Ks. Arndt – Zestawienie odpustów nieautentycznych: 15 Modlitw św. Brygidy


Dzięki dokładnej lekturze książki ks. Arndta, Odpusty. Podręcznik dla duchowieństwa i wiernych, Kraków 1890 dokonanej przez naszego czytelnika Te igitur jesteśmy w stanie przekazać wiedzę pewną na temat odpustów nieautentycznych pochodzącą z roku 1890. Przyznać trzeba, że naszej redakcji ten szczegół umknął, więc bardzo Te igitur za tę korektę dziękujemy. Niniejszym przedstawiamy wspomniane strony z książki ks. Arndta:

 

 

 

Odnośnie 15 Modlitw św. Brygidy czytamy:

Odpusty, które miały być przywiązane do 15 modlitw objawionych św. Brygidzie. Obietnice bowiem uczynione wszystkim przez cały rok te modlitwy odmawiającym zawierają największe szaleństwa i sprzeciwiają się zasadom wiary św.

Fałszywe są zatem zarówno (a) odpusty, jak i (b) obietnice, formuując kwestię pozytywnie za odmawianie tych modlitw nie czeka nas żadan odpust, ani się obietnice nie spełnią, bo są bezzasadne i niekatolickie. A co to za obietnice?  Przyjrzyjmy się Nabożeństwu 15 Modlitw w formie znalezionej na niecenionej skarbnicy modlitw nieautentycznych gloria.tv.

NABOŻEŃSTWO PIĘTNASTU MODLITW ŚW. BRYGIDY czyli TAJEMNICA SZCZĘŚCIA

ŚW. BRYGIDA – mistyczka.

♥OBIETNICE ♥
Od dłuższego czasu Brygida pragnęła wiedzieć, ile ciosów Chrystus Pan otrzymał podczas swej Męki. Pewnego dnia Zbawiciel objawił się jej i rzekł:

„Moje Ciało otrzymało 5480 ciosów.  Jeżeli chcesz je uczcić pobożną praktyką, zmów codziennie 15 Ojcze nasz i 15 Zdrowaś Maryjo z modlitwami, których cię nauczyłem, podczas całego roku. W ten sposób w ciągu roku uczcisz każdą moją Ranę”.

(Przypis: 15 modlitw codziennie, przez 365 dni roku = 5480)

Potem w formie obietnicy dodał, że ktokolwiek zmówi te modlitwy codziennie podczas roku:
* Uwolni 15 dusz ze swej rodziny z czyśćca,
* 15 sprawiedliwych spośród krewnych zostanie potwierdzonych i zachowanych w łasce.
* 15 grzeszników spośród krewnych zostanie nawróconych.
* Osoba, która zmówi te modlitwy, osiągnie pewien stopień doskonałości.
* Już na 15 dni przed śmiercią będzie przeżywała szczery żal za wszystkie popełnione grzechy ze świadomością ich ciężkości.
* Na 15 dni przed śmiercią dam jej Moje Najświętsze Ciało, ażeby przez Nie została uwolniona od głodu wiecznego oraz dam jej Moją Drogocenną Krew do picia, by na wieki nie doznała dokuczliwego pragnienia.
* Położę przed nią Mój zwycięski Krzyż jako pomoc i obronę przeciw zasadzkom nieprzyjaciół.
* Przed jej śmiercią przyjdę do niej z Moją najdroższą i ukochaną Matką.
* Przyjmę z dobrocią jej duszę i zaprowadzę do wiecznej radości.
* Zaprowadziwszy ją tam, dam jej kosztować z przedziwnej studni Mojej Boskości, czego nie uczynię tym, którzy nie odmawiali tych czy podobnych modlitw.
* Trzeba wiedzieć, że choćby kto żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy.
* Obroni go przed zgubnymi pokusami
* Zachowa mu pięć zmysłów.
* Uchroni przed nagłą śmiercią.
* Uwolni jego duszę od kar wiecznych.
* Człowiek ten otrzyma wszystko, o co poprosi Pana Boga i Najświętszą Pannę
* Jeśliby ktoś żył zawsze według woli Boga i musiałby umrzeć przedwcześnie, życie jego zostanie przedłużone.
* Ktokolwiek zmówi te modlitwy, uzyska za każdym razem odpust cząstkowy.
* Człowiek ten otrzyma zapewnienie, że cieszyć się będzie szczęściem chórów anielskich.
* Każdy, kto by innych nauczył tych modlitw, nie będzie nigdy pozbawiony radości i zasługi, ale one trwać będą wiecznie.
* Tam, gdzie odmawia się te modlitwy, Bóg jest obecny swoją łaską.

Zanim przystąpimy do lektury modlitw zaprezentujemy krótką analizę powyższych obietnic, które

„zawierają największe szaleństwa i sprzeciwiają się zasadom wiary katolickiej”,

jak pisze w roku 1890 ks. Arndt SJ cytując ks. Beringera, którego siódme wydanie książki o odpustach ukazało się w roku 1897, bo roku wydania pierwszego niestety znaleźć nie możemy. I co to znaczy? Że to, co szokowało teologów w połowie XIX wieku obecnie nikomu nie rzuca się w oczy. Piszący te słowa sam przez rok odmówił prezentowane poniżej modlitwy, a zrobił to na podstawie niemieckiej książeczki pt. Brigitta-Gebete. Fünfzehn Gebete der hl. Brigitta zum leidenden Heiland (Modlitwy Brygidy. 15 modlitw św. Brygidy do cierpiącego Zbawiciela), wydawnictwa Mediatrix Verlag., wydawnictwa zajmującego się sprzedażą dewocjonaliów i pobożnej literatury po cenach konkurencyjncych. Na stronie trzeciej tej publikacji znaleźć można wpis, który podajemy w tłumaczeniu polskim:

Objaśnienie.

Ojciec Święty, papież Pius IX potwierdził 31. maja 1862 modlity i obietnice świętej Brygidy na błogosławieństwo ludzkości i ku zbawieniu dusz. Dla niniejszej, nowej wersji „15 modlitw św. Brygidy do cierpiącego Zbawiciela” udzielono kościelnego zezwolenia druku w Ratysbonie. Ratysbona (Regensburg), 24. sierpnia 1956.

J. Baldauf, Wikariusz Generalny

Istnieją zatem następujące możliwości rozwiązania autentyczności omawianych modlitw i obietnic:

  1.  Zamieszczone w niniejszym wpisie modlitwy są tożsame z tymi, które potępia ks. Arndt i dlatego nieautentyczne.
  2. Zamieszczone w niniejszym wpisie modlitwy nie są tożsame z tymi, które potępia ks. Arndt.

Jeśli przyjmiemy 1. to informacja o druku kościelnym w książeczce wydawnictwa Mediatrix Verlag jest fałszerstwem, gdyż Pius IX nie mógł zezwolić na coś, co wedle ówczesnej wiedzy teologicznej było „szaleństwem i sprzeciwiało się zasadom wiary”. Książeczką Mediatrix Verlag nie podaje żadnego reskryptu tej rzekomej papieskiej decyzji, chociaż podaje datę. Oczywiście możnaby do diecezji Regensburg napisać i zapytać, czy to prawda, czy taki wikariusz generalny w ogóle istniał i czy na druk kościelny zezwolił, ale prawdopodobieństwo, że nam odpiszą i się tym przejmą jest znikome, bo ktoś musiałby zejść do archiwum, poszukać i się ewentualnie zakurzyć, może też spocić. Co innego, gdyby zapytała telewizja lub mainstreamowa prasa. Co ciekawe niemiecka treść 15 Modlitw jest w 70% tożsama z jej treścią polską, co sugeruje jedno źródło. Jest rzeczą możliwą, że latach 1950-tych, w dobie „przedsoborowej odnowy” uznano objawienia i modlitwy, które długo uchodziły za nieautentyczne, co byłoby dziwne, ale wykluczyć tego nie można. Rozwiązaniem byłoby dotarcie do rzeczywistych reskryptów jakiejś watykańskiej kongregacji dotyczących 15 Modlitw lub skierowanie tam zapytania. Ale prawdopodobieństwo otrzymania odpowiedzi jest jeszcze mniejsze niż w Regensburgu, gdyż, jak wiemy, w Kongregacji ds. Wiary kapłani zajmują się czym innym, jak ukazała ostatnia razzia. A czy wszyscy? Nie wszyscy, ale ta reszta z pewnością reskryptów w sprawie św. Brygidy szukać nie będzie, bo można się zakurzyć, patrz Ratysbona. Ponieważ weryfikacja zewnętrzna jest w chwili obecnej niewykonalna, to spróbujemy analizy wewnętrznej treści ww. obietnic.

Ale na początek pewien dowcip ze skarbnicy dowcipów naszych „starszych braci”, jak określił ich niezapomniany i nieoceniony krzewiciel katolicko-żydowskiego dialogu Jan Paweł II:

Mężczyzna widzi na targu stoisko z napisem: „Główki śledzia – na rozum. 10 sztuk – 1 rubel”. Podchodzi i pyta sprzedawcy: „Co to jest?”

Sprzedawca: „Główki śledzia, na rozum.”

„Jak to działa?”

„Kupisz Pan 10, za rubla i zaczniesz ssać.”

Klient płaci rubla, dostaje 10 główek i zaczyna ssać. Śsie pierwszą, krzywi się, śsie drugą, krzywi się jeszcze bardziej, śsie trzecią … wypluwa i mówi do sprzedawcy:

„Panie… tożto niedobre! Jak to na rozum może pomagać?”

Na to sprzedawca: „Ot … już działa”.

Jeśli zamiast słowa „rozum” wstawimy wyraz „pobożność”, to powyższy dowcip jest świetnym komentarzem do rzekomych obietnic św. Brygidy. Autor tych słów odmawiał te modlitwy kilka lat temu, bez swojej obecnej wiedzy i świadomości religijnej, ale już wtedy zastanowił go fakt, po co św. Brygidzie była potrzebna wiedza, ile to dokładnie ran Pan Jezus odniósł. Autor tego wpisu się nigdy nad tym „liczebniczo”, jak w innym sławnym skeczu Sęk ze skarbnicy szmoncesów „starszych braci” nie zastanawiał, bo nie przyszło mu to do głowy. Czy takie rachowanie ran Zbawiciela nie jest niestosowne? Owszem, jest, chociaż jakaś „dusza pobożna” mogłaby odpowiedzieć, że „jak się kocha, to się każda rana liczy”. Owszem, liczy się, ale aż tak rachować nie trzeba. Według nauki Kościoła ze wzlędu na Bóstwo Chrystusa jedna kropla krwi Zbawiciela wystarczyłaby do odkupienia całego rodzaju ludzkiego. I tak w bulli Unigenitus Dei Filius (1343) Klemens VI. dogmatycznie stwierdza:

Non enim corruptibilibus auro et argento, sed sui ipsius agni incontaminati et immaculati pretioso sanguine nos redemit [cf. 1 Pt 1,18s], quem in ara crucis innocens immolatus non guttam sanguinis modicam, quae tamen propter unionem ad Verbum pro redemptione totius humani generis suffecisset, […]. (DH 1025)

„Albowiem odkupił nas nie skazitelnym złotem albo srebrem, ale drogą krwią swoją jako niepokalanego baranka bez zmazy” (1 P 1, 18 n). Na ołtarzu Krzyża, On niewinny, ofiarował nie małą jej kroplę, która przecież na skutek zjednoczenia ze Słowem wystarczyłaby na odkupienie całego rodzaju ludzkiego […] (DH 1025, Brevierium fidei VII. 490)

Jeśli zatem jedna kropla byłaby wystarczająca, a Chrystu podjął Mękę na skutek swojej szczodrości, by wynagrodzić grzechy ludzkości Ojcu, to czy rachowanie każdej rany, w celu zapewnienia sobie jakichś dóbr wydaje się stosowne? Zdecydowanie nie. Zatem Pan Jezus nie mógł takich rzeczy św. Brygidzie obiecać, bo byłby sprzeczny z nauką swojego Kościoła oraz ze zdrowym rozsądkiem. Kolejno następuje wyliczanka łask:

* Uwolni 15 dusz ze swej rodziny z czyśćca

A skąd wiemy, że akurat 15 i że z własnej rodziny, a nie z cudzej?  A skąd pewność tego przelicznika?

