Wkrótce ponowne przyłączenie całego bloga


God and Moses

Czytając dzieje wyjścia z Egiptu zauważyć można, że co jakiś czas Izraelitów miał dość Pan Bóg, a co jakiś czas Mojżesz.

I jeszcze powiedział Pan do Mojżesza: «Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Zostaw Mnie przeto w spokoju, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem». Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać Pana, Boga swego, i mówić: «Dlaczego, Panie, płonie gniew Twój przeciw ludowi Twemu, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej wielką mocą i silną ręką? (Wj 32,9-11)

Piszący te słowa ma też dość bezczelności swoich polskich czytelników, która wyraża się w komentarzach, których nie zacytujemy, by się nie denerwować. Tenor jest:

Kali nie płacić – dobrze. Kalemu nie płacić – źle.

Czytają, korzystają, nie płacą i są bezczelni. Zupełni jak Izraelici, co nie jest dziwne, skoro mnóstwo katolików polskich wywodzi się od tzw. frankistów, to jest tych Żydów, którzy przeszli w roku 1764 na katolicyzm pod wpływem kolejnego fałszywego Mesjasza Franka. Jak powszechnie wiadomo do frankistów należała matka Adama Mickiewicza. Worka z antysemityzmem w tym miejscu nie otwieramy, bo jest on bez dna, ale skoro mentalność typu:

Chcę mieć za darmo i zasadniczo nie zapłacę!

jest tak typowa dla przedstawicieli Narodu Wybranego wszędzie na świecie, toteż wspólne etniczne korzenie są logicznym wytłumaczeniem tego zjawiska. W ten sposób wytłumaczyć można także istniejący niestety dziki antysemityzm niektórych katolików polskich, którzy w ten sposób odnoszą się do własnej historii dokonując projekcji. Jeśli bowiem:

  • Żydem nie jestem i żydowskich korzeni nie posiadam,
  • nie posiadam żydowskich cech, takich jak nieuczciwość jak niepłacenie za nagminnie czytane blogi katolickie,
  • żadni Żydzi mnie nie skrzywdzili, bo ich nie znam

to moja krytyka Żydów, Talmudu, judaizmu, Izrael, czy jak to ujmiemy, będzie chłodna, wyważona, akademicka, a nie zjadliwa i namiętna. Jeśli się ktoś piekli, to został dotknięty w sposób bardzo osobisty.

Blog dla Abonentów zdaje swój egzamin, także pod względem finansowym, ale naszej Redakcji żal głupoty tych, którzy przez skąpstwo samych siebie od informacji, które dopomogą ich zbawieniu się odcinają. Stąd po odczuwaniu naglącego głosu wewnętrznego oraz po prześledzeniu precedensów historycznych, które podpowiadają, że

z Izraelitami to tak zawsze będzie,

postanowiliśmy przełączyć znowu blog, gdy ilość kliknięć osiągnie pół miliona, co miało miejsce nie dawno. Ponieważ jednak nie mamy ochoty na czytanie czyichś bezczelności, toteż możliwości komentowania na blogu ogólnodostępnym nie będzie. Jak ktoś chce sobie pokomentować lub się w jakichś kwestiach poradzić, musi zalogować się na blogu dla abonentów.

Blog polski nie będzie już kontynuowany z dotychczasowym rozmachem. Od czasu do czasu pojawią się nowe wątki, ale piszący te słowa musi skupić się na innym projekcie, który już zbyt długo czeka na swoją kolej.

Przyłączenie całości trochę potrwa, więc prosimy o cierpliwość. Nastąpią wpisy, który wywołają taką furię panów alków, matek polek i ew oraz wszystkich radzących, jak to ktoś powinien, bo oni akurat nie, że dobrze, iż komentarze zostały odłączone, bo spodziewamy się burzy. Chodzi bowiem o „krwawicę”, nie tylko to, żeby rachunki płacić, ale także o to, żeby nie kopulować lub robić to w sposób zalecany tradycyjnie przez Kościół, czyli ogólnie rzadko i w celu prokreacyjnym. Katolickiego hedonizmu nie będzie, bo jest fałszywy.

