Hello Kitty i demony


 

fall_of_the_rebel_angel

Witamy nowych czytelników zainteresowanych Hello Kitty i zachęcamy także do przeczytania innych wpisów, bo nie demonami świat stoi.

Zamieszczamy wypowiedź czytelniczki okiem matki, na którą odpowiadamy krótkim wpisem.

Specjalistą od Hello Kitty i od niewidzialnych pentagramów na guzikach od dziecięcych spodni jest ksiądz Sławomir Kostrzewa.

Ja wiem, że Państwo nie popieracie podawania nazwisk. Bardzo chciałabym jednak, aby ta informacja zaistniała w przestrzeni ponieważ jego działalność jest jak zaraza. Pomijając te jego multimedialne prezentacje o zagrożeniach, trafiłam w sieci na film z rekolekcji, na których robi młodzieży pranie mózgów opowiadając o dziewczynce, która widzi Pana Jezusa, aniołów, świętych. Kupa śmiechu jest kiedy opowiada, jak dziewczynka mówi, że obok niej jedzie na deskorolce Katarzyna Aleksandryjska, albo śmieje się, bo ją Pan Jezus gilgocze. Pan Jezus mówi, że na guziku od spodni dziecięcych jest niewidzialny pentagram i pokazuje dziewczynce jakie zabawki i ubrania ma wyrzucić, itd. Ksiądz pokazuje zdjęcia ze stertą rzeczy do wyrzucenia.

I o zgrozo, moja 10-letnia córka zerknęła co ja oglądam, i dowiedziałam się, że siostra zakonna/katechetka opowiadała im na lekcji religii o tej dziewczynce!

Jakie oni mają rozeznanie? Czy to nie czas, aby interweniować w sprawie działalności ks Kostrzewy, tak jak ks. Natanka?

Nazwisk rzeczywiście nie publikujemy nie z obawy o nas, a z obawy o czytelników. Załóżmy, że napisalibyśmy artykuł pt. „Jak wykonać domowym sposobem niewykrywalną bombę i wnieść ją na lotnisko”. Podając wszelkie szczegóły zakończylibyśmy wpis napomnieniem: „Tylko proszę tego nie robić!”. I tak może 9 na 10 czytelników by tego nie rzeczywiście zrobiło, a jeden by według tego przepisu tę bombę zbudował, informację przekazał innym, na lotnisko wniósł i narobił szkód. I tak samo ma się sprawa z odnośnikami do szkodliwych twierdzeń i osób. Jak podamy, to niektórzy na te strony wejdą, materiały przeczytają i im zaszkodzi. Nie zawsze czytają nas sami dobrzy ludzie, jest też sporo ludzi ewidentnie złej woli.