* 15 sprawiedliwych spośród krewnych zostanie potwierdzonych i zachowanych w łasce.
* 15 grzeszników spośród krewnych zostanie nawróconych.

Piszący te słowa, gdy po raz pierwszy te obietnice przeczytał, pomyślał, że św. Brygida najwyraźniej mocno przejmowała się swoimi krewnymi, czego on nie czyni. W powyższym tekście winno być „utwierdzonych”, a nie „potwierdzonych”, ale żadne modlitwy na niczyją wolną wolę wpłynąć nie mogą, mogą mu dostarczyć łaski, z której może skorzystać, ale tego rodzaju skuteczność 15 na 15 jest wysoce wątpliwa i w sumie śmieszna. Podobnie jak obietnica nawrócenia grzeszników, oczywiście „z rodziny” i to dokładnie 15, ani jednego więcej, ani mniej. U autora tego wpisu to się nie ziściło, albo o tym nie wie, gdyż swoimi krewnymi się nie przejmuje, patrz powyżej.

Kolejna obietnica jest wysoce nieprecyzyjna:

* Osoba, która zmówi te modlitwy, osiągnie pewien stopień doskonałości.

Jak stopień doskonałości osiągnie?  „Pewien”, aha. W wersji niemieckiej „pierwszy stopnień doskonałości”. A ile ich jest? Nie wiadomo, widocznie więcej niż jeden. I po co takie bzdury pisać? Po to właśnie. Kolejno czytamy:

* Już na 15 dni przed śmiercią będzie przeżywała szczery żal za wszystkie popełnione grzechy ze świadomością ich ciężkości.

W innych „modlitwach z obietnicami” owo nawiedzenie przed śmiercią przedstawiane jest inaczej: 12 dni, miesiąc, przed śmiercią etc.  Tego rodzaju dokładność wydaje się niestosowna, a przeżywanie żalu zależy także od wolnej woli, a nie od Boga. Sporo osób na łożu śmierci żałuje, ale trudno powiedzieć, czy 15 czy 12 dni przed śmiercią.

* Na 15 dni przed śmiercią dam jej Moje Najświętsze Ciało, ażeby przez Nie została uwolniona od głodu wiecznego oraz dam jej Moją Drogocenną Krew do picia, by na wieki nie doznała dokuczliwego pragnienia.

Dokładnie tę samą obietnicę odnoszącą się do 12 dni z powodu postu o chlebie i wodzie w 12 piątków, o czym była u nas już mowa. Czy jest to obietnica przyjęcia wiatyku? Ale dlaczego tylko 15 dni przed śmiercią, a nie w dniu śmierci? Dziwne i podejrzane.

* Położę przed nią Mój zwycięski Krzyż jako pomoc i obronę przeciw zasadzkom nieprzyjaciół.

A kiedy położę? Przed śmiercią, w chwili podjęcia tych modlitw, po odmówieniu ich? Nie wiemy. W życiu autora tych słów zasadzek nieprzyjaciół po odmówieniu tych modlitw zdecydowanie przybyło, pokus i dręczeń również i wydaje się, że zupełnie niezależnie od odmówienia tych modlitw.

* Przed jej śmiercią przyjdę do niej z Moją najdroższą i ukochaną Matką.

Czy jest to zapowiedź tzw. drogocennej śmierci, o której wiadomo z życiorysu niektórych świętych, że przed śmiercią widzieli Chrystusa, Matkę Boską i innych świętych? Wydaje się, że to za dużo dobrego za jedne, jedyne odmówienie tych modlitw.

* Przyjmę z dobrocią jej duszę i zaprowadzę do wiecznej radości.

Czy jest to obietnica nieba? Chyba zbyteczna, bo do o tym decyduje stan świętości w godzienie śmierci, zatem wolność od grzechu lekkiego lub do przywiązania do niego, a przecież jednoroczne odmówienie tej ilości modlitw tego zagwarantować nie może, bo mogę je odmówić np. w 34 roku życia i żyć jak świnka do mojej śmierci w 78 roku życia.

* Zaprowadziwszy ją tam, dam jej kosztować z przedziwnej studni Mojej Boskości, czego nie uczynię tym, którzy nie odmawiali tych czy podobnych modlitw.

Zatem miejsce w niebie zależy od tego, czy się akurat te modlitwy odmawiało, czy też nie. Ciekawe i zupełnie sprzeczne z eschatologią katolicką. Gdyż to miejsce zależy od uprzedniego planu Bożego, który nam takie a nie inne miejsce przeznaczył oraz od naszej współpracy z łaską w ciągu całego naszego życia.

* Trzeba wiedzieć, że choćby kto żył przez 30 lat w grzechu, lecz potem skruszonym sercem odmawiałby pobożnie te modlitwy albo przynajmniej powziął postanowienie ich odmawiania, Pan mu odpuści jego grzechy.

Kompletna bzdura, podobna do obietnic Faustyny jakiegoś pozasakramentalnego odpuszczenia grzechów, na podstawie tych modlitw. I to nawet odmawiać nie trzeba, ale „powziąść zamiar”. O Boże! Kolejny „koncert życzeń” brzmi jak następuje:

* Obroni go przed zgubnymi pokusami
* Zachowa mu pięć zmysłów.
* Uchroni przed nagłą śmiercią.
* Uwolni jego duszę od kar wiecznych.

Od pokus nie zachowa, bo pokusy służą walce duchowej i wzrostowi świętości. A dlaczego ma mu zachować „pięć zmysłów”? Kiedy to komu grozi utrata np. węchu? Przecież to całkowicie naturalne kwestie nie wymagające interwencji naprzyrodzonej. Szkoda gadać. Z nagłą śmiercią nie wiadomo, piszący te słowa jeszcze żyje, ale obietnica „uwolnienia od kar wiecznych” to jakby obietnica niedostania się do piekła. A uprzednie obietnice obiecywały już drogocenną śmierć i lepsze miejsce w nieba, więc obietnice same sobie przeczą, bo nagle obniżają poprzeczkę.

* Człowiek ten otrzyma wszystko, o co poprosi Pana Boga i Najświętszą Pannę.

Wszystko? Rzeczywiście wszystko? Zdecydowanie nieprawda i nierealistyczne. Otrzymujemy jedynie to, co jest zgodne z wolą Bożą, a nie „wszystko”.

* Jeśliby ktoś żył zawsze według woli Boga i musiałby umrzeć przedwcześnie, życie jego zostanie przedłużone.

Kłania się logika, której diabeł nie znosi. Co znaczy „przedwcześnie”? Jeżeli ktoś żyje według woli Boga i to „zawsze”, czego chyba nikt o sobie powiedzieć nie może, bo byłby Chrystusem lub Matką Boską, to nie ma żadnej „przedwczesnej śmierci”, ale jest taki moment, który wybrał mu Bóg. I po co coś, co było według woli Bożej ma być „przedłużone”? Przecież Pan Bóg sobie nie przeczy, a diabeł owszem, bo takie bzdury wymyśla.

* Ktokolwiek zmówi te modlitwy, uzyska za każdym razem odpust cząstkowy.

A jaki konkretnie? Nie uzyska, bo nie ma tych modlitw w Raccolcie, ani w posoborowym zestawie odpustów, więc zdecydowanie nie uzyska.

* Człowiek ten otrzyma zapewnienie, że cieszyć się będzie szczęściem chórów anielskich.

O, rany Julek!

* Każdy, kto by innych nauczył tych modlitw, nie będzie nigdy pozbawiony radości i zasługi, ale one trwać będą wiecznie.

A dlaczego „ale”? Dlaczego ma się radować, że innych bzdur uczy? Diabeł się cieszy, to fakt.

* Tam, gdzie odmawia się te modlitwy, Bóg jest obecny swoją łaską.

Ale Bóg jest wszechobecny, więc tych modlitw nie potrzebuje, a jest obecny łaską w duszach ludzi w stanie łaski, a nie w modlitwach, więc to też bzdura.

Rzec można, że każda z powyższych obietnic jest bzdurna sama w sobie, jest ich za dużo, same sobie przeczą i wprowadzają ludzi w błąd.

A skoro autor tego wpisu taki mądry po to co sam odmawiał?

Odmawiał od 26.04.2012 do 26.04.2013, żeby wypróbować, co to warte i zmądrzał, bo ssał główki śledziowe. Pomyślał też na początku, że to chyba jakaś  bzdura, ale się co najwyżej więcej pomodli. Był w stanie to zrobić, bo jest zdyscyplinowany i systematyczny, ale odmawianie tych wszystkich modlitw trwa długo, zdecydowanie ponad 40 minut i dlatego przyjąć można, że mało kto przez to przebrnie, a jak zarzuci, to czuł się będzie winny, a jeśli odmówi, to będzie miał zupełnie nierealistyczne oczekiwania i być może na poczet odmówienia tych modlitw zacznie grzeszyć.

Czy diabeł może popychać ludzi do modlitw, by sobie szkodzić?

Nasi stali czytelnicy wiedzę, że jak najbardziej, bo ludzi pobożnych nie będzie popychał od razu grzechów ciężki, bo ich nie popełnią, ale będzie to robił stopniowo wpajając fałszywą pobożność, patrz nasz cykl o kwietyzmie  lub  na temat pseudomistyki, by osiągnąć ten sam skutek.

Przeczytajmy rzekome Modlitwy św. Brygidy, które cechuje to, że na początku są dłuższe, a potem stają się krótsze, najwyraźniej autorowi lub autorom nie chciało się dalej pisać oraz oznaczają się sentymentalizmem, czułostkowością i grafomanią, które zaznaczać będziemy na czerwono.

♥ NABOŻEŃSTWO PIĘTNASTU MODLITW ŚW. BRYGIDY ♥

♥ 1. PIERWSZA MODLITWA

O Jezu Chryste!

