała i rosnąca popularność niniejszego wpisu na naszym blogu, wiedzieć trzeba, że

(a) diabeł jest stworzeniem i dlatego

(b) jedynie tyle może, na ile Bóg mu pozwoli.

I dlatego koncentracja czyjejś duchowości na diable jest dokładnie tym, co diabeł chciałby osiągnąć, a mianowicie koncentrację na sobie samym, a nie na Bogu, od którego w ten sposób odciąga.

Natomiast z praktycznego punktu widzenia doświadczenia paranormalne, zatem nie zwykłe pokusy, które są udziałem nas wszystkich i do śmierci będą, mają albo:

(1) osoby opętane albo

(2) osoby silnie dręczone, które cierpią na to na skutek

   (i) „demonicznej infekcji”, której nabawiły się poprzez okultyzm, ezoterykę lub niestety doświadczanie charyzmatyczne lub inne

albo na skutek

   (ii) dopustu Boga, który pojawia się na drodze zaawansowanej świętości (proboszcz z Ars, ojciec Pio, Don Bosco i inni święci), co dotyczy może 0,00001%, jeśli nie mniej, osób.

I dlatego pod (2. ii) podpada mało kto, a większość pod (2. i). Stąd doznawanie dręczeń demonicznych o świętości niczyjej nie świadczy, bo chociaż demony te same i dręczenia te same, to jednak stan duchowy (2. i) i (2. ii) jest bardzo różny.  Jeżeli ktoś z czytających te słowa podejrzewa, że cierpi na (2. i) powinien się dobrze wyspowiadać, ewentualnie udać się do egzorcysty oraz przynajmniej na jakiś czas zaniechać praktyk charyzmatycznych, a także inne praktyki religijne (różańce, koronki, nowenny, litanie, posty, leżenia krzyżem etc.etc.) ograniczyć czasowo do rozsądnego minimum (np. jedna część różańca dziennie). Niech zobaczy, czy mu się to w ogóle uda, czy nie będzie odczuwał przymusu do zwiększania praktyk, bo taki przymus nigdy nie pochodzi od Boga, który daje wolność.

Myślenie, że pewne praktyki zapewnią nam dożywotni spokój przed demonem z pewnością od Boga nie pochodzi, gdyż nawet od Chrystusa diabeł odstąpił „aż do czasu” (Łk 4,13).  Należy także pamiętać o tym, że Bóg uświęca nas przez wszystko, przez pracę, przez spotkania z ludźmi, przez odpoczynek, przez różnorakie przeżycia, przez to, co niesie nasze konkretne życie, i dlatego zacieśnianie Jego działania do tych praktyk, które sobie sami upatrzymy jest szukaniem nie Boga, ale samego siebie. A takie nastawienie szybko zostanie wykorzystane przez diabła, którego bać się nie trzeba, bo na tym mu zależy.

[1] Występują one w brewiarzu tzw. Trydenckim obowiązującym od 1570 do 1910, oraz w brewiarzu Piusa X Divino afflatu obowiązującym od 1911 do 1955. W brewiarzu z 1962, którym od Summorum pontificum (2007) można się oficjalnie modlić niestety tego czytania nie ma.

[2] Summ. Theol. 2.2. q. 161. 2 ad 3 et q. 162. 5. c.

[3] Summ. Theol. 2.2. q. 160. 2 c. et q. 161. 1. o. et 2.4.c

 /wotiw/

 

Używajmy wody święconej


   Kodeks Prawa Kanonicznego (kan. 1166), określa sakramentalia w następujący sposób: „Sakramentalia są świętymi znakami, przez które na podobieństwo sakramentów są oznaczone i otrzymywane ze wstawiennictwa Kościoła skutki, zwłaszcza duchowe. Kto je przyjmuje z wiarą, dostępuje ich zbawiennych skutków”. Oczywiście, sakramentalia działają tym skuteczniej, im mocniejsza jest wiara, a stosowane bez wiary nie dają efektu.