 

 

 

 

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. C. Erotyzacja Gaudium et Spes.


Diabeł jest nieocenionym pomocnikiem w spełnianiu woli Bożej, bo dokładnie swoim działaniem ukazuje, co czynić należy. I tak niniejszy wpis poświęcony numerom 48 i 49 Gaudium et Spes pisany jest po raz wtóry, gdyż napisany i sformatowany zniknął dziwnie z bloga, na którym został umieszczony. Don Pietro Leone ubolewając nad erotyzacją posoborowego nauszania Kościoła słusznie przytacza właśnie końcowy dokument Soboru Gaudium et Spes, będący między innymi owocem działalności Karola Wojtyły, gdzie znajdujemy ciekawe odejście od nazewnictwa i ujęcia tradycyjnego etyki seksualnej, jak i wielką nieostrość pojęć. Z pewnością Gaudium et Spes stanowi prekursora Amoris Laetitia, jeśli chodzi o zbędność, rozwlekłość, mglistość, rozmazanie pojęć, przegadanie i nie wiadomo co. Piszący te słowa czytał w roku 2012, to jest w okresie zerwania rokowań FSSPX z Watykanem, dowcipne zdanie, w którym ktoś stwierdził, że żądanie uznania wszystkich postanowień Vat. II jest nierealne, bo on osobiście nie spotkał nikogo, kto by przeczytał całe Gaudium et Spes, więc nikt tak naprawdę wszystkich postanowień Soboru nie uznaje, bo ich nie zna. Piszący te słowa Gaudium et Spestakże w całości nie przeczytał, bo jakoś mu się zawsze oczy zamykają i z pewnością o to autorom tegoż dokumentu chodziło. Ann Barnhardt i Steven Skojec rozmawiając, w którymś z podcastów na onepeterfive stwierdzili, że dokumenty Soboru, porównane z Magisterium przedsoborowym, są rozwlekłe, źle napisane, wieloznaczne (buzzwords) i nie mówią nic, stanowiąc, nasze określenie, gumę do żucia dla intelektu. Jes to to prawda, a dotyczy to szczególnie Gaudium et Spes, które zdaje się nie do przebrnięcia, a które każdy odczyta inaczej, podobnie jak AmorisLaetitia. I tak odnośnie „miłości małżeńskiej”, to jest copula carnalis, w Gaudium et Spes 48 czytamy:

 

[…]

Reszta na blogu dla abonentów.

Możliwość komentowania została odłączona


gennario

Ze względu na konieczność wychowywania ludzi oraz na przenoszenie aktywności na blog dla abonentów możliwość komentowania artykułów została tymczasowo odłączona. Po komentarzach czytelniczki piszącej pod nickiem Eva zastanawiamy się, czy jest dla kogo pisać, bo jej reakcje są tak typowe, że aż nudne. Wszystkich czytelnikom polecamy następującą lekturę oraz przypominamy, że ten blog ma być pomocą w zbawieniu, także autora tego wpisu, które ma już dość użerania się z bezczelnymi ludźmi. I tak każda nacja ma takie blogi i taki poziom teologiczny, na który zasługuje. Dziękujemy, pani Evo!

Opętanie, opętanie … ale czy to dziwi?


32f87ed5912fc4c8ebba1c1efc3d702b--renaissance-art-medieval-art

 

Wczoraj przeglądając internet piszący te słowa natknął się na dwa filmy potwierdzające naszą tezę o opętaniu Bergoglio. Pierwszy z nich ukazuje jakieś hipnotyzerskie właściwości antypapieża Franciszka, porównywalne chyba do pokazów hipnozy lub występów charyzmatyków wpędzających demony. Proszę zaobserwować przerażoną twarz drugiego chorego z wózku, co komentuje autor filmu. Ludzie upośledzeni umysłowo często są dużo bardziej wyczuleni na sprawy duchowe od osób normalnych, najwyraźniej źle ustawiony intelekt mniej im przeszkadza, skoro go nie mają. Człowiek w wózku wpatruje się w coś, przypuszczalnie w oczy Bergoglio i jest przerażony. Faktem jest także, że ludzie chorzy psychicznie lub upośledzeni mają bardzo dobry odbiór mowy ciała oraz trafnie odbierają aurę osoby na podstawie swoich odczuć.