Słodkości odwieczna wszystkich obejmujących Cię miłością. Radości przewyższająca wszelkie szczęście i oczekiwanie, prawdziwe Zbawienie i Nadziejo każdego grzesznika. Ty, który objawiłeś, że największym Twoim zadowoleniem jest być między ludźmi, tak, że z miłości dla nich po upływie zapowiedzianych czasów przyjąłeś naturę ludzką, wspomnij sobie, o Jezu, wszystkie cierpienia zniesione od chwili poczęcia, a zwłaszcza w czasie swojej świętej Męki, jak to przewidziała odwieczna myśl Boża i jak zdecydowała wola Najwyższego. Wspomnij sobie, Panie że urządzając Wieczerzę Eucharystyczną wraz z uczniami, po umyciu im nóg, dałeś swoje Najświętsze Ciało i Drogocenną Krew, a udzielając pociechy ze właściwą sobie dobrocią przepowiedziałeś bliską swoją Mękę. Wspomnij na smutek i gorycz, które w udręczonej Duszy odczułeś, wyznając wobec najbliższego otoczenia: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci”. Wspomnij wszystkie obawy, niepokoje i boleści, które Twoje delikatne Ciało znosiło przed ukrzyżowaniem, kiedy po odprawieniu po raz trzeci modlitwy, oblewając się Krwawym Potem, zostałeś zdradzony przez swojego ucznia Judasza, aresztowany przez wybrany naród, oskarżony przez fałszywych świadków, niesprawiedliwie sądzony przez trzech sędziów, tuż przed uroczystym świętem Wielkanocy, czyli Paschy. Wspomnij, że przywiązano Cię do słupa i rozdarto Ciało biczami, że byłeś obnażony z własnych szat i odziany w inny strój na pośmiewisko, że Cię ukoronowano cierniami, do ręki włożono trzcinę, zasłonięto oczy i twarz, że Cię policzkowano i obrzucono obelgami. Na pamiątkę tych wszystkich zniewag i boleści, które wycierpiałeś w okresie poprzedzającym Mękę Krzyża, daj mi przed nadejściem śmierci przeżyć prawdziwą skruchę serca, szczerą i całkowitą spowiedź, odprawić godne zadośćuczynienie i otrzymać odpuszczenie wszystkich grzechów. Amen.

Ojcze nasz,
Zdrowaś Maryjo,

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Chociaż wydawać by się mogło, że chodzi tutaj o rozważanie Męki Pańskiej, to spotykamy tutaj sporo śmieszności. Nie jest możliwe, by modlitwy te ułożyła prawdziwa, katolicka mistyczka na prośbę lub z objawienia prawdziwego Chrystusa. Dlaczego Chrystus jest „odwieczną słodkością”? Dlaczego rzeczownik „Zbawienie” poprzedzony jest przymiotnikiem „prawdziwe”, przecież wiadomo, że jak zbawienie to prawdziwe, bo inaczej nie byłoby zbawieniem. Otóż oczywiście „zadowoleniem Jezusa” nie jest być pomiedzy ludźmi, ale u Ojca, gdyż Wcielenie było Jego uniżeniem, podobnie jak ziemskie życie i męka. A jakie to „cierpienia” znosił on „od chwili poczęcia” w przenajświętszym łonie Niepokalanej Matki? Przecież to jest bluźniercze i bzdurne. Skąd wiemy, że ciało Chrystusa było „delikatne”? Przecież był cieślą, chodził po Palestynie, nocował na gołej ziemi, nie miał gdzie głowy schronić, więc aż tak delikatny być nie mógł.

♥ 2. DRUGA MODLITWA

O Jezu! Prawdziwa wolności AniołówRaju niezmąconego szczęściawspomnij sobie na odrazę i smutek, które odczułeś, kiedy nieprzyjaciele otoczyli Cię jak wściekłe lwy i tysiącami zniewag, policzkowaniem, kaleczeniem i innymi wymyślnymi udrękami prześcigali się w zadawaniu cierpień. Ze względu na te tortury i stek obelżywości, błagam Cię, Boski Zbawicielu, wyzwól mnie z więzów wszystkich nieprzyjaciół widzialnych i niewidzialnych, a roztaczając błogosławioną opiekę prowadź drogą doskonałości do zbawienia wiecznego. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Dlaczego „wolności aniołów”? W wersji niemieckiej mamy „radości aniołów”, co jest teologicznie poprawne. Chrystu nie jest „rajem”. Raj był, ale przepadł. Dlaczego to Jezus ma sobie coś wspomniać? Przecież jako Bóg wie wszystko i nie trzeba go do niczego zachęcać. Dlaczego Chrystus ma kogoś wyzwalać z więzów nieprzyjaciół? Życie ziemskie to Kościół Walczący, trzeba walczyć z nieprzyjaciółmi niewidzialnymi, to jest z demonami, którzy mają zadanie kuszenia nas. Zatem taka modlitwa jest po myśli złego ducha, który nie chce, by z nim walczono.

♥ 3. TRZECIA MODLITWA

O Jezu! Stworzycielu nieba i ziemi, którego żadna rzecz nie może ograniczyć, ani objąć. Ty, który ogarniasz i zespalasz wszystko swoją potęgą, wspomnij sobie na gorzką boleść, którą odczuwałeś, kiedy kaci, przywiązując Twoje święte ręce i nogi do krzyża, przeszyli je na wylot grubymi, stępionymi gwoździami. Rozciągając Cię z niesłychanym okrucieństwem na krzyżu, nie syci Twych cierpień, miotali obelgi na wszystkie strony i dając upust swojej wściekłości, powiększali Twoje Rany przez zadawanie dodatkowych katuszy. Ze względu na ogrom cierpień, których doświadczyłeś podczas ukrzyżowania, daj mi Twoją świętą bojaźń i Twoją prawdziwą miłość. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie. Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Występuje tutaj mylenie Osób Boskich, gdyż Stworzycielem jest Ojciec, a nie Syn, do którego Człowieczeństwa poprzez imię Jezu modlitwa ta się zwraca. Co prawda Syn, jako Druga Osoba Trójcy Świętej, jak Bóg także świat stwarzał, gdyż wszyskie czynność na zewnątrz (processio ad extra) Boga są czynnościami jednego Boga (Ott, Katholische Dogmatik, Bonn 2010, 109; 123; 136; por. DH 1331, 800; 501; 531; 535), ale należy różnicować pomiędzy pojedyńczymi Osobami Trójcy Świętej. Więc ta modlitwa zawiera błędy teologiczne, nie odróżniając Ojca od Syna oraz przypisując atrybuty Boga jako Boga, jak wszechobecność i nieograniczoność człowieczeństwu Chrystusa, który przecież jako człowiek nieograniczony nie był. Poza tym Chrystus nie może nikomu dać „swojej świętej bojaźni etc.”, bo żaden człowiek nie jest Bogiem-Człowiekiem w unii hipostatycznej w Trójcy Świętej, więc modlitwa ta jest bezsensowna.

♥ 4. CZWARTA MODLITWA

O Jezu! Lekarzu niebieski, wyniesiony na kryżu, by nasze rany uleczyć Twoimi, wspomnij na obicia i złamania, jakich doznałeś w swoich członkach, tak że każdy z nich został w jakiś sposób naruszony. Od stóp do głowy nie znaleziono miejsca na Twoim Ciele, które nie byłoby pokryte raną. W takim stanie poniżenia, zapominając o własnych cierpieniach, nie przestawałeś modlić się do Ojca za nieprzyjaciół słowami: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią”. Na mocy tego bezgranicznego Miłosierdzia i na pamiątkę owej boleści, spraw, żeby pamięć o Twojej gorzkiej Męce przywiodła nas do doskonałej skruchy i przyniosła odpuszczenie wszystkich popełnionych grzechów. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Określenie „niebieski lekarz” występuje co prawda u Klemensa Aleksandryjskiego, ale odnosi się ono nie do człowieczeństwa Chrystusa, ale do jego Bóstwa. Celem Męki było zadośćuczynienie Ojcu za grzechy ludzkości, a nie „leczenie naszych ran”, bośmy tacy biedni, „swoimi ranami”, przy czym kłania się wysoce subiektywistyczne i egocentryczne posoborowie. Tego fragmentu w niemieckiej wersji 15 Modlitw brak. Chrystus nie może u człowieka niczego sprawić, to może tylko sam człowiek, więc tak modlitwa wysłuchana nie zostanie.

♥ 5. PIĄTA MODLITWA

O Jezu! Zwierciadło odwiecznego Blasku, wspomnij na smutek, którego doznałeś, kiedy w świetle Boskiego poznania, rozważając nad przeznaczeniem tych, którzy mieli być odkupieni dzięki zasługom Twojej świętej Męki, widziałeś zarazem tłumy skazanych, którzy szli na potępienie z powodu niezliczonych grzechów. Żal Ci było tych nieszczęśliwych ludzi zgubionych i zrozpaczonych. Przez to bezgraniczne współczucie, a zwłaszcza przez wzruszającą dobroć okazaną skruszonemu łotrowi współukrzyżowanemu na Golgocie, kiedy Mu powiedziałeś: „Dziś ze mną będziesz w raju”, błagam Cię o słodki Jezu, okaż miłosierdzie mnie grzesznemu w godzinę śmierci. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Chrystus jako Bóg nie jest żadnym „Zwierciadłem odwiecznego Blasku”, ale sam jest Blaskiem lub Światłem, jeśli posługujemy się tą metaforą, więc jest to kolejny błąd chrystologiczny i pomniejszenie Godności Słowa Ojca. Stan duszy i rozważań Chrystusa w Ogrójcu nie jest nam znany, bo się ani Objawienie ani Tradycja na tem temat nie wypowiadają, więc nie wiemy, co widział, co czuł etc., bo Nim nie jesteśmy. Jeśli motywacją Chrystusa na krzyżu wobec łotra było współczucie, bo nie było ono zdecydowanie „bezgraniczne”. Jeden żałował, drugi nie. Sprawiedliwość. Natomiast określenie „współukrzyżowany”, którego w niemieckiej wersji brak, sugeruje jakąś równość pomiędzy łotrem a Chrystusem, co jest bluźniersze.

♥ 6. SZÓSTA MODLITWA
O Jezu! Łaskawy i upragniony Królu, wspomnij na boleść, którą odczułeś, przykuty do krzyża, zostałeś na tym drzewie hańby wyśmiany i wzgardzony. Wszyscy Twoi krewni i przyjaciele opuścili Cię z wyjątkiem ukochanej Matki, która stała wiernie przy Tobie podczas konania. Ty zaś poleciłeś Ją swojemu wiernemu Uczniowi, mówiąc do Najświętszej Maryi Panny: „Niewiasto, oto syn Twój!” i do świętego Jana: „Oto Matka Twoja!” Błagam Cię, o mój Zbawicielu, przez miecz boleści, który ongiś przeszył duszę Twojej Najboleśniejszej Matki, współczuj ze mną we wszystkich utrapieniach i doświadczeniach, zarówno cielesnych jak i duchowych, abym je wszystkie przezwyciężył w życiu a zwłaszcza w ostatniej godzinie przed nadejściem śmierci. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Początek poprawny, ale dlaczego Jezus ma z nami współczuć? Bo jesteśmy tak posoborowo ważni? Bo o nas chodzi? Kult człowieka? Otóż to.

♥ 7. SIÓDMA MODLITWA

O Jezu! Źródło niewyczerpanej litości, który z głęboką miłością wypowiedziałeś na krzyżu tęsknotę: „Pragnę!” Było to pragnienie zbawienia rodzaju ludzkiego. Proszę Cię, o mój Odkupicielu, rozpal pragnienia naszych serc, byśmy wytrwale dążyli do doskonałości. Wygaś w nas całkowicie pożądliwość ciała i żądze światowe. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…
Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Litość zdecydowanie „niewyczerpana nie jest”, bo kiedyś „wyrżnie w rudy łeb”, będzie są szczegółowy w godzinie śmierci i Sąd Ostateczny. Pogląd, iż Chrystus wołając „Pragnę” tęsknił jest przynajmniej wątpliwy. A całkowiecie pożądliwości ciała i żądz nie wygasi, bo po pierwsze to nasze zadanie, a nie Jego, a po drugie, to konsekwencja grzechu pierworodnego trwająca aż do śmierci. Więc kolejny błąd teologiczny.