Ks. Sławomir Kostrzewa a seks

Działalność księdza Kostrzewy jest rzeczywiście bardzo gorsząca, szczególnie to ciągłe epatowanie seksem, demonami, albo jednym i drugim naraz. Jest rzeczą naprawdę niewykluczoną, że sam ks. Kostrzewa jest opętany, skoro takie rzeczy widzi, ciągną do niego ci, którzy takie przypadłości mają, gdyż nie ma on żadnego umiaru w publikowaniu tego rodzaju relacji z zakresu „podbrzusza” oraz demonologii. Bo do czego to prowadzi? Do żądzy przeżyć nadprzyrodzonych i to u dzieci, którymi łatwo manipulować i które są ciekawe. A z drugiej strony do zabrudzanie ludzi seksem, poprzez szczegółowe mówienie o nim. Z nieczystością nie walczy się poprzez konfrontację: „żebyś tylko tego, a tego w taki, a taki sposób nie robił.” Ale poprzez odwrócenie myśli i skoncentrowanie się na czymś innym, możliwie abstrakcyjnym, bo to neurologicznie i fizjologicznie wzmacnia ośrodki samokontroli, które znajdują się w płacie czołowym (lobus frontalis) i działają uśmierzająco na wszelkie popędy. Można to porównać z ćwiczeniem mięśni. Jeżeli będę miał wyćwiczone mięśnie brzucha i klatki piersiowej nie będę się garbił, bo będzie to anatomicznie niemożliwe. Wszyscy siedzący przy biurku mają skrócone mięśnie w obrębie klatki piersiowej i dlatego mają bardzo charakterystyczną pochyloną postawę. Mięśnie piersiowe trzeba rozwijać, ćwiczyć i rozciągać, to problem zniknie, a ludziom się nie chce. Podobnie jest z czystością poprzez rozwijanie obszarów w płacie czołowym poprzez myślenie abstrakcyjne, także poprzez modlitwę, z czasem objawy znikną. Każdy nałóg zmienia mózg, a ponieważ mózg jest bardzo plastyczny, to znaczy podatny na zmiany, to trzeba tenże mózg odpowiednio ćwiczyć, aby tym niekorzystnym zmianom przeciwdziałać. Dlatego też, z punktu widzenia czysto fizjologicznego wyganianie seksu seksem, jest wyganianiem diabła Belzebubem, czyli jest kontraproduktywne. Wszelkie mówienie na ten temat osobom, które i tak mają z tym problem, jak przypuszczalnie większość nastolatków, czy młodych osób, dodatkowo je jeszcze pobudza zmysłowo, jak alkoholika kropelka wódki, a osobom, które z tym problemów nie mają podsuwa pomysły, których by nie miały. Zatem działalność Ruchu Czystych Serc jest w formie prowadzonej przez ks. Kostrzewę szkodliwa.

Wydaje nam się także, że dla niektórych osób, mających problemy z czystością, podejmowanie ślubów czystości po takich rekolekcjach jest niewskazane, bo prawdopodobieństwo, że w tej dziedzinie znowu upadną jest bardzo duże. Wówczas się załamią, na złość sobie i Panu Bogu zaczną jeszcze bardziej w tej dziedzinie grzeszyć, a diabeł będzie się cieszył, gdyż to on do tego nierozumnego ślubu doprowadził. To odnośnie tzw. grzechu w samotności. Natomiast jeżeli chodzi o niepodejmowanie aktów małżeńskich przed ślubem z osobą, która naszych małżonkiem nie jest, to także w tej dziedzinie długofalowo lepiej podziała podniesienie własnej wartości i wymagań wobec innych niż takie śluby. Podobno w USA, gdzie takie śluby młodzi ludzie podejmują, większość z nich je porzuca. I tak spośród osób w wieku 20 do 23 lat, które takie śluby podjęła aż 82 % o nich zapomniała.[1] Wydaje nam się to możliwe, a im młodszy wiek takich ślubów, tym większe prawdopodobieństwo ich porzucenia. Jeżeli nie ukazuje się podstaw racjonalnych podjęcia takich ślubów, to sam ślub nikogo nie pohamuje. Naszym zdaniem nie należy podejmować współżycia przed ślubem z następujących racjonalnych powodów:

  1. Akty „małżeńskie” sugerują więź emocjonalną, której nie ma, gdyż wydzielana podczas nich oksytocyna, tzw. hormon związku,[2] wytwarza poczucie przynależności, bezpieczeństwa czy zakochania. Jest to jednak tylko reakcja ogranizmu, a nie „prawdziwe uczucie”. Zatem akty „małżeńskie” sugerują istnienie więzi, której nie ma. Stan tego oksytocynowego zauroczenia trwa od 18 miesięcy do trzech lat, po czym, jak większość z nas wie, przegląda się na oczy.
  1. Nieporządana ciąża.
  1. Choroba weneryczna.
  1. Rozbudzenie zmysłowe szukające ujścia nie tylko w związkach monogamicznych.