 

Interesujący jest także drugi film, w którym papież recytując Ojcze nasz od 1:18 mówi, jak się zdaje, „hell”, zamiast „heaven” (można przewinąć i posłuchać) i nie jest w stanie dokończyć modlitwy lub nie chce jej dokończyć.  Proszę zwrócić uwagę na niesłychanie znudzony głos „papieża”, któremu się modlić po prostu nie chce. Niemożność modlenia się lub przekręcanie słów modlitwy, szczególnie w bluźnierczym celu, jest niestety częsty objawem opętania. Więc wydaje się, że nasza teza o opętaniu Franciszka w połączeniu z jego:

  • herezjami,
  • bluźnierstwami,
  • skatologią,
  • odmową klękania przed Najświętszym Sakramentem,
  • umiłowaniem towarzystwa ateistów i homoseksualistów,
  • destrukcją Kościoła

się zgadza.

 

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (7 z 7) Współżycie w okresie niepłodnym. Orzeczenia Kościoła (iv)  


 1 Vote

Humanae Vitae

Wracając teraz do chronologicznej kolejności przytoczymy po Gaudium et Spes(1965) fragment Humanae vitae (1968) dotyczący współżycia w okresie niepłodnym:

[…]

Jest to niestety fragment wewnętrznie sprzeczny, gdyż:

  1. zapobiegać poczęciu współżyjąc w okresie niepłodności wolno,
  2. zapobiegać poczęciu współżyjąc przy zastosowaniu środków antykoncepcyjnych nie wolno.

Ale przecież cel: zapobieżenie poczęciu jest ten sam, tylko droga inna. Poza tym napotykamy tutaj ciekawe sformułowanie:

„ilekroć ze słusznych powodów przekazywanie życia nie jest pożądane”

A jakie to są powody?

 

Całość na blogu dla abonentów.

 

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (6 z 7) Współżycie w okresie niepłodnym. Orzeczenia Kościoła (iii)


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Gaudium et Spes

O tym, jak bardzo zmieniło się nastawienie Kościoła do współżycia w okresie niepłodnym od wystąpienia Piusa XII. niech świadczy tekst Gaudium et Spes (1965), w którym wyraźnie widać posoborowe zmiany:

[…]

Pytanie pierwsze. Dlaczego akurat małżonkowie w roku 1965 i później, zatem nie w okresie głodu lub Wielkiej Dżumy z XIV wieku?

„[…] mogą w układaniu harmonijnie pożycia małżeńskiego doznać trudności skutkiem niektórych dzisiejszych warunków i znajdować się w takiej sytuacji, w której nie można przynajmniej do czasu, pomnażać liczby potomstwa i niełatwo jest podtrzymywać wierną miłość i pełną wspólnotę życia”

A jakie to warunki w roku 1965?

  • Na Zachodzie dobrobyt jak nigdy.
  • Na Wschodzie komunizm, głodu nie ma, państwo żłobki zapewnia.
  • W Afryce i w Azji ludzie się nie przejmują.

A dlaczego to

„[…] nie można przynajmniej do czasu, pomnażać liczby potomstwa”?

Najwyraźniej potomstwa pomnażać nie można, bo takie czasy, a współżyć trzeba, to też takie czasy.

[…]

O tym, że ww. punkt 51 stanowi dobrze ulokowanego konia Trojańskiego świadczy fakt, że został on, wyrwany z konteksu zacytowany w Amoris Laetitia, gdzie brzmi on następująco:

AL 298: „Kościół uznaje sytuacje ‘gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów – jak na przykład wychowanie dzieci – nie mogą uczynić zadość obowiązkowi rozstania się’ [przypis 329] W tych sytuacjach wielu, znając i przyjmując możliwość pozostawania w związku ‘jak brat i siostra’, którą oferuje im Kościół, odkrywają, że jeśli brak pewnych wyrazów intymności ‘nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone’ (GS 51)

A co to znaczy? Że od Franciszka już nawet w konkubinatach i w związkach cudzołożnych współżyć trzeba, gdyż „jeśli brak pewnych wyrazów intymności” (a jakich to?) ‘nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone’ (GS 51)

[…]

Całość 1021 słów dostępna na blogu dla abonentów.