♥ 8. ÓSMA MODLITWA

O Jezu! Słodyczy serc, niepojęta Dobroci, przez gorzką żółć i ocet, których skosztowałeś na krzyżu z miłości ku nam, spraw, byśmy godnie przyjmowali Twoje Ciało i Twoją bezcenną Krew, lekarstwo i pociechę naszych dusz, w czasie ziemskiego pielgrzymowania i w godzinie śmierci. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

I znowu godne przyjmowania Ciała i Krwi Chrystusa zależy od nas i naszej wolnej woli, a nie od Niego, więc On tego sprawić nie może.

♥ 9. DZIEWIĄTA MODLITWA

O Jezu! Cnoto królewska, Radości ducha, wspomnij na boleść, którą znosiłeś, kiedy zatopiony w smutku z powodu zbliżającej się śmierci, znieważony, wykpiony przez wybrany naród, opuszczony przez Ojca Twego, wołałeś glośno: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?” Zaklinam Cię, o mój Zbawicielu, przez doznaną trwogę, abyś mnie nie opuścił podczas cierpienia i trwogi, jakie wywołuje zbliżająca się śmierć i sąd Boży. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie:Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Dlaczego „cnoto królewska”? I tutaj 9 modlitwa cofa się w chronologii Męki Pańskiej, bo byliśmy już przy okrzyku „Pragnę”, a tutaj mowa o lęku wobec śmierci, który mógł nastąpić kiedykolwiek. Ale diabeł to bałaganiarz. Dlaczego należy Chrystusa „zaklinać”? Po łacinie to exorciso te – więc wiemy, kto tego rodzaju zaklęć zwykle słucha … diabeł.

♥ 10. DZIESIĄTA MODLITWA

O Jezu! Który jesteś Początkiem i Końcem wszystkich rzeczy, Życiem i Szczytem cnót, wspomnij sobie, że ze względu na mnie zostałeś pogrążony w niezmierzonych boleściach. Przez ten bezmiar cierpień, spowodowany okrutnymi Ranami, które zadały grzechy świata, naucz mnie zachować z prawdziwą Milością Twoje przykazania, bo one dla tych, którzy Cię kochają, są łatwą i jedyną drogą do zbawienia. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Chrystus jest „początkiem i końcem wszystkich rzeczy” jako Bóg, nie jako człowiek. Reszta poprawna.

♥ 11. JEDENASTA MODLITWA

O Jezu! Niezgłębione źródło Miłosierdzia, błagam Cię z uwagi na pamięć o Twoich Ranach, których dojmujący ból doszedł do szpiku kości i wypełnił wszystkie wnętrzności, wyrwij mnie nędznego z grzechów i ukryj w glębi tych Ran przed zagniewanym Obliczem Sprawiedliwości, aż minie Twe oburzenie i słuszny gniew. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Miłosierdzie jest przymiotem Boga, jako kategoria iustitia vindicativa, a nie Chrystusa jako człowieka. Chrystus nikogo z niczego nie wyrwie, bo człowiek ma wolną wolę i musi zrobić to sam.

♥ 12. DWUNASTA MODLITWA

O Jezu! Zwierciadło prawdy, Miłości, zwieńczająca wszystkie siły ducha, Znaku jedności, rozdarty i umęczony obfitym upływem godnej uwielbienia Krwi, wspomnij na niezliczone Rany, które okryły Cię od stóp do głowy. O niezmierna i totalna boleści, którą znosiłeś w swym dziewiczym ciele z miłości ku nam. Jezu Chryste, co mogłeś nadto dla mnie uczynić? Czego jeszcze nie dokonałeś? Zaklinam Cię, o mój Zbawicielu, wszystkie swoje Rany znacz drogocenną Krwią w moim sercu, abym mógł w nim ustawicznie czytać boleść i milość Twoją. Spraw, aby przez moje przylgnięcie do Twojej Męki zaznaczył się w mojej duszy owoc Twych cierpień. Niech Twoja miłość wzrasta w niej codziennie do czasu, aż stanę przed Tobą. Skarbie wszystkich dóbr i wszystkich radości. O słodki Jezu, daj mi w zyciu wiecznym to, o co Cię błagam. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…
Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Otóż Chrystus nie jest „zwierciadłem Prawdy”, ale po prostu prawdą, jak sam o sobie mówi. „Znak jedności” i „totalna boleść” to owoc posoborowia po 1989 roku, gdyż wcześniej się inaczej wyrażano. „Zaklinam Cię” to po łacinie exorciso te, więc już wiemy, kogo się tak zaklina. Natomiast koniec trąci siódmą wodą po kisielu po Stabat mater, sekwencji, której ostatnie  zwrotki w przekładzie polskim brzmią następująco:

Zrób mnie zbitym, poranionym,
Uwięzionym, przepojonym
Krzyżem Syna, Syna krwią.

Chryste, a gdy i Ty wyjrzysz,
Daj przez Matkę i mnie przybyć
Do zwycięskich Twoich palm.

A gdy ciało będzie zmarłe,
Spraw, niech duszy będą dane
Twoje nieba pełne chwał. Amen.

a dużo lepiej po łacinie:

Fac me plagis vulnerári,
cruce hac inebriári,
et cruóre Filii.

Fac me cruce custodíri,
morte Christi præmuníri,
confovéri grátia.

Quando corpus moriétur,
fac ut ánima donétur
Paradísi glória. Amen.

Lepiej posłuchać oryginału w wersji Stabat mater Vivaldiego, Pergolesiego lub Szymanowskiego, zamiast bździny czytać.

♥ 13. TRZYNASTA MODLITWA

O Jezu! Odwieczna Potęgo, Królu nieśmiertelny i niezwyciężony, wspomnij na boleść, którą znosiłeś, kiedy opuściły Cię wszystkie siły, zarówno ciała jak i ducha, kiedy skłaniając głowę oświadczyłeś: „Wykonało się”. Błagam Cię, Panie Jezu, przez zupełne wyczerpanie i przygniatający niepokój, jakich doznałeś przed dopełnieniem dzieła Odkupienia, zmiłuj się nade mną w ostatniej godzinie życia, kiedy dusza moja będzie w udręce, a serce pełne trwogi. W Tobie ufność pokładam. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Modlitwa nieco cofa się w chronologii wydarzeń, gdyż w chwili, w której Chrystus wyrzekł „Wykonało się”, według Pisma Św. skonał, więc nie czuł już żadnego „wyczerpania i przyniatającego niepokoju”, bo umarł.

♥ 14. CZTERNASTA MODLITWA

O Jezu! Jedyny Synu Ojca, Blasku i Wyrazie Jego Istoty, wspomnij na serdeczne i pokorne polecenie się Ojcu w ufnej wypowiedzi: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego”. I wtedy skonałeś. Ale choć całe ciało okaleczałe i zbroczone Krwią, oddając ostatnie tchnienie, przestało żyć, Twa Boska moc otworzyla źródło Miłosierdzia i wylała zdroje łask odkupieńczych dla ludzkości. Przez tę drogocenną śmierć i wszystkie jej okoliczności, błagam Cię, Królu Świętych, wzmocnij mnie i pomóż w walce przeciw szatanowi, ciału i krwi, ażebym umarły dla świata żył tylko Tobą i dla Ciebie. Proszę gorąco, przyjmij w godzinę śmierci moją pielgrzymią i wygnańczą duszę u bram wieczności. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!

Chrystus nie jest „Blaskiem i Wyrazem Istoty Ojca”, bo to jest wyrażenie ariańskie lub przynajmniej arianizmem trącące, ale jest Współistotny Ojcu, bo ma tę samą istotę. To, że ciało po wydaniu ostatniego tchnienia „przestało żyć”, jest oczywistością i sformułowaniem śmiesznym. „Źródło Miłosierdzia”, które w wersji niemieckiej nie występuje, jest pofaustyńską, janopawłową twórczością ludową czerpiącą z tego samego źródła, co gnostycki „mizerykordyzm” Bergoglio, to jest od diabła. Śmierć krzyżowa jest wymogiem sprawiedliwości i danią złożoną Ojcu za grzechy ludzkości. A miłosierdzie jest atrybutem Boga jako Boga, który jest niezmienny. Ponieważ krzyż jest Odkupieniem, to żadne „łaski odkupieńcze” dodatkowo wylane być nie musiały ani nie wylane być nie mogły.  Krzyż i śmierć Chrystusa nie jest aktem Boskiej Mocy, ale właśnie kenozis Boga Człowieka. Aktem Boga jest zmartwychwstanie, więc i tutaj mamy pomieszanie z poplątaniem. Także końcowa modlitwa jest zbędna, gdyż tego, kogo Bóg miłuje, tego krzyżuje, zatem nikomu żadnych pokus czy walk zabierać nie będzie.

♥ 15. PIĘTNASTA MODLITWA

O Jezu! Usymbolizowany w życiodajnej, rajskiej winorośli, wspomnij na obficie broczącą Krew, która popłynęła hojnie z Twego Ciała jak wino z dojrzałych gron w tlłoczni. Przebity włócznią żołnierza, wylałeś wszystką Krew i Wodę do ostatniej kropli. Wisząc wysoko na krzyżu z opadłą Najświętszą Głowa, stałeś się jak pęk zeschniętej mirry, bezwładny, odrętwiały, bez śladu życia na zewnątrz i we wnętrzu Ciała, aż do szpiku kości. Przez gorzką Mękę i przez wylaną drogocenną Krew, Błagam Cię, o słodki Jezu, zrań moje serce łaską, ażeby łzy pokuty i miłości stały się dla mnie dniem i nocą tak potrzebne, jak chleb powszedni. Nawróć mnie całkowicie do Siebie, aby me serce utworzyło dla Ciebie stałe mieszkanie, aby moja mowa była Ci miła, a koniec życia uwieńczony nadzieją spotkania się z Tobą w raju, gdzie mógłbym Cię chwalić i błogosławić na wieki wraz ze wszystkimi Świętymi. Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś Maryjo…

Westchnienie: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony i zmiłuj się nade mną!
Amen.

W ostatniej, dzięki Bogu, modlitwie dochodzimy do grafomańskiego stretto, to jest do zagęszczenia muzycznych tematów, które występuje pod koniec każdej fugi. Nie mamy już siły wyśmiewać się z „usymbolizowanego” i podobnych bdździn jak z stwierdzenia, że umarły Chrystus był „bez śladu życia za zewnątrz i we wnętrzu” i to w dodatku „do szpiku kości”. O Boże! Ciekawe teologicznie jest tutaj nawiązanie do raju, które jest gnostyckie. W raju żadnej winorośli nie było, a owoc zakazany, więc Chrystus jej „usymbolizować” nie może. Chrystus nikogo nawrócić do siebie nie może, bo to zadanie człowieka obdarzonego wolną wolą. Zasada „zrób to sam” odnosi się do majsterkowania, a nie do Boga.