Nie będziemy podawać w tym miejscu innych psychologicznych, filozoficznych czy teologicznych kontrargumentów. Po prostu seks sugeruje więź, której nie ma, ponieważ jej nie ma. Jeżeli natomiast poznamy kogoś z kim nie będziemy się nudzić, z kim możemy się pośmiać, u kogo poczujemy bezpieczeństwo emocjonalne, czyje towarzystwo będzie nam odpowiadać i kto nadaje się na naszego przyszłego męża lub na naszą przyszłą żonę, to akty małżeńskie oparte na tym fundamencie poprzez wydzielaną oksytocynę tę istniejącą już więź jeszcze wzmocnią.

Ks. Kostrzewa i demony, a demonologia katolicka

Nawiązując do drugiego punktu rzec trzeba, iż kwestie szegółowe demonologii są od strony teologicznej naprawdę mało zdefiniowane i naukowo-teologicznie zbadane, więc jakiś biskup, do którego zdecydowanie można ks. Kostrzewę zaskarżyć, może czuć się niekompetentny i jego doradcy teologiczni również.

My się tą tematyką trochę zajmujemy, ale aż tak kompetentni też się jeszcze nie czujemy. Mimo wszystko można zadać sobie pytanie:

Czy z punktu widzenia teologii katolickiej możliwe jest, aby noszenie odzienia z jakimiś znakami czy nadrukami powodowało opętanie?

Odpowiedź brzmi: Nie!

Gdyż nie ma nic na ten temat w:

  1. Piśmie Świętym
  2. Orzeczeniach Magisterium de fide
  3. Orzeczeniach zwyczajnego Magisterium Kościoła
  4. W Pismach Ojców Kościoła
  5. W Pismach Doktorów Kościoła
  6. W praktyce liturgicznej Kościoła
  7. W opiniach teologów
  8. W hagiografiach świętych

Jeżeli się mylimy, prosimy o kontrargumenty.

Istnieje rzeczywiście możliwość czynienia czarów nad jakąś rzeczą, która do ofiary należy. Tak dzieje się w czarnej magii, o czym pisze między innymi o. Amorth, ale o czym wiadomo także z innych źródeł. O tym, jak ofiara te czary zniesie decyduje jej stan łaski. Jeżeli jest w stanie łaskie, w stanie świętości i blisko Boga, to jest rzeczą możliwą, że te czary się od niej „odbiją”, jej nie zaszkodzą i do czarnoksiężnika, czy czarownicy wrócą. Być może mają oni jakieś mechanizmy zabezpieczania się, albo i nie. Nie wiemy. Ale sam obrazek czy nadruk nikomu nie powienien zaszkodzić, o ile ta mocno fantastyczna historia z twórcą Hello Kitty byłaby prawdziwa, w co wątpimy, bo jeżeli by była prawdziwa, to by o niej nie opowiadał.

Strategia szatana polega z jednej strony na tym, by jawił się on nieobecnym, z drugiej wszechobecnym i wszechmocnym. Jedno i drugie jest błędne.

Pierwsi chrześcijanie, a Hello Kitty

W okresie pierwszych chrześcijan mamy do czynienia ze światem pogan absolutnie przesiąkniętym magią wszelkiej maści, czego przed rokiem 0 aż w takim nasileniu nie było. To właśnie okres od roku 0 aż w sumie do upadku filozofii starożytnej w roku 525 (zamknięcie Akademii Platońskiej) jest czasem rozkwitu wszelkiej ezoteryki i okultyzmu. Do Cesarstwa Rzymskiego trafiają naprawdę wszelkie możliwe kulty misteryjne, magia i czary.[3] Ma to odzwierciedlenie w ustawach prawa rzymskiego, które zna ustawy przeciwko czarom.[4] Zatem obiektywnie nie było dobrze.