   Tradycja katolicka obejmuje korzystanie z sakramentaliów: wody święconej, poświęconych medalików, figur, obrazów, ikon, różańca, szkaplerzy, święconej soli i oleju. Trzeba korzystać z sakramentaliów w celu uzdrawiania i zapewnienia opieki Bożej. Ważną rzeczą jest jednak, by pamiętać, iż to Jezus uzdrawia i chroni.

   Aspersja obejmuje wezwanie do modlitwy, by Bóg pobłogosławił wodę, którą będziemy pokropieni na pamiątkę chrztu, i o pomoc w zachowaniu wierności Duchowi Świętemu, którego otrzymaliśmy. Podane są dwie modlitwy błogosławienia na niedziele w ciągu roku oraz trzecia przewidziana na okres wielkanocny. Przed Soborem Watykańskim II aspersję wykonywano w każdą niedzielę podczas sumy. Obecnie tylko w Wielką Sobotę.

Modlitwy te zawierają prośbę o pobłogosławienie wody, by pokropienie nią odnowiło w zebranych źródło łaski, chroniło od zła całego człowieka (dusza i ciało), by uprosiło przebaczenie grzechów, w tym celu, by mogli sprawować święte tajemnice z czystym sercem. Podczas aspersji przewidziany jest śpiew Psalmu 50 z antyfoną: „Pokrop mnie (Asperge(s) me), Panie, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”. W czasie wielkanocnym śpiewa się natomiast Psalm 107: „Wysławiajcie Pana, bo jest dobry” z antyfoną: „Zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego. Alleluja”.

S.  Asperges me,M.  Dómine, hysópo, et mundábor : lavábis me, et super nivem dealbábor.Miserére mei, Deus, secúndum magnam misericórdiam tuam.Glória Patri, et Fílio, et Spirítui Sancto : sicut erat in princípio, et nunc, et semper, et in saécula saeculórum. Amen.S.  Ostende nobis, Domine, misericordiam tuam.

M.  Et salutáre tuum da nobis.

S.  Oremus. Praesta nobis, qaesumus, Domine, hac aqua aspersis, sanitatem corporis, integritatem mentis, tutelam salutis, securitatem spei, corroborationem fidei. Per Christum Dominum nostrum.

M.  Amen.

K.  Pokropisz mnie,W.  Panie, hizopem, a stanę się czysty. Obmyjesz mnie a nad śnieg wybieleję.Zmiłuj się nade mną, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego.Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.K.  Okaż nam, Panie, miłosierdzie Twoje.

W.  I daj nam zbawienie Twoje.

K.  Módlmy się. Udziel nam, prosimy, Panie, tą wodą obmytym uzdrowienia ciała, czystości umysłu, ochrony zbawienia, bezpieczeństwa nadziei i umocnienia wiary. Przez Chrystusa Pana naszego.

W.  Amen.

Pokropienie się wodą święconą przypomina, że zostaliśmy odkupieni przez chrzest. Przypomina, że możemy żyć jak „nowi ludzie” – „odrodzeni z wody i z Ducha Świętego” (J 3,5) – bo umarł w nas „stary człowiek”. Dzięki temu stale pamiętamy, żeby chronić naszą duszę od grzechów powszednich. Oczywiście łaska nie działa automatycznie, wykonanie samego znaku to za mało, aby odczuć jego moc, potrzebna jest postawa wiary – autentycznego świadectwa. Woda święcona, często używana w rytuałach liturgicznych, zasadniczo odwołuje się do wody chrztu świętego, za pomocą której staliśmy się dziećmi Bożymi. Według formuły błogosławieństwa woda święcona oddala nieprzyjaciela, chroni domy, pomaga wyjść zwycięsko z walki przeciwko sugestiom i cierpieniom, także fizycznym, wywieranym przez szatana. Wodę święconą można pić, można też nią zwilżyć ciało w miejscach najbardziej bolesnych, można a nawet trzeba nią skropić pomieszczenia i przedmioty ogólnego użytku.