Dokonując pobieżnej analizy obietnic i samych modlitw zapytać można, kto może to w ogóle poważnie traktować? Autor tego wpisu odmawiał nieco krótsze i mniej grafomańskie modlitwy, o jakieś 30% krótsze od polskich, bo tych ostatnich by estetycznie i stylistycznie nie strawił. Kto może uwierzyć, że coś takiego mógł podyktować sam Chrystus Pan św. Brygidzie?! Wiele osób w to wierzy, ponieważ wychowani zostali na grafomanii i heretyckiej treście Dzienniczka Faustyny, z którym się jeszcze rozliczymy i to jak, promowanej przez Karola Wojtyłę. I mając takie, niby to poprawne wzorce, droga do 15 Modlitw św. Brygidy, względnie do domniemanych modlitw, domniemanej świętej jest krótka. Dlaczego hierarchia nie interweniuje? Bo całkowicie straciła zmysł wiary, ale ludzie myślą, patrz nasza „siostrzana stron”, że jak coś jest emocjonalne, słodkie, grafomańskie i nie z tej ziemi, to pochodzi to od Boga, co nie jest prawdą. Powyższe modlitwy są jakąś pobożną twórczością ludową, niestety grafomańską i heterodoksyjną, która nałożyła się na nieuznane przez Kościół 15 Modlitw św. Brygidy, przed którymi już w roku 1890 przestrzegał ks. Arndt. A ludzie się tym modlą, piszący te słowa też do nich należał. I co to komu szkodzi? Otóż niestety szkodzi, gdyż w najlepszym razie robudza błędne i nierealistyczne oczekiwania, które się nie spełnią. Mało kto podchodzi do sprawy z nastawieniem: „Poeksperymentuję, najwyżej nie wyjdzie”, a ludzie odmawiają te modlitwy jako ostatnią deskę ratunku, bo to takie zwiewne, pobożne, że działać musi. Otóż nie musi, bo nie jest od Boga. A „skutki uboczne” ich odmawiania odnaleźć można tu.

 

Reklamy

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (4 z 7) Współżycie w okresie niepłodnym. Orzeczenia Kościoła (i)


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Współżycie w okresie niepłodnym

Załóżmy w tej chwili, że piszemy przed okresem Humanae vitae i przed Teologią ciała, skoro obydwa te dokumenty bardzo pogłębiły nastawienie antykoncepcyjne wśród katolików.[1] Czy zatem w świetle nauczania przedsoborowego współżycie wyłącznie w okresie bezpłodnym jest dozwolone?  Odpowiedź na to pytanie nie jest aż taka prosta. W Denzingerze występują trzy orzeczenia doktrynalne na ten temat: DH 3148, 3748 i 4478.

Św. Penitencjaria Apostolska

Pierwsze orzeczenie Św. Penitencjarii Apostolskiej, urzędu zajmującego się ustalaniem pokut, odpustów oraz odpowiadającym na zapytania spowiedników, które odniosło się do metody Knausa-Ogino z 16. Czerwca 1880 brzmi następująco:

Czytaj dalej!

Auxilium christianorum lub dobry pomysł


auxilium christianorum

Piszący te słowa słuchał niedawno podcastów onepeterfive, gdzie dyrektor wykonawczy Steven Skojec narzeka, że mu ciężko i że demony go gryzą. Nie jego jednego, jak wiemy. Chociaż podcasty Skojeca są mniej treściwe, gdy mówi sam, od podcastów Ann Barnhardt, to Skojec zamieszcza ciekawe linki, zgodne z teologią i tradycją, których by się inaczej nie odkryło. Dzięki podcastowi 17 autor tych słów odnalazł stronę Auxilium christianorum, stowarzyszenie pobożne, którego członkowie odmawiają pewne modlitwy za siebie nawzajem i dążą do wzrostu świętości.  Celem stowarzyszenia jest zapewnienie ich członkom antydemonicznej opieki. Ponieważ sporo czytelników naszego bloga, łącznie z redakcją, wie, co znaczy, gdy demon pogryzie, toteż piszący te słowa postanowił się do tego dzieła przyłączyć, bo nie ma wiele do stracenia.

 Jak to działa?

Otóż członkowie stowarzyszenia modlą się codziennie za siebie nawzajem:

  • Odmawiając modlitwy ustne, na głos tam podane (6 minut dziennie, w piątek przypuszczalnie 10 minut)
  • Odmawiając różaniec, to jest część radosną, bolesną lub chwalebną lub też wszystkie.

Ponieważ jest to wymienianie się łaską, toteż trzeba się o wzrost swojej łaski starać, a przedtem zaleca się skonsultowanie ze swoim kierownikiem duchowym, jeśli takiego posiadamy, czy to dla nas. Dlaczego to zastrzeżenie? Ponieważ wydaje się, że stowarzyszeniu chodzi o ludzi o wysokim stopniu pobożności lub życia łaską, którzy byliby sobie oraz księżom egzorcystom, którzy do niego też przynależą, rzeczywistą pomocą. Należy wyobrazić sobie to tak, jak konto, do którego każdy wpłaca i wszyscy z niego korzystają. Jeżeli ktoś jest w stanie grzechu śmiertelnego lub żyje w grzechach powszednich, to on wypłaca, a nie wpłaca. Niestety jest tak, że można odczuć duchowo zarówno czyjąś modlitwę, kto jest w stanie łaski, jak i czyjeś złorzeczenie, grzech, złe myśli etc. Stąd Auxilium christianorum poszukuje osób na drodze do świętości, ale jeszcze przed kanonizacją. Piszący te słowa nie jest zwolennikiem tego, by wszyscy modlili się za wszystkich, jak radzi nasza „siostrzana strona”, ponieważ doświadczył tego, chociaż nie znalazł jeszcze „podkładki teoretycznej”, że po modlitwach i emocjach demon chodzi niejako „jak prąd”. I jeżeli modlimy się za ludzi, którzy są w grzechu ciężkim lub są opętani będziemy mieć z tego powodu duże dręczenia. Czasami Pan Bóg od nas takich ofiar żąda, ale nie zawsze od wszystkich. Piszący te słowa wie, że sporo osób na „siostrzanej stronie” jest niestety opętanych, o czym niektórzy wiedzą, a niektórzy się tego wypierają i stąd takich ogólnych komend: „Modlimy się za siebie nawzajem” nie wydaje.  A skąd wiemy, że w Auxilium christianorum jest inaczej? Tego nie wiemy, najwyżej człowiek przestanie się modlić w ich intencjach i będzie miał spokój, a Pan Bóg już pokieruje i ochroni.

Na stronie znajdują się tłumaczenia modlitw stowarzyszenia po polsku z drobnymi potknięciami językowymi. Otóż „modlitwy wokalne”, to modliwy ustne, które należy odmawiać nagłos, tak by siebie samemu słyszeć. Przed figurką Matki Boskiej lub św. Michała Archanioła należy zapalić oczywiście poświęconą świeczkę, a nie „znicz”, bo nie jesteśmy na cmentarzu i oczywiście wtedy, gdy jesteśmy w domu, by nie spowodować pożaru. Całość wpisów na Auxilium christianorum robi poważne wrażenie i rzeczywiście stowarzyszenie takich osób jest potrzebne. Ponieważ piszący te słowa nie jest pewny, czy się za niego modlą, bo odczuwa to rzadko, dlatego się przyłączył i z czasem napisze, czy coś się poprawiło w jego życiu czy pogorszyło. Kiedyś generowaniem łaski i świętości zajmowały się zakony i księża, a teraz jest, jak jest, więc musimy sobie sami radzić.

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (3 z 7) O czystości małżeńskiej lub co wolno?


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Czystość małżeńska (castitas coniugalis) lub co w katolickim małżeństwie wolno?

Niniejszym przytoczmy fragmenty Teologii moralnej o. Peetersa O.F.M na temat czystości małżeńskiej (castitas coniugalis).[1] Warto w tym miejscu przypomnieć raz jeszcze, że wszyscy katolicy wezwani są do czystości (castitas) z rozróżnieniem na stan: inna jest czystość zakonników, zakonnic, inna małżonków.[2] Bez czystości nie ma życia duchowego, gdyż to właśnie akty seksualne wyzwalają pożądliwość (concupiscentia) w jej teologicznym znaczeniu, a im bardziej są te akty dalsze od prokreacji, tym bardziej są perwersyjne i grzeszne i tym bardziej oddalają od Boga. Wydaje się, iż rację ma Ann Barnhard w swojej tezie o diabolicznych narcystach twierdzą, iż im bardziej się ktoś na drabinie diabolicznego narcyzmu znajduje, tym większym perwersjom seksualnym się on lub ona oddaje.[3] Może być to prawdą, gdyż wiadomo z różnych źródeł, że właśnie potentaci ze świata polityki czy finansów mają bardzo perwersyjne upodobania seksualne (hasło: Pizza Gate, Lolita Express, Strauss-Kahn, Kennedy etc.), które co jakiś czas zostają ujawnione. Bóg kocha czystość, diabeł wyuzdanie, tak to już jest, gdyż seks jest niestety równią pochyłą, jeśli człowiek się żadnym ograniczeniom nie poddaje. I zważając na ten kontekst Kościół do ostatniego Soboru bardzo pilnie strzegł tego, by sferę seksualną maksymalnie ograniczać, o niej milczeć, by nie dawać miejsca diabłu. W niniejszym wpisie używać będziemy określień „godziwy” (licitus), „niegodziwy” (illicitus). W teologicznym rozumieniu godziwe jest to, co jest zgodne z katolicką teologią moralną, niegodziwym jest to, co zgodne nie jest. Godziwe jest zatem dozwolone, niegodziwe jest grzeszne.

Chociaż w sferze seksualnej obowiązuje powściągliwoć, to mimo to akty seksualne jako takie grzeszne nie są, jak twierdzili manichejczycy czy katarzy, którzy odrzucali małżeństwo in toto, a płodzenie dzieci w małżeństwie jest czymś godziwym. Zasada katolickiej teologii moralnej brzmi w tym zakresie następująco:

Intra matrimonium omnis homo potest per se copulam carnalem perficere secundum dictamen rationis.

W małżeństwie każdy człowiek może uskuteczniać połączenie cielesne jako takie według nakazu rozumu.[4]

Rozbierzmy powyższą zasadę na czynniki pierwsze:

W małżeństwie (intra matrimonio) dosł. „wewnątrz małżeństwa” oznacza małżeństwo własne, kościelne, ważne z własnym małżonkiem i to wyłącznie z nim.

Każdy człowiek (omnis homo) zatem także bezpłodny, o ile jest zdolny do aktu małżeńskiego w rozumieniu teologii moralnej.[5] Bezpłodność nie musi być wrodzona, ale może pochodzić np. z zabiegu chirurgicznego, oczywiście nie sprowadzonego bezpośrednio w celu uzyskania niepłodności. Jednakże tam, gdzie zachodzi impotencja w rozumieniu niemożności copula penetrativa nie godzi się szukać przyjemności cielesnej, jak podaje o. Peeters. O co tutaj chodzi? O to, że w ujęciu katolickim przeszkodą do zawarcia małżeństwa, która nie podlega dyspensie jest impotencja, przez co Kościół rozumie coś innego niż świat. Poprzez impotencję w prawno-kanonicznym znaczeniu rozumie się niezdolność do odbycia stosunku małżeńskiego, w rozumieniu genitalno-genitalnej copula penetrativa, zarówno ze strony kobiety, jak i mężczyzny. Skoro akt małżeński składa się z trzech elementów (1. erectio, 2. penetratio, 3. seminis depositio) to niezdolność anatomiczna, na skutek deformacji wrodzonej lub nabytej lub też psychicznej po stronie kobiety lub impotencja po stronie mężczyzny taki akt wyklucza. Według prawa kanonicznego impotencja musi być trzyprzymiotnikowa by na zawsze wykluczała małżeństwo w rozumieniu możliwości zawarcia małżeństwa sakramentalnego w Kościele. Jest to impotencja:

Certa (pewna)
Absoluta (absolutna)
Manens (trwała)

Ad a.  Impotentia certa

Rozumie się przez to zespół chorób, deformacji czy objawów, które są nieusuwalne i niepodatne na leczenie nigdy i nigdzie.