Wolno modlić się Wielkim Egzorcyzmem prywatnie


7557355912_e51db6b907_b

Być może kilku czytelników pamięta spory i awanturę związaną zastrzeżeniami niektórych osób i „kapłanów Tradycji” wobec naszej porady, by w razie dręczeń demonicznych samodzielnie modlić się nad samym sobą lub nad swoimi bliskimi Wielkim Egorcyzmem. Podobno niektórym znanym egzorcystom aż włosy się na taką radę zjeżyły, ale my pozostajemy przy swoim. Dlaczego? Ponieważ to działa, a ktoś modlić się musi. A czy diabeł nie będzie się mścił? Będzie, ale raczej będzie próbował to udaremnić, jednak Pan Bóg mocniejszy i trzeba diabłu pokazać, kto tu, z Bożą pomocą, rządzi.

Argument z Augustyna Poulain SJ

Piszący te słowa nie jest zawsze pewny swoich racji, raczej długo sprawdza aż się na jakiś temat wypowie, ale jak już pewność zyska, to nie da się tak łatwo zbić z tropu. Argument, że „jeden egzorcysta powiedział”, jest taki sam jak agrument, że „jeden teolog w internecie napisał”. Można przecież błądzić w dobrej wierze, co dotyczy nas wszystkich. Dlatego bardzo cieszymy się, że możemy zaprezentować poparcie naszej tezy. Uczynimy to w postaci skanu fragment książki o. Poulaina SJ, Łaski modlitwy. W Chrystusie Odkupicielu, Poznań 1966. Jest polskie tłumaczenie polecanej przez nas książki, nabytej opatrznościowo przez kilku czytelników, gdzie na stronach 450-451 o. Poulain SJ podaje:

Zatem:

  • Sama osoba osaczona/dręczona może odmawiać Wielki Egzorcyzm nad sobą (s. 450).
  • Kapłan może odmawiać Wielki Egzorcyzm nad osobą dręczoną, nie tylko opętaną (s. 451).
  • Co jest sprzeczne z tym, co, w przeciwieństwie do nas, podaje większość współczesnych egzorcystów.
  • Mimo to o. Poulain SJ ma rację, bo żadnego formalnego zakazu odmawiania Wielkiego Egzorcyzmu nie ma.[1]
  • A wiele autorytetów teologicznych na taką praktykę zezwala.

A jeśli się ktoś żachnie, że kim to ten Poulain jest, by być autorytetem, to odpowiemy, iż cytowaną tutaj pozycję, a konkretnie piąte jej wydanie, w imieniu Piusa X w roku 1907 polecał, Sekretarz Stanu, kardynał Merry de Val, a w roku 1904 pierwszym wydaniem zachwycał się zdecydowany antymodernista kardynał Andreas Steinhuber, który przyczynił się do wydania sławnej encykliki Pascendi.  Zatem już lepiej, bardziej katolicko, prawowiernie i antymodernistycznie nie można. Jeżeli zatem o. Poulain SJ pisze, że przy dręczeniach samodzielnie można modlić się Wielkim Egzorcyzmem, a kardynałowie Merry de Val i Steinhuber to w imieniu Piusa X. taką pozycję aprobują, to znaczy, że wolno.

Argument z brewiarza kapłańskiego Piusa X.