Wody święconej mogą używać wszyscy. W sytuacjach nękania ze strony złego ducha każdy człowiek może się zwrócić do niego w prosty sposób: szatanie, idź precz ode mnie! Jest to zwrot skierowany bezpośrednio do złego ducha. W jednym z dokumentów kościelnych przewidziana jest możliwość, osobistej obrony przed złym duchem. Osoba taka może mówić: idź precz, szatanie, ode mnie! Osoba świecka nie może tego czynić w stosunku do innych osób, natomiast w stosunku do siebie może.

Wchodząc do kościoła, jako Domu Bożego, sięgamy dłonią do kropielnicy i czynimy znak krzyża dla przypomnienia sobie, kim jesteśmy i dla Kogo tu przychodzimy. Uświadamiamy sobie, że jesteśmy częścią wspólnoty dzieci Bożych. Nie trzeba przekonywać, jak ważna jest ta świadomość dla przeżywania modlitwy osobistej, a jeszcze bardziej wspólnotowej Eucharystii. Dobrze przeżywana Msza św. to wspólne spotkanie dzieci Bożych z Ojcem, przez Syna, w Duchu Świętym. Przychodząc zatem na Mszę św. potrzebujemy odnowienia tej świadomości, co ułatwia przy wejściu znak krzyża wodą święconą. Potem, w trakcie Eucharystii ta świadomość narasta i potęguje się aż do zjednoczenia z Bogiem w Komunii Świętej. Jednoczymy się z Nim w sakramencie, do którego owocnego przeżycia przygotowały nas między innymi sakramentalia (do nich należy pokropienie wodą święconą). Przeżywamy zatem z całą mocą obecność Boga w sobie.

Kościół św. udziela odpustu cząstkowego (wcześniej: odpustu stu dni) za każde przeżegnanie się wodą święconą. Nie zapominajmy również wziąć ze sobą wody święconej na cmentarz, gdy idziemy tam odwiedzić groby naszych bliskich zmarłych. Skrapianie nią grobów przynosi wielką ulgę zmarłym cierpiącym w czyśćcu. Poza Ofiarą Mszy św. i odpustem zupełnym, nic nie może dać większej ulgi duszom czyśćcowych jak pokropienie wodą święconą grobów, gdzie spoczywają prochy ich ciał.

Powiedzenie: „Bać się czegoś jak diabeł święconej wody”, jest jak najbardziej prawdziwe. Stąd warto mieć także w domu, przy drzwiach, kropielnicę i jej używać. Ważna jest również życzliwość między ludźmi, bowiem wówczas nie będzie złorzeczenia czy zazdrości. Jednocześnie nie możemy ulegać lękowi, że wszędzie czyha na nas zło: w każdej bajce, symbolu czy muzyce. Oczywiście bywają takie, które są demoniczne, ale nie możemy wszędzie panicznie doszukiwać się działania diabła – to nie jest chrześcijańskie podejście. Warto jednak mieć w sercu słowa św. Pawła, który zachęca do tego, aby unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

 Kropielnica ma swój pierwowzór w Starym Testamencie: miedziany basen stojący przed Przybytkiem służył do rytualnych ablucji. Również Jezus, wstępując po chrzest do Jordanu, uświęcił wodę, potwierdzając jej moc oczyszczania z grzechu. Stąd też bywa, że kropielnica ma kształt muszli, za pomocą której – wedle tradycji – Jan chrzcił w Jordanie. Czasami naczynie na wodę wkomponowane jest w postać ukrzyżowanego Chrystusa albo modlącą się Matkę Boską, najczęściej jednak podtrzymuje je w rękach Anioł Stróż.