I w tamtych czasach święty Paweł pisze (1 Kor 8, 1-13), aby nie spożywać mięsa ofiarowanego bożkom dlatego, by nie gorszyć braci, a nie dlatego, że jest ono szkodliwe i powoduje opętanie. Wyobraźmy sobie, że współcześnie mięso ofiarowane w jakichś rytuałach okultystycznych, czyli ofiarowane bożkom, bo to jedno i to samo, byłoby sprzedawane po atrakcyjnej cenie w sklepach mięsnych. „Siostrzana strona” i ksiądz Kostrzewa na samą myśl dostaliby palpitacji serca, a tymczasem św. Paweł – Apostoł Narodów pisze:

Zatem jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były bożkom złożone na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego. Choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie – jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów – dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy. (1 Kor 8, 4-6)

A przecież pokarm nie przybliży nas do Boga. Ani nie będziemy ubożsi, gdy przestaniemy jeść, ani też jedząc nie wzrośniemy w znaczenie. Baczcie jednak, aby to wasze prawo do takiego postępowania nie stało się dla słabych powodem do zgorszenia. (1 Kor 8, 8-9)

Zatem chrześcijanie najwyraźniej mieli prawo do jedzenia tego mięsa, bo im to nie szkodziło, ale lepiej było, żeby tego nie robili, by nie gorszyć innych chrześcijan słabszych duchowo i moralnie. Dlaczego mogli to robić? Bo byli ochrzczeni i trwali w stanie łaski. O wrogim świecie pełnym demonów piszą ojcowie apostolscy oraz pisarze kościelni, jak np. Tertulian, ale nie ma tam lęku, jest jedynie ukazywanie kontekstu. Argument jest następujący: cała kultury pogańska jest przeciąknięta kultem bożków i dlatego chrześcijanie nie powinni np. chodzić co cyrku, chodzić na wyścigi, zdobić się wieńcami etc., nie dlatego, że ich opęta, ale dlatego, że ukazują przez to, iż nadal do tego pogańskiego świata przynależą. Redakcja może kiedyś w wolnej chwili przejrzy raz jeszcze ojców apostolskich czy Ojców Kościoła pod tym kątem, ale gdyby coś tak charakterystycznego jak koszulka Hello Kitty u nich występowało, to na pewno byśmy to zapamiętali, albo ktoś by się z tego przez setki lat wyśmiewał, bo przecież ludzie te teksty czytali i czytają. Ale niczego takiego nie ma! Jedyny znany w tej chwili redakcji traktat o strojach żeńskich, to traktat O ubiorze dziewic św. Cypriana z Kartaginy (zm. 258), który pisze do stanu dziewic, czyli do dziewic poświęconych Bogu, to jest do zakonnic mówić późniejszym językiem, by nosząc nawet świeckie odzienie, bo nie było jeszcze habitów, nie ubierały się jak seks-bomby odpowiednio drapując fałdy, by co nieco pokazać.

Oskarża cię twój nieskromny ubiór, twoje przyozdabianie się, a skoro żyjesz w taki sposób, że sama z siebie robisz obiekt pożądania, nie można cię zaliczyć pomiędzy dziewice Chrystusa. (O strojach 9)

Zatem: albo zakon, albo zamążpójście, a zakonnica, nie powinna się ubierać tak, by ewentualnego męża swoją kobiecością przyciągnąć. Ale nie pisze, że ubiorem tym przyciągną demona, który je opęta![5]

Więc twierdzenia ks. Kostrzewy o Hello Kitty nie mają żadnego precedensu w historii Kościoła ani w historii teologii. „Jeden egzorcysta powiedział”, to żaden argument, gdyż egzorcysta nie powinien słuchać się w rozumieniu przyjmować za prawdziwe twierdzenia demonów, które często kłamią ani tworzyć własnych teologii.