Drugim argumentem, nieco niewprost, przemawiający za tym, iż fragmentami nakazującymi Wielkiego Egzorcyzmu modlić się można, są modlitwy zamieszczone w wydaniu Brewiarza Piusa X. Divino afflatu[2] wydawnictwa Pustet z Ratyzbony z 1922 roku. Piszący ten fragment Wielkiego Egzorcyzmu odkrył niedawno, skoro na codzień modli się Brewiarzami Trydenckimi z lat 1890-tych, gdzie tego egzorcyzmu nie ma. I tak zarówno część zimowa (pars hiemalis) wspomnianego wydania brewiarza, jak i jego część letnia (pars aestiva), zawiera w części modlitw prywatnych takich jak modlitwy odpustowe, modlitwy kapłana przed mszą i po mszy, litanie etc. fragment Wielkiego Egzorcyzmu przeciwko szatanowi i aniołom upadłym (Exorcismus in satanam et angelos apostaticos). Część tak odpowiada stronom 345-347 naszego wydania Rituale, zatem chodzi o Caput 3 – Rozdział 3. We wspomnianych brewiarzach nie ma jakiegokolwiek zakazu odmawiania modlitw Egzorcyzmu, ani żadnych obostrzeń ich dotyczącym. Znajdują się one na równi z innymi modlitwami do odmawiania prywatnego takimi jak: Modlitwa o wyproszenie dobrej śmierci (Oratio ad impetrandam bonam mortem) czy Modlitwa św. Franciszka Ksawerego. Skoro zatem wspomniany Egzorcyzm umieszony został na końcu brewiarza, to jest na podorędziu, to najwyraźniej po to, by go móc regularnie odmawiać.

„Ale to jest brewiarz kapłański”, doda ktoś, „tylko dla kapłanów”.

Owszem, to  wydanie jest akurat brewiarzem kapłańskim, a nie zakonnym. Zostało ono zatwierdzone przez biskupa Ratyzbony w 1922 roku, który nie zatwierdziłby przecież czegoś niezgodnego z nauką Kościoła, jak „nielegalny egzoryzm”, bo rzecz działa się przed Soborem. Wspomniane wydanie brewiarza przeznaczone jest dla kapłanów diecezjalnych, bo brewiarze zakonne są miejscami bardziej rozbudowane, ale przecież nie tylko kapłani odmawiali brewiarz. Czyniły to także osoby pozbawione wyższych święceń, takie jak: klerycy, zakonnicy, zakonnice i świeccy. Zatem przyjąć trzeba, iż umieszczenie tekstu Wielkiego Egzorcyzmu w brewiarzu, który odmawiać mógł każdy, czyni egzorcyzm ogólnodostępnym, co nie byłoby możliwe wtedy, gdyby odmawianie go było objęte zakazem.

„A jakie, na Boga, modlitwy mogą być zakazane?”, pytamy.

„Te, które się diabłu nie podobają,” odpowiadamy na własne pytanie, „bo on za tym bzdurnym rozumowaniem stoi”.

A czy wszystkie wydania brewiarza w tamtym okresie ten Egzorcyzm zawierały? Tego nie wiemy, bo ich wszystkich nie posiadamy, dwa inne egzemplarze brewiarza Piusa X. są wypożyczone, więc można do nich zajrzeć. Jednakże wspomnianego Egzorcyzmu nie zawiera rzymskie wydanie brewiarza Piusa X., przeznaczone dla Zakonu Karmelitańskiego wydawnictwa Marietti, Rzym 1940, który nabyliśmy, żeby było jeszcze bardziej międzynarodowo, we Francji z pozostałości po obumarłych francuskich karmelitankach. Być może to wpływ kardynała Bei SJ, który zaczął dochodzić do władzy właśnie w latach 1940-tych, i jego „postępowych” pomysłów sięgnął właśnie tego wydania? Tego obecnie nie wiemy, ale warto sprawdę przebadać, kiedy to Wielki Egzorcyzm zaczął z brewiarzy znikać i dlaczego. Dobry duch za tym z pewnością nie stał, tylko zły.

Reasumując stwierdzić trzeba, że nie ma żadnych przeciwskazań ku temu, by odmawiać Wielki Egzorcyzm w potrzebie, nawet będąc świeckim.