Ad b. Impotentia absoluta

Odnosząca się do niemożności współżycia ze wszystkimi kobietami lub mężczyznami.

Ad c. Impotentia manens

Są to przeszkody trwałe, nieusuwalne do końca życia jednostki.

Zatem tylko tego rodzaju trzyprzymiotnikowa impotencja stanowi absolutną przeszkodę małżeńską, czyli taką niepodlegającą dyspensie, gdyż współżycie przynależy do małżeństwa, skoro jest pierwszym i nadrzędnym jego celem jest posiadanie potomstwa. O jakie konkretnie choroby czy zaburzenia w przypadku ww. impotencji chodzi, informują wykazy dostępne kanonistom, które uwzlędniają aktualny rozwój medycyny. W tym miejscu stwierdzić trzeba, iż trzyprzymiotnikowa impotencja jest czymś bardzo rzadkim, zwłaszcza w krajach Zachodu, gdzie medycyna może prawie wszystko. Ponieważ życie jest bardzo bogate, a impotencja trzyprzymiotnikowa rzadka, toteż niekiedy występuje jakaś możliwość aktów seksualnych niebędąca jednak copula penetrativa. Nie wchodząc w szczegóły w danym przypadku impotencja w ww. rozumieniu nie zachodzi, ale współżycie jest tak bardzo utrudnione i przypuszczalnie krępujące, stąd Kościół naucza, iż tam, gdzie niemożliwa jest penetracja (copula penetrativa) nie godzi się szukać rozkoszy zmysłowej,[6] gdyż zasadniczy cel aktu małżeńskiego – prokreacja – wydaje się niewykonalny lub jest niewykonalny w naturalny sposób. Z kolei niemożność odbywania aktów małżeńskich w małżeństwie własnym może prowadzić do cudzołóstwa, perwersji[7] i zwykle też prowadzi.

Samo przez się (per se) – przy zawartym małżeństwie domniemywa się, że współżycie jest godziwe, przy wątpliwościach odnośnie ważności małżeństwa, należy się wstrzymać, przy niemożliwości usunięcia wątpliwości należy ważność (validitas) małżeństwa przyjąć i współżyć można.

Według nakazu rozumu (secundum dictamen rationis) – nie jest prawdą, iż człowiek w małżeństwie ma absolutne prawo do współżycia. Prawo (ius) ma, ale ograniczone nakazem rozumu lub rozumności odnośnie: sposobu, miejsca, czasu i częstotliwości.

O sposobie (de modo):

Współżycie (copula) zakłada:

(1) ejakulację nasienia wewnątrz pochwy (vagina) i

(2) utrzymania nasienia w p.. przez kobietę.

Jeśli jedno z dwóch z przyczyn nie-fizjologicznych miejsca nie ma, wówczas współżycie jest niegodziwe i jest grzechem. Poprzez przyczyną nie-fizjologiczną rozumie się wolę, to jest jeżeli (1) lub (2) lub (1) i (2) uniemożliwiane są w sposób zamierzony, wówczas są grzechem ciężkim. Jeżeli dzieje się to w sposób niezamierzony stosunek jest godziwy.

Ad (1) Ejakulacja

Całkowita penetracja (copula perfecta) w akcie nie jest wymagana, możliwa jest penetracja częściowa (copula dimidiata), o ile niemożność ta ma przyczyny fizjologiczne (np. różnica wielkości narządów płciowych, szybki wytrysk), a nie wolitywne. Jeśli jednak z jakichś przyczyn poprzestaje się na copula dimitiata, choć możliwa jest copula perfecta wówczas popełnia się grzech śmiertelny. Następnie o. Peeters pisze:

„Przerywanie stosunku przed ejakulacją (perfecta seminatio) do p.. (in vagina perfectam) jest niegodziwe, chyba, że dzieje się tak z konieczności [pożar, dziecko płacze, trzęsienie ziemi etc. Red.]. Wstrzymanie ejakulacji przez mężczyznę jest godziwe, nawet wtedy, gdy kobieta nie osiągnęła „rozkoszy doskonałej” (delectatio completa), jak i kontynuowanie stosunku po ejakulacji zapewniając kobiecie natychmiast (statim) po stosunku „rozkosz doskonałą” za pomocą dotyku, gdyż jest to uzupełnienie samego stosunku”. [8]

Chociaż pisanie na te tematy jest dla piszącego te słowa mocno krępujące, to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy obustronna „rozkosz doskonała” jest w akcie małżeńskim wymagana? Nasza odpowiedź brzmi:

Nie jest, gdyż nie zawsze jest możliwa.

Są kobiety, które nigdy, nigdzie i z nikim „rozkoszy doskonałej” nie osiągną, z przyczyn bądź to anatomicznych, bądź psychicznych.[9] Czy mąż jest zobowiązany, o ile to potrafi, doprowadzić żonę zdolną do „rozkoszy doskonałej” do tej ostatniej? Odpowiadając na to tomistycznie uważamy:

Per se – nie jest
Per accidens – jest.
Ad a.

Ponieważ zasadniczym i pierwszym celem stosunku jest prokreacja, do której „rozkosza doskonała” wymagana nie jest, to stosunek per se – sam z siebie tego nie wymaga. Poza tym osiągnięcie każdorazowo „rozkoszy doskonałej” nie jest możliwe, a do rzeczy niemożliwych nikt nie jest zobligowany  – ad imposibilia nemo tenetur.

Ad b.

Ponieważ jednak copula w małżeństwie służy mutuum adiutorium – pomocy wzajemnej oraz remedium concupiscentiae  – jest środkiem zaradczym przeciwko pożądaniu cielesnemu, to  wynika z tego, że to, co skończone i doskonałe jak „rozkosz doskonała” (delectatio perfecta) jest lepsze niż to, co niedokończone i niedoskonałe, jak np. „rozkosz niedoskonała”. I dlatego zapewnienie „rozkoszy doskonałej” per accidens wydaje się pożądane. Praktycznie rzecz biorąc zapewnienie kobiecie „rozkoszy doskonałej”, o ile jest to możliwe, jest wymogiem sprawiedliwości i właśnie w.w. pomocą wzajemną (mutuum adiutorium in corporalibus), którą świadczą sobie małżonkowie.

Ponieważ pytania tego rodzaju pojawiają się co rusz na katolickich stronach internetowych, to wydaje się, że jeśli małżonkowie będą mieli odpowiednią hierarchię wartości oraz wiedzieć będą, że copula służy przede wszystkim prokreacji, a aktów małżeńskich nie należy nadużywać, to wszelkie myślenie sportowe odnośnie „rozkoszy doskonałej” porzucą i zaniechają myślenia wydajnościowego, wydolnościowego czy innego bicia rekordów. W przeciwnym razie obydwie strony odczuć mogą stres: mężczyzna, by zapewnić, kobieta, by osiągnąć lub przynajmniej udawać, że tak jest. Dzięki temu copula carnalis w małżeństwie oparta będzie na kłamstwie, z czego z pewnością cieszyć się będzie diabeł. Wydaje się również, że osoby, które wchodzą w małżeństwo w czystości i mają wyłącznie samych siebie za partnerów seksualnych, nie czytają świeckiej prasy, ani nie prowadzą nieobyczajnych rozmów pewnych problemów po prostu nie mają. Piszący te słowa czytał na pewnej stronie poradnictwa należącego do pewnego, pożal się Boże, zakonu, zapytanie pewnej mężatki, która, by osiągnąć „rozkosz doskonałą” ze swoim mężem, który, jak twierdziła, „się bardzo stara” musiała wyobrażać sobie jakieś seksualne perwersje. Czuła z tego powodu wyrzuty sumienia, spowiadała się i zapytała o rozeznanie tej kwestii ojca danego zakonu, który jej powiedział, że oczywiście jest wszystko w porządku i może robić, bo uważa za stosowne. W porządku nie było, co ta kobieta i sama czuła, a błąd jej polegał na tym, iż zarówno ona jak i jej mąż zakładali, iż „rozkosz doskonała” jest każdorazowo wymagana, a nie jest.

Naturalny sposób kopulacji polega, zdaniem o. Peetersa, na tym, iż mężczyzna leży na kobiecie. Inny sposób lub tzw. pozycja umożliwiający ejakulację nasienia do  pochwy, o ile nie ma miejsca ze słusznej przyczyny (np. zwiększenie szansy na zapłodnienie), jest niegodziwy ist stanowi grzech lekki. Jeśli jednak uniemożliwia ejakulację wewnątrz pochwy i ma miejsce z przyczyn antykoncepcyjnych, co po łacinie określa się jako ex affectu onanistico, stanowi grzech śmiertelny.

Ad (2) Przyjęcie i utrzymanie nasienia przez kobietę

Wszelka czynności wydalenia lub uniemożliwienia przyjęcia nasienia, to jest uniemożliwienia poczęcia, jest grzechem śmiertelnym (zatem wkładki, spirale, krążki, etc., etc.) Wstawanie, chodzenie, branie prysznica etc. jest dozwolone, jeśli jednak ma miejsce to  ex affectu onanistico wówczas stanowi grzech ciężki.[10]

O miejscu (de loco):

Miejscem zakazanym odbywania stosunku jest miejsce święte lub takie, gdzie można być przez innych obserwowanym. Zaleca się, by nawet najubożsi mieli oddzielną sypialnie małżonków.[11]

O czasie (de tempore):

Per se

Żaden czas nie jest sam przez się (per se) przeszkodą w odbywaniu stosunków małżeńskich, nawet w czasach świętych, w dniach postnych lub w nocy poprzedzającej przyjęcie komunii św. stosunek jest godziwy, jednakże jest rzeczą pochwały godną powstrzymywać się od aktów w dniach postnych lub dniach przyjęcia sakramentów świętych (chyba że ktoś często przystępuje do sakramentów).

Per accidens

Jednak przypadłościowo może wystąpić jakiś czas lub okres, w którym odbywanie stosunków jest niegodziwe, mianowicie wtedy, gdy przynosi to szkodę

samemu sobie (sibi)
drugiej stronie (comparti)
potomstwu (proli)

ad a. Sibi

Stosunek nie jest godziwy, gdy zachodzi niebezpieczeństwo uszkodzenia własnego życia: np. poprzez zarażenie się chorobą szczególnie weneryczną, poprzez słabość np. serca, w okresie menstruacyjnym u kobiety lub sześć tygodni po połogu, w inny sposób. Chociaż copula przynależy w małżeństwie do zwykłego życia (actus normalis vitae), to mimo to obowiązuje także w tym zakresie obowiązek zachowania własnego życia.[12]

Ad b. Comparti

Jeśli nawet copula grozi ciężką szkodą na zdrowiu lub życiu drugiej strony, to jest ona godziwa, przy jej zgodzie, niegodziwa natomiast przy braku świadomości (invita). Druga strona może wystawić się dobrowolnie na niebezpieczeństwo, ale zawsze może odmówić, gdyż ma prawo do zachowania swojego zdrowia i życia. Należy jednak poinformować drugą stronę o możliwości zagrożenia, np. zarażenia się chorobą weneryczną.

Ad c. Proli

Copula jest zawsze niegodziwa wtedy, gdy może zaszkodzić poczętemu już dziecku. I tak w okresie ciąży copula jest niegodziwa, jeśli wie się, iż kobieta ma predyspozycję do poronienia. W innych przypadkach jest godziwa, gdyż stosunek sam w sobie nie wywołuje poronienia. Jednakże częste stosunki mogą je wywołać.