Można oczywiście powiedzieć, że w tamtych czasach Kościół poapostolski cieszył się jakimś specjalnym przywilejem i że wówczas tamtym ludziom różne rzeczy nie szkodziły, które szkodzą teraz. Ale nie jest to prawdą, gdyż modus operandi złych duchów jest zawsze taki sam, a Kościół pierwotny ideałem nie był, bo były grzechy, herezje, schizmy, a Pan Bóg dopuszczał przecież bardzo srogie prześladowania, więc ataki były i zewnętrze poprzez państwo rzymskie, jak i wewnętrzne poprzez herezje, nie mówiąc już o tym, że kult demonów był wszędzie. A mimo wszystko Kościół zachowywał we wszystkich zdrowy rozsądek, czego niestety o współczesnych księżach, w tym o księdzy Kostrzewie i księdzu Glasie (kolejne nazwisko) rzec nie można.

Przecież tego rodzaju nauka, że demon może wejść przez wszystko, zawsze i wszędzie prowadzi do psychozy i to w medycznym tego słowa znaczeniu. Kobiety dostają histerii, bo to chodzi o dziecko, jak widać na „siostrzanej stronie”. Ale przecież Pan Bóg także nie zmienił swojego modus operandi, że ludzi przez sakramenty i sakramentalia nie chroni, tylko diabeł znowu kłamie i podrzuca nowości.

Jeżeli ktoś nam nie wierzy, to niech przeprowadzi eksperyment. Zabrać dziecku na jakiś czas wszystkie rzeczy z Hello Kitty, ale dać coś w zamian i wytłumaczyć, że nie jest to kara, i obserwować, co się dzieje. Jeżeli dziewczynka, bo to raczej o dziewczynki chodzi, po zrozumiałym „zespole odstawienia”, bo może chodzić o jej ulubione rzeczy, skoro jej koleżanki też takie mają, zacznie nagle być bardzo grzeczna, w szkole mieć same piątki, pomagać mamie, słuchać się rodziców, krótko mówiąc zmieni się na korzyść, bo demon już jej przez koszulki nie atakuje, to będzie to argumentem za tym, że jednak coś w tym jest. Konsekwentnie można ojcu zarekwirować garnitury Hugo Bossa, spodnie Ralpha Laurena, a mamusi torebkę Dolce & Gabana oraz inne ubrania markowe, bo kto wie, czy i one nie zostały zaklęte. Biorąc pod uwagę cenę, mogły zostać. Odczekać i zaobserwować reakcję. Może w ten sposób doprowadzi się do wzorcowej rodziny katolickiej, poprzez zmianę ubioru. Naszym zdaniem tak nie będzie, ale co my już wiemy, czy możemy. Ksiądz Kostrzewa ma więcej zwolenników, więc on napewno ma rację. A mówiąc serio: wypróbować można, a do księdza Kostrzewy nie zaglądać, bo szkodzi, jak ten przepis na bombę.

Tyle na razie na ten temat.

[1] http://edition.cnn.com/2008/HEALTH/12/30/virginity.pledges/

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Oxytocin https://www.google.de/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=0ahUKEwicpqiwg-jKAhXMnRoKHVfkDPEQFggdMAA&url=http%3A%2F%2Fwww.poradnikzdrowie.pl%2Fzdrowie%2Fhormony%2Foksytocyna-hormon-milosci_36649.html&usg=AFQjCNH-epwuMnK4MZVJIssGm3nUEeYb-w

[3] http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/9780470696453.ch5/summary https://books.google.de/books?id=_wq7PgIy8RgC&pg=PA132&lpg=PA132&dq=roman+law+against+magic&source=bl&ots=Rq5PuIuvSE&sig=Kk7eaUua0OY-okJHfAGuD3fp5vg&hl=de&sa=X&ved=0ahUKEwih66WfhujKAhUGPxoKHatcDuIQ6AEIQTAE#v=onepage&q=roman%20law%20against%20magic&f=false

[4] http://www.roger-pearse.com/weblog/2009/08/08/roman-attitudes-to-magic/

[5] Można poczytać sobie tutaj: http://www.konsekrowane.org/dokumenty/cyprian.pdf