Może być co najwyżej tak, że jeśli dwie osoby o tym samym stanie świętości, świecki i kapłan, odmawiać będą Wielki Egzorczym, to modlitwy kapłana będą bardziej skuteczne, gdyż ma on dodatkowy sakrament i przez to więcej łaski. Jest też możliwe, że kapłan będzie miał lepszą ochronę przed złym duchem na mocy tegoż kapłaństwa, ale niekoniecznie tak być musi. Wiemy z różnych źródeł i doświadczeń nie tylko własnych, że Wielki Egzoryzm jest bardzo skuteczny, więc trzeba go stosować, bo nikt inny tego za nas nie uczyni.

Skąd ten krzyk?

Jeżeli mamy rację, a mamy, to skąd ten krzyk i domniemany zakaz modlenia się Wielkim Egzorcyzmem. Po pierwsze od złego ducha, a po drugie, księża, który nas krytykują najwyraźniej nie rozróżniają pomiedzy

(a) Odmawianiem egzorcyzmu

a

(b) Odprawianiem uroczystego egzorczymu

oraz

(c) czują się przez to, że inni się też Egzorcyzmem modlą, mniej ważni.

O rozróżnieniu pomiędzy (a) i (b) była już mowa w innym wpisie, a na temat (c) będzie teraz kilka uwag. Każdy lubi czuć się ważnym, wyjątkowym, szczególnie, gdy może robić coś, czego innym nie wolno. Piszący te słowa zawsze widzi w momentach pisania o kwestiach demonologicznych teatralnie podniesioną rękę ks. Piotra Glasa (jak tu) opowiadającego o swoich demonicznych zmaganiach, co autora tego wpisu mocno bawi i każe zastanawiać się, czy i nie on sam tak kiedyś, co nie daj Boże, nie skończy. Teologia mówi nam co prawda, że demon reaguje na znak krzyża, ale nie reaguje na teatralne gesty, które może go też śmieszą, ale zostawmy to. Autor tego wpisu słyszał kiedyś opowieść z ust pewnego lekarza, jak to w pewnym okresie psychologowie zaczęli dodatkowo studiować medycynę, by zostać psychiatrami, bo bolał ich ponoć brak pieczątki i niemożność wypisywania recept. Może i tak było, albo opowiadający o tym lekarz czuł się ważniejszy od psychologa, bo on akurat receptę mógł wystawić. Niekiedy jednak z ust księży usłyszeć można, że

 … nikt tego uczynić nie zdoła … nikt tego nie potrafi … tylko kapłan katolicki..(tylko ja…)

Piszący te słowa kapłanem nie jest, więc nie wie, jak to jest dokonywać Przeistoczenia czy odpuszczać grzechy. Nie wie zatem również, czy księża odczuwają w tych momentach jakąś moc i czy stają się jakimś odczuwalnym kanałem łaski. William H. Kennedy, zamordowany autor książki Lucifer’s Lodge – Satanic Ritual Abuse in the Catholic Church na temat satanizmu w Kościele zastanawia się na jej wstępie, czy księża nie są bardziej podatni na satanizm od innych, skoro przyzwyczaili się mieć w sobie „boskie moce”. O ile przy udzielaniu sakramentów przypuszczalnie niczego się nie odczuwa, gdyż kiedyś zwycięża rutyna, o tyle przy egzorcyzmowaniu kogoś od razu widzi się reakcję i wyniki. Dzięki temu poczucie mocy własnej może wydawać się wielkie.

„Ja, ksiądz, rozkazuję, a demony są mi posłuszne!”

Tak, tak, tak być nie powinno, ale jesteśmy tylko ludźmi. A tutaj okazuje się, że ktoś inny też demonom rozkazuje i też się go jakoś słuchają. A protestanckich egzorcystów się ewidentnie słuchają.

Moc relikwi

Gualberto3

Przecież w historii Kościoła nie tylko kapłani rozkazywali demonom, św. Antoni nie był kapłanem, nie była nim św. Genowefa, św. Katarzyna Sieneńska, ani też nie był nim św. Jan Gwalbert, opat (zm. 1079),[3] którego dzisiaj 