Jeśli z samej copula począć może się chore dziecko (np. chore na syfilis, którą jedna ze stron posiada) to mimo to stosunek nie jest niegodziwy, choć wstrzemięźliwość jest w takim wypadku zalecana. Mimo to nikt nie ma zobowiązań względem dziecka jeszcze niepoczętego, które może począć się na skutek aktu małżeńskiego, chociaż takiej pewności nie ma. Jednakże w przypadku, w którym wiadomo, że z dużym prawdopodobieństwem pocznie się dziecko chore lub upośledzone zalecana jest wstrzemięźliwość ze względu na los samego dziecka, jak i społeczeństwa, dla którego chore dziecko zawsze będzie obciążeniem.[13]

Tyle o. Peeters. Warto zauważyć w tym miejscu, że w razie możliwości poczęcia chorego dziecka lub zagrożenia zdrowia zwykle kobiety alternatywą do copula jest wstrzemięźliwość, a nie stosowanie antykoncepcji nawet naturalnej.  Także przy dużej ilości narodzonego już potomstwa copula w małżeństwie nie jest niegodziwa. Niegodziwa jest jedynie copula onanistica, to jest antykoncepcja. W takich przypadkach wymagana jest albo wstrzemięźliwość albo ufność w Opatrzność, która, jak ujmuje to Peeters,

„wraz z nowym potomkiem posyła nowe środki tym, którzy w Opatrzność ufają”

lub

„da dziecko, da i na dziecko”.

O częstotliwości (de frequentia)

W małżeństwie godziwa jest copula carnalis jedynie z umiarem, wewnątrz granic rozumności. Nieumiarkowane korzystanie z praw małżeńskich prowadzi do wyczerpania sił ciała i nerwów. Są moraliści, którzy zezwalają na jeden do dwóch stosunków w ciągu nocy, chociaż o. Peeters zastanawia się, czy nie zachęca się w ten sposób do braku umiaru. Zwykle wydaje się, że więcej niż trzy stosunku w tygodniu są szkodliwe dla zdrowia oraz cechuje je brak umiaru, contra rectam rationem, to jest wbrew właściwej racji aktu małżeńskiego, którym jest poczęcie potomstwa.

Kwestia częstotliwość stosunków jest mocno delikatna, gdyż ludzie mają rzeczywiście bardzo różne temperamenty. Nasza rada brzmi: raczej mniej niż więcej. Jest jednak faktem, że nadpobudliwość seksualna ma często podłoże lękowe, nerwicowe, występuje w cyklu manii przy zaburzeniach dwubiegunowym oraz jest prostą pochodną używania narkotyków, szczególnie tzw. miękkich.

O onanizmie małżeńskim (de onanismo coniugali)

Poprzez określenie „onanizm małżeński” rozumie się copula do „właściwej wazy” (in vase debito peracta), jednakże tak, by nasienie nie mogło przeniknąć do macicy.

Uniknięcie zapłodnienia uzyskiwane jest różnymi środkami: stosunek przerywany, antykoncepcja, wkładki, żele, spermatocydy etc. Zatem wszystko to, czym celowo i intencjonalnie unika się poczęcia jest onanizmem małżeńskim i grzechem ciężkim. Onanizm jest grzechem cięższym od nierządu (fornicatio), gdyż jest grzechem przeciwko naturze. I dlatego onanizm, w ww. rozumieniu, między małżonkami jest grzechem ciężkim. [14]

[1] Peeters, Hermes O.F.M, Manuale theologiae moralis, Vo. II, Roma 1962, 265.

[2] Por. https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/category/teologia/teologia-moralna/dziewictwocelibat/pius-xii-sacra-virginitas/

[3] Por. Jej wykład na: https://www.youtube.com/watch?v=tIeHhl_Lhsk

[4] Peeters, 265.

[5] To jest hereroseksualny stosunek genitalno-genitalny skłądający się z trzech elementów, które dla zachowania wstydliwości podamy po łacinie: 1. Erectio membris virili, 2. Penetratio vaginae mulieris 3. Seminis ibidem depositio [złożenie tam nasienia], według większości kanonistów w zakres stosunku wchodzić muszę przynajmniej elementy 1. do 2., niekoniecznie 3.

[6] Peeters, dz. cyt., Vol. II, 265.

[7] Dosyć drastyczny jest w tym kontekście przypadek seryjnego mordercy Adreja Czikatiło, u którego właśnie ten problem, niemożności copula penetrativa przy braku trzyprzymiotnikowej impotencji wystąpił. Proszę zajrzeć pod hasło: 2.1. Marriage https://en.wikipedia.org/wiki/Andrei_Chikatilo#Marriage Może, gdyby żył w innym kraju, a jego defekt można by operacyjnie naprawić seryjnym mordercą by nie został.

[8] Peeters, dz. cyt., 266.

[9] https://pl.wikipedia.org/wiki/Anorgazmia https://en.wikipedia.org/wiki/Anorgasmia

[10] Peeters, 267.

[11] Peeters, 268.

[12] Peeters, 269.

[13] Peeters, 269-270.

[14] Peeters, 255-256.

Correctio filialis po polsku


peter-and-paul-10

Dla niecierpliwych zamieszczamy poniżej plik pdf z polską wersją Correctio filialis w tłumaczeniu FSSPX, które się ośmieliło wystąpić po czterech latach przeciwko Franciszkowi, odkąd ich przełożony biskup Fellay Upomnienie synowskie podpisał.  Oczywiście lepiej później niż wcale, bo korekty formalnej ze strony kardynałów i biskupów możemy się „z przyczynym pastoralnej roztropnośći”, to jest dbałości o własnej stołki nie doczekać.  W sumie Correctio filialis  zawiera bardziej skróconą wersję tego, co znajdowało się w Liście 45 teologów z poszerzeniem o tematykę modernizmu. Z czasem Upomnienie synowskie przedstawimy w odcinkach z własnym komentarzem, a dla niecierpliwych zamieszczamy je w formie oryginalnej, żeby każdy mógł sobie poczytać.

 

Correctio filialis po polsku

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (2 z 7) Cele i dobra małżeństwa.


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Cele i dobra małżeństwa

Cele małżeństwa (fines matrimonii)

Zanim przejdziemy do kwestii aktów małżeńskich, to jest do copula carnalis (połączenie cielesne, tj. kopulacja), dalej copula w małżeństwie, warto ukazać jego właściwe ramy za pośrednictwem katolickiej nauki o celu małżeństwa (de fine matrimonii).[1] Otóż pierwszym i zasadniczym celem (finis) małżeństwa są dzieci. Jak przeczytać możemy u Diekampa rekapitulującym tradycyjną naukę:

Matrimonium proxime est institutum ad prolem generandam eamque promovendam ad statum perfectum tum naturalem tum supernaturalem (Suppl. 1. 59, a.2.)

Małżeństwo w pierwszym rzędzie ustanowione zostało do zrodzenia potomstwa oraz przyprowadzenia go do stanu doskonałego tam przyrodzonego jak i nadprzyrodzonego.[2]

Łaciński przysłówek proxime oznacza „w pierwszym rzędzie, przede wszystkim”, zatem pierwszym i zasadniczym celem małżeństwa są proles – to jest potomkowie i to w liczbie mnogiej. Najpierw trzeba potomstwo spłodzić, zrodzić „wygenerować”, czyli wyprowadzić niejako z potencjalności do aktualności, gdyż to wszystko oznacza łacińskie generare, a następnie doprowadzić je (promovere) do stanu skończonego, doskonałego, zakończonego (status perfectus), czyli do dojrzałości fizycznej, intelektualnej i moralnej, jak i duchowej.  Rzeczywiście celem małżeństwa jest nie tylko przedłużenie rodzaju ludziego, ale także zaludnienie nieba zbawionymi ludźmi, o ile się oczywiście zbawią. Dalej podaje Diekamp:

Alius finis, qui est magni momenti, est mutuum adjutorium tum in corporalibus tum in spiritualibus. In quo includitur, quod matrimonium debet esse remedium concupiscentiae. (Cf. 1 Kor 7, 2 sq. August., De bono vid. 8, 11 et alibi Codex Iuris Canonici [1917] kan. 1013, 1)

Innym celem, który ma wielkie znaczenie, jest pomoc wzajemna tak w sprawach cielesnych jak i w duchowych. W czym zawiera się to, iż małżeństwo winno być środkiem zaradczym przeciwko pożądliwości cielesnej. (Cf. 1 Kor 7, 2 sq. August., De bono vid. 8, 11 et alibi Codex Iuris Canonici [1917] kan. 1013, 1).[3]

Cel drugi i pierwszemu podporządkowany to mutuum adjutorium – „pomoc wzajemna” lub „wzajemne wsparcie” pod względem fizycznym: pomoc przy przynoszeniu tapczanu, podanie herbaty, podpieranie w starości etc., jak i pod względem duchowym: pomoc w zbawieniu. Do kategorii pomocy fizycznej zalicza się współżycie (copula) jak remedium concupiscentiae – to jest środek zaradczy na pożądanie cielesne, gdyż copula carnalis jest w małżeństwie dozwolona i godziwa jedynie wtedy, gdy zachowane zostaną uwarunkowania podane poniżej. Co ciekawe bardzo często ludziom w małżeństwa concupiscentia w dużej mierze przechodzi, co jest rzeczą normalną, nie tylko z przyczyn naturalnych, ale jest to po prostu drugi cel i działanie małżeństwa.

Zatem małżeństwo zawierać powinni ludzie, którzy:

Chcą mieć w ogóle dzieci.

Chcą mieć je ze sobą.

Chcą siebie nawzajem wspierać fizycznie i duchowo.

Chcą stanowić dla siebie remedium na pożądliwość cielesną, skoro życie duchowe jest wartością nadrzędną, także w małżeństwie.

W tej hierarchii celów małżeństwa seks małżeński znajduje się zdecydowanie na ostatnim miejscu. Jeżeli ktoś żeni się po to, by uprawiać seks bez ograniczenia, to srodze się zawiedzie, gdyż jest to założenie zupełnie nierealne.

Dobra małżeństwa (bona matrimonii)

Oprócz nauki o celach małżeństwa (fines matrimonii), to jest o jego celowości, Kościół  przedstawia także naukę o dobrach małżeństwa (bona matrimonii), które określane są jako:

a. Potomstwo (proles)
b. Wierność (fides)
c. Sakrament (sacramentum)

Ad a.

Jest to dbałość o dobro duchowe i cielesne potomstwa.

Ad b.

Jest to wzajemna wierność małżeńska w rozumieniu monogamii.

Ad c.

Jest to nierozwiązywalna więź sakramentalna, która wbrew Amoris Laetitia sprawia, że ważnie zawarte i dopełnione małżeństwo ochrzczonych pozostaje nierozwiązywalne aż do śmierci któregoś z nich i dlatego „nowe związki” są po prostu cudzołóstwem.