Reklamy

13 uwag do wpisu “Hello Kitty i demony

  1. Ktos tu sieje zamęt.Ks. Piotr Glas jest bardzo dobrym kaplanem.Wystarczy posluchac go zeby wiedziec ze glosi PRAWDE.Natomiast mam watpliwosci co do wyznania autora tego artykulu…Hello kitty jest zagrozeniem tak samo jak inne bajki typu monster high itp.Bajka czy muzyka szatan wszedzie chce wejsc.Sam Jezus mowil do Alicji Lenczewskiej ze szatan ogarnia muzyke, kulture, sztuke itp polecam poczytac na opoce.

    Polubienie

    1. Pani jest wszechwiedząca, więc się Pani w przeciwieństwie do autora artykułu zna. Lista osób polecanych:
      1. Ks. Glas, bo wystarczy go posłuchać.
      2. Hello Kitty, bo wystarczy popatrzeć.
      3. Monster High, bo patrz 2.
      4. Alicja Lenczewska, bo ma objawienia.

      Życzymy zdrowia i udanego wieczoru.

      Polubienie

      1. Dziękujemy za informację. I widocznie objawienia na nią przeskoczyły … no, no ..

        A tak serio, jeżeli nakładanie rąk w Medjugorje jest inicjacją okultystyczną, to rzeczywiście mogło coś przeskoczyć. Chociaż jej objawień nie czytaliśmy. Ale oprócz samych treści liczy się całokształt życia, a te podróże do Medjugorje jednak dobrym świadectwem nie są.

        Co ciekawe jest jakieś „oddolne społeczne zapotrzebowanie”, mówiąc językiem mass mediów, na nowe polskie mistyczki. Przynajmniej część naszej redakcji ma coraz większe wątpliwości odnośnie objawień Faustyny Kowalskiej, bo Mateczka Kozłowska też od Miłosierdzia zaczęła, za Piusa X. to nie przeszło i była pierwszą ekskomunikowaną kobietą i to do tego Polką. (Tężniejemy z dumy!) A potem przyszła Faustyna, kardynał Wojtyła, o którego korespondencji z amerykańską profesor się teraz ciekawych rzeczy dowiadujemy, wszech-ekumenizm, spotkanie z Asyżu, miłosierdzie, papież Franciszek i też miłosierdzie. I mamy to, co mamy. Rozkład wszystkiego z powołaniem się na miłosierdzie. Jeszcze kwestię badamy i trochę nam to zajmie. Ale jedno z kabalistycznych i okultystycznych „imion bożych”, to oczywiście też miłosierdzie. Wydaje się, że jest to jakoś ze sobą powiązane. Ale summa summarum nie wolno sprowadzać Boga do jednego jedynego Jego przymiotu. Patrz nas cykl nt. Miłosierdzie..

        Przydałby się redakcji jakiś były okultysta i kabalista biegle czytający po hebrajsku, bo my niestety nie biegle, jak na razie. Może jacyś rodacy w Izrealu? Bo też nas czytają.

        Polubienie

  2. Poruszyliście Państwo temat Siostry Faustyny Kowalskiej. Bardzo delikatny.
    Ktoś kiedyś zagaił temat objawień Pana Jezusa. Podobno Pan Jezus powiedział, ze nie ukarze się nikomu aż do powtórnego przyjścia. Nie wiem czy chodzi o słowa z Pisma Świętego?

    Zerknęłam na objawienia św. Małgorzacie Marii Alacoque:

    „Jezus otworzył Serce przed nią, aby ludzie czerpali z Niego bogactwo miłości i miłosierdzia oraz łaski uświęcenia, potrzebne w drodze do Odkupiciela. „To nabożeństwo jest ostatnim wysiłkiem mojej miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach””

    http://adonai.pl/modlitwy/?id=piatki&action=2

    Trochę dziwnie brzmi ten „ostatni wysiłek miłości” jako taki, oraz to, że jest wypowiedziany w roku 1673/4 a później jednak jest następne nabożeństwo Koronka do Bożego Miłosierdzia w 1935 r.