 Crzcielnica. Miejscem przechowywania wody chrzcielnej jest chrzcielnica. Powinna znajdować się w każdym kościele parafialnym i w miarę możliwości przy niej powinno udzielać się chrztu. Nierzadko zdarza się, że chrzcielnica jest „liturgicznym meblem”, z którego nikt nie korzysta. Są kościoły, w których chrzcielnica zamknięta jest na kłódkę, której nie otwiera się nawet w Wigilię Paschalną. Szkoda, bo jej symbolika jako źródła chrzcielnego jest jedyna i niezastąpiona. Jaki to piękny widok, gdy ktoś modli się przy chrzcielnicy, dziękując Bogu za dar wiary. Jakie to radosne, gdy proboszcz zaprasza wiernych, by w Niedzielę Chrztu Pańskiego i na Wielkanoc podchodzili całymi rodzinami do ozdobionej kwiatami chrzcielnicy, by uwielbiać Boga, Dawcę życia wiecznego.

Kropielnica. Przy wejściu do świątyni rozglądamy się za kropielnicą, by móc ręką zanurzoną w wodzie święconej uczynić na swym ciele znak krzyża. Jest to bardzo prosta forma odnowienia przymierza chrzcielnego i warto bardzo świadomie czynić te gesty. Wchodząc do kościoła, wspominamy moment, gdy zostaliśmy włączeni w Kościół. Prosimy Boga, by usunął z naszego serca to, co przeszkadza nam w pełnym spotkaniu się z Nim w domu modlitwy.

Kropielniczka. Tradycją katolickich domów było zawieszanie kropielniczki z wodą święconą przy drzwiach wejściowych. Podobnie jak w świątyni, ten zwyczaj pomagał domownikom i gościom żyć prawdą, że rodzina to domowy Kościół oraz że w codzienności życia objawia się Bóg.

Najstarsze polskie kropielniczki domowe pochodzą z drugiej połowy XVIII wieku. Początkowo wytwarzane były w przyklasztornych manufakturach, dopiero później zaczęli je produkować twórcy ludowi.

W temacie:

Sól egzorcyzmowana pomaga zawsze w obronie przeciwko złym duchom, lecz ma też specyficzną właściwość ochrony miejsc przed negatywnymi wpływami. Może zatem być pozostawiana w pomieszczeniach lub domach jako osłona, na przykład w kątach pokoju, w szufladzie szafy, pod dywanikami w samochodzie. Przede wszystkim jednak błogosławiona sól może być używana normalnie w kuchni, aby każdego dnia razem z egzorcyzmowanym olejem była dostarczona do wewnątrz ciała.

Lecznicze możliwości oleju egzorcyzmowanego zawsze miały u starożytnych wielkie znaczenie. Sam Jezus doradzał jego stosowanie. W Mk 6, 12 – 13 czytamy, że dwunastu apostołów zostało wysłanych z misją. Wzywali oni do nawrócenia, wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali. Szczególnym skutkiem zastosowania oleju egzorcyzmowanego jest oddzielenie wpływu nieszczęść na ciało. Dlatego też można nim posmarować ciało w miejscach bolących i otrzymywać wypływające z tego odczuwalne dobrodziejstwa, także i dlatego, że olej w odróżnieniu od wody święconej, która szybko wysycha, wtarty pozostaje o wiele dłużej. Jednakże zasadniczym jego użyciem – wraz z poświęconą solą – powinno być normalne przyprawianie pokarmów. Wielu doświadczyło już na sobie tego, że egzorcyzmowana sól i olej, używane do przyprawiania pokarmów, są najlepszym nośnikiem łaski służącej do przeszkodzenia w działaniu ewentualnych negatywnych elementów wewnątrz ludzkiego ciała. Przedmioty błogosławione działają przeciwko przedmiotom namaszczonym przekleństwem. Przy używaniu tych sakramentaliów należy pamiętać o istnieniu realnego niebezpieczeństwa, a mianowicie, że zostanie im nadane zbyt wielkie znaczenie oraz uwierzy się w to, ze uwolnienie nastąpi jedynie dzięki przesadnemu użyciu tych środków.

 

P.S. Polecamy również wpis o wodzie egzorcyzmowanej.

/wotiw/