Ponieważ głównym celem życia na ziemie jest wieczne zbawienie duszy, dlatego też każdy człowiek, niezależnie od stanu, winien unikać tego, co jego duszy szkodzi, a tym czymś jest konkupiscencja (concupiscentia) jako następstwo grzechu pierworodnego, a która do seksu prowadzi i którą seks wyzwala, o czym już pisaliśmy:

Pożądliwość cielesna (concupiscentia carnalis), która przed grzechem była podporządkowana władzy rozumu, teraz burzy się, co można poznać, że dopiero po grzechu „Adam i Ewa poznali, że są nadzy” (Rdz 3,7.10), a my wszyscy także cierpimy z powodu tej nieuporządkowanej pożądliwości (Rz 7, 15 n.)[7]

Grzech pierworodnym jest przekazywany poprzez płodzenie potomstwa (propagatio) (DH 1513), co jest twierdzeniem de fide. Oczywiście grzech pierworodny jest zmywany poprzez chrzest (DH 1515), ale skutki grzechu w rozumieniu pożądliwości (concupiscentia) pozostają. Grzech pierworodny to concupiscentia lub concupiscentia cum suo reatu – „pożądliwość ze swoim oddaleniem się od Boga”, jak mówi święty Tomasz za św. Augustynem.[8] I dlatego jedną z ran natury ludzkiej (vulnera naturae), zadanym jej przez grzech pierworodny jest vulnus concupiscentiae czyli „rana pożądliwości”, to jest nieupożądkowane dążenie do przyjemności w sferze pożądliwej.

Ponieważ seks z konkupiscencji pochodzi i do niej wiedzie, dlatego nie jest on nigdy moralnie obojętny, ani jako taki uświęcający. Z tej perspektywy celu ostatecznego człowieka jak i nauki o grzechu pierworodnym, którego zupełnie nie uwzględnia Teologia ciała Wojtyły/JP2 moralność katolicka jest nie tyle rygorystyczna, co po prostu konsekwentna, gdyż ma na względzie ostateczny cel człowieka, któremu na imię wizja uszczęśliwiająca. Przeto każdy katolik zobowiązany jest do czystości (castitas), zależnie od swojego stanu.

[1] Prezentacja za Diekamp Franciskus, Theologiae dogmaticae manuale, Vol. IV. De Sacramentis, Paris 1943, 431; por. Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil: Alverna 2011, 1120-1121.

[2] Diekamp, tamże.

[3] Diekamp,tamże.

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (1 z 7) Życie, dziecko i metoda naturalna


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Czy w katolicyzmie chodzi o dziecko lub o katolickiej antykoncepcji

Marsjanin lub inny kosmita przeniesiony na pewien czas na ziemię i zdany wyłącznie na obserwację prasy katolickiej, organizacji katolickich oraz takich oddolnych przesięwzięć jak blogi czy gloria.tv zapytany, o co w sumie w katolicyzmie chodzi, odrzekłby, że o dziecko oraz o kopulację w małżeństwie. Ta ostatnia przebiegać winna bez pigułki i innych sztucznych środków antykoncepcyjnych, jednakże dozwolona jest „antykoncepcja naturalna” polegająca na wykorzystaniu wiedzy o cyklu kobiety, w którym występują dni płodne i niepłodne. Zatem zarówno katolicy, niekatolicy lub poganie współżycją przede wszystkim dla przyjemności lub w celu „utwierdzenia związku” jak przykazuje im prasa niekatolicka. Katolik różni się od katolika tym, że współżyje z własną żoną ślubną w dni niepłodne, po to, by dziecko się nie poczęło, gdyż akurat jakoś zawsze nie jest na nie pora. W oczach współczesnego katolicyzmu, jak relacjonuje dalej Marsjanin, czyli tego po 1962 roku, stosowanie tej naturalnej antykoncepcji jest nie tylko „rozumne”, ale cnotliwe i zgodne z nauką Kościoła, czym przedtem nie było. A gdy się dziecko mimo wszystko pocznie – nasz kosmita westnąłby „niestety” – bo go tak ludzie nauczyli, to należy je „przyjąć z wiarą”, nie abortować, urodzić i wychować, zwykle na Polaka, ewentualnie na Polkę. Narodzenie dziecka poczętego jest postrzegane we współczesnym katolicyzmie, jak zdążył zauważyć  kosmita, jako akt skrajnego heroizmu, bo nie dość, że się do jego poczęcia dopuściło, co jest już heroizmem „w oczach świata”, z którym należy prowadzić przecież „dialog”, jak spieszył zapewnić kosmitę posoborowy ksiądz, to jeszcze należy je urodzić, co jest w pewnym stopniu gwałtem na samodzielności i naturze kobiety, skoro to jednak kobiety nadal rodzą.

Ponieważ trudno ujrzeć błędy jakiegoś systemu z wnętrza tegoż systemu, dlatego wprowadziliśmy naszego kosmitę po to, by unaocznić głęboką wewnętrzną posoborową sprzeczność, przy której znowu kłania się dialektyka Heglowska odrzucająca zasadę wyłączonego środka. Bo z jednej strony głosi się, że antykoncepcja jest grzechem, a z drugiej strony się na nią poprzez uznanie „metod naturalnych” zezwala. Wygląda na to, że antykoncepcja katolicka różni się od antykoncepcji światowej jedynie stopniem pewności, według sławnego indeksu Pearla. I o ile skuteczność antykoncepcyjna tabletek hormonalnych, tj. tzw. pigułki wynosi ca. 91 %, o tyle w przypadku „metody rozpoznawania płodności” metoda owulacji Billingsów analogowej wynosi 97% (w przypadku zastosowania wszystkich zaleceń), o tyle metody rozpoznawania płodności za pomocą komputera cyklu gwarantują aż 99,36% antykoncepcyjnej skuteczności. Według podanego linku z wikipedii „metody naturalne” zdają się nawet bardziej skuteczne od nienaturalnych i wszystko wskazuje na to, że posoborowi katolicy znaleźli bardziej skuteczne środki antykoncepcyjne od chwalących pigułkę pogan, bo środki naturalne są jednak mniej szkodliwe dla zdrowia.[1] Co ciekawe sporo wojujących katoliczek w tym i sióstr zakonnych, często bezhabitowych, odnalazło najwyraźniej swoje powołanie życiowe w propagowaniu „metody naturalnego planowania rodziny”, którą nazywać będziemy „metodą”. Piszący te słowa był zmuszony podczas swoich studiów do uczestniczenia w wykładzie „siostry termometrówy”, jak nazywał je lud wyjaśniającej studentom i studentkom w ramach ćwiczeń z teologii moralnej (sic!) „metodę”. Wszyscy studenci i studentki byli tak tymi treściami zażenowani, autor tych słów również, że patrzyli zaczerwienieni w ziemię  i mało kto się odezwał. Chociaż prawie wszyscy z obecnych myśleli o małżeństwie i zdecydowanie byli uświadomieni seksualnie, to mimo wszyscy czuli głęboką niestosowność tego typu wykładów. „Siostra termometrówa” takich zahamowań nie miała, bo przypuszczalnie chciała „młodym małżonkom pomóc” w nowoczesny posoborowy sposób oczywiście. Wspomnianą na wstępnie redukcję katolicyzmu do copula w małżeństwie bez całkowitego wykluczenia potomstwa trafnie ukazuje Hilary White w prezentowanym na niniejszym blogu artykule Wyjść z króliczej nory, w którym pisze:

Powoli fundament, na którym opierali się „neokatolicy” [pokolenie JP2] został tak dalece zniwelowany, iż jedyną warstwą-metryką, którą po sobie pozostawił było nauczanie Kościoła na temat etyki seksualnej. Jak długo papież będzie jej bronił i trzymał ją wysoko – tak głosił ich światopogląd – nie ma żadnego znaczenia ile Koranów jeszcze pocałuje. Te wszystkie inne sprawy są otwarte na dyskusję. Seks, małżeństwo i dzieci są kwestią zasadniczą i tak pod kreską największym wspólnym mianownikiem. Jednak owa kreska [stanowiąca podsumowanie] została narysowana kredą na fałszywej podłodze. A Franciszek zaczął ją wymazywać. Pozycja światopoglądowa „konserwatywnych” katolików była bezpieczna w tej zonie demarkacji, przynajmniej do Amoris Laetitia.

(Ironią losu jest fakt, iż definiowanie prawowierności katolickiej wyłącznie na gruncie nauczania Kościoła na temat moralności seksualnej oznaczało to, iż konserwatywni katolicy przejęli dokładnie orientację mediów mainstreamu, [które głosiły]: w katolicyzmie chodzi głównie o „sprawy miednicy lub podbrzusza (pelvic issues)”. …)

Czym zajmują się bowiem posoborowi katolicy i to ci najlepsi z najlepszych? „Życiem” czyli dzieckiem. Katolicyzm został sprowadzony do zagadnień prolife, to jest do tego, by spłodzonych dzieci nie abortować, do tego, by współżyć „rozumnie”, to jest niepłodnie według „kalendarza małżeńskiego”, gdyż „niezaplanowane dziecko” jest mimo wszystko jakimś „nieszczęściem” skoro się tę naturalną antykoncepcję stosuje. Hedonizm seksualny katolicki różni się zatem od hedonizmu seksualnego świata jedynie stopniem, a nie ogólnym ukierunkowaniem. Współżycie ma sprawiać przyjemność, a ks. Pawlukiewicz już nam powie, jak wielką („A skąd on to wie?”), ma być „partnerskie”, „prorodzinne” i „ogólnie ukierunkowane na życie”, jak nam nasi księża tłumaczą. A konkretnie oznacza to współżycie bez sztucznych środków antykoncepcyjnych, bez pigułki, spirali, prezerwatywy lub podobnych rzeczy, bo wtedy to grzech, no chyba, jak wyjaśni z kolei liberalny dominikanin czy jezuita, „zachodzą specjalne okoliczności”, które w sumie zachodzą zwykle zawsze, patrz Amoris Laetitia.[2]

Załóżmy, iż nasz inteligentny kosmita przeczytawszy po wprowadzeniu do katolicyzmu posoborowego, w których chodzi o dziecko, następnie zgłębiłby swoim sprawnym umysłem wszystkie przedsoborowe dzieła teologii katolickiej, w tym także teologii moralnej. Zdziwiłby się on bardzo, że z całej pełni i bogactwa Wiary Prawdziwej narosłej przez tysiąclecia trwania Kościoła pozostało tak mało. W okresie sprzed Amoris Laetitia pozostało dziecko i kopulacja małżeńska, a po Amoris Laetitia nie zostało już nic.

„Gdzie wizja uszczęśliwiająca?”,

pytałby nasz zabłąkany Marsjanin,

„Gdzie zbawienie dusz? Gdzie łaska? Gdzie odkupienie? Gdzie cnoty? Gdzie cokolwiek poza kopulacją?”,

dodajmy gwoli prawdy, „małżeńską”.

Następnie nasz przybysz z obcej planety zastanowiłby się nad wewnętrzną sprzecznością posoborowych ustaleń i zapytałby, czy katolicy i niekatolicy nie robią dokładnie tego samego, czyli nie uprawiają antykoncepcji o różnym jedynie stopniu zaawansowania. Odpowiedź jest pozytywna:

„Tak, współżycie w okresie bezpłodnym w celu uniknięcia zapłodnienia jest antykoncepcją i grzechem ciężkim.”[3]

Aby zrozumieć, dlaczego tak jest, należy przedstawić pokrótce katolicką naukę na temat czystości małżeńskiej (castitas coniugalis).

[1] http://republikakobiet.pl/seks/antykoncepcja/ciemna-strona-antykoncepcji/

[2] Por. http://www.kosciol.pl/article.php/20040611162417233

[3] http://www.barnhardt.biz/2014/06/29/the-one-about-the-entire-sad-contraception-issue-explained/  http://www.barnhardt.biz/2017/06/15/of-course-antipope-bergoglio-is-going-to-overturn-humanae-vitae/