    Co Państwo o tym sądzicie?

    Polubienie

    1. Sądzimy, że rzeczywiście jest to temat delikatny i lepiej go unikać. Bo jak przemyśleć go konsekwentnie do końca, to trzeba by unieważnić sporo posoborowych kanonizacji, co dotychczas nie miało miejsca i byłoby olbrzymie zgorszenie i załamanie się wielu wiernych. Podczas reform kalendarza Piusa X. dyskretnie pozbyto się pewnych świętych rezygnując z ich świąt lub przenosząc ich do świąt niższej rangi. Ponieważ piszący te słowa czyta brewiarz trydencki zawierający także biografie świętych, to rzec może, że żadnych nieprawdopodobnych cudowności tam nie ma, ale rzeczywiście trochę cudów u niektórych świętych występuje. Więc dotychczas nikt żadnej kanonizacji nie unieważnił.

      Uważamy, zgodnie z „brzytwą Ockhama”, że nie należy mnożyć bytów bez powodu ani nabożeństw. Ale tej wypowiedzi skierowanej do św. Małgorzaty nie znaliśmy. Jednak to także tylko objawienie prywatne. Kult Najświętszego Serca także rozszerzał się pomału, a jego szczyty przypadły na 19 wiek. Więc to trwało. Co ciekawe kult Najświętszego Serca zaczął się długo przed św. Małgorzatą Alacoque, bo w sumie już od św. Justyna, gdzie są zalążki mówienia o sercu
      https://www.catholicculture.org/culture/liturgicalyear/activities/view.cfm?id=1098
      potem myśl tak została pogłębiona teologicznie w Średniowieczu przez św. Bernarda z Clairvaux https://en.wikipedia.org/wiki/Sacred_Heart#Early_devotion, potem był św. Jan Eudes, a dopiero potem Maria Małgorzata. Także średniowieczne mistyczki miały wizje podobne do św. Marii Małgorzaty. Więc kult ten w sumie zawsze istniał w Kościele, a nie powstał wyłącznie na podstawie jednych, jedynych objawień prywatnych. Można mówić, że istniała już pewna tradycja.

      Natomiast w przypadku Faustyny:
      1. Nigdy nie było nabożeństwa do jednego przymiotu Bożego, bo wszystkie przymioty w Bogu są czymś jednym.
      2. Żadna prawowierna mistyczka żadnych objawień miłosierdzia Bożego nie miała, a przedtem jedynie Mateczka Kozłowska, której objawienia nie zostały uznane przez Kościół, a ona sama została ekskomunikowana.
      3. Przed decyzją Jana Pawła II dopuszczenia „Dzienniczka” żaden szanujący się recenzent ani teolog nie chciał tego, z tego, co nam wiadomo czytać, bo uważano, że to Kozłowska Bis i kolejna kobieca histeria.

      Nie jesteśmy tutaj alternatywnym ani też tym właściwym Urzędem Nauczycielskim Kościoła, a jedynie prywatnym blogiem, i dlatego ciężko nam kwestionować decyzje Magisterium, bo niestety zarówno odwołanie notyfikacji zakazującej szerzania kultu Miłosierdzia Bożego w formach pochodzących z objawień Siostry Faustyny przez Jana Pawła II z dnia 5 kwietnia 1978 roku, jak i jej kanonizacja i dopuszczenie Kultu Miłosierdzia są decyzjami Magisterium zwyczajnego, więc mogącego być omylnym. Według niektórych także akty kanonizacji są nieomylne. Więc, jak sama Pani widzi, trochę się wijemy i unikamy jasnej odpowiedzi.

      Czasami trudno w pierwszym momencie orzec, do czego jakiś kult prowadzi, ale naszym zdaniem kult Miłosierdzia Bożego prowadzi do gnozy, gdzie też miłosierdzie występuje, oraz do lekceważenia grzechów i fideizmu, bo jeżeli jest miłosierdzie i koronka, to nie ma się czym przejmować.

      Wypowiedź zakończymy tak, że wszystkie zakazy tego kultu jak i sceptycyzm wobec Dzienniczka są dla nas zupełnie spójne, logiczne, teologicznie uzasadnione i jasne, a kolejne decyzje wcześniejsze zakazy uchylające takimi nie są. Teraz papież Franciszek doprowadza idee miłosierdzia i odpustów do absurdu, ale bez uprzednich decyzji kardynała Wojtyły i późniejszego Jana Pawła II nie byłoby to możliwe.

      Kult Miłosierdzia nie jest obowiązkowy, ani do zbawienia koniecznie potrzebny.

      Polubienie

      1. A co powiecie o tym, że objawienia Mateczki Kozłowskiej były prawdziwe, ale sama Kozłowska zeszła na manowce (nie słuchała co mówi do niej Chrystus, tylko zaczęła tworzyć własne herezje) i dlatego Pan Jezus objawił się św. Siostrze Faustynie. Gdyby Kozłowska była wierna Bogu, to nie byłoby objawień św.Faustynie.
        I nie chodzi mi o rozważania nad prawdziwością jednych czy/i drugich objawień, tylko czy jest takie coś możliwe, że Bóg „źle wybrał” pierwszą osobę, której coś objawił, więc potem „musiał” wybrać kolejną. Dziwne to jest dla mnie, ale spotkałam się z taką teorią wśród czcicieli św.Faustyny.

        Polubienie

      2. Nie ma takiej możliwości, aby się Bóg pomylił, bo Bóg jest nieomylny, gdyż jest wszechwiedzący. Proszę przeczytać sobie raz jeszcze cykl o Medjugorje. Są tam podane kryteria objawień prywatnych. Także tutaj: https://wobronietradycjiiwiary.wordpress.com/2015/04/19/teologiczne-zasady-rozeznawania-prawdziwej-i-falszywej-mistyki-ks-jan-wojtowicz/

        Pan Bóg wie, co robi, więc zwykle bardzo długo kogoś przed objawieniami przygotowuje.
        1. Objawienia muszą być 100% zgodne z nauką Kościoła.
        2. Życie wizjonera musi być bez jakiegokolwiek zarzutu.
        3. Aby uznać ich nadprzyrodzoność zwykle muszą one przekraczać możliwości wizjonera, tak np. można się spodziewać, aby jakiś wykształcony teolog jakieś teorie, nawet wizjonerskie tworzył, czynił tak np. św. Bernard z Clairveaux, który posługuje się także obrazami. Ale w przypadku prawdziwych objawień, np. św. Bernadety powstaje pytanie: Skąd ona może to wiedzieć.

        Zatem już pierwsze założenie czcicieli Faustyny jest błędne. Przeczytaliśmy rzeczywiście fragment objawień Kozłowskiej i …wolimy nie kontynuować, bo Rodaczka.

        Wniosek: Od objawień prywatnych z daleka!

        Polubienie

      3. No właśnie, dlatego mi się to tłumaczenie wydawało dziwne. Dla uczciwości dodam tylko, że słyszałam to od pojedynczych czcicieli św. Faustyny, a nie że wszyscy oficjalnie tak mówią. Większość pewnie nawet o czymś takim nie słyszała.
        Nad objawieniami prywatnymi (tak w ogólności) też się od jakiegoś czasu zastanawiam, że w zalewie najróżniejszych bzdur, które głoszą różni ludzie (np. całe strony internetowe skupione na takich tematach) najbezpieczniej chyba od wszystkich trzymać się z daleka. Nawet te uznane przez Kościół, co do których nie ma wątpliwości teologicznych, do zbawienia nie są konieczne, więc lepiej je sobie darować.

        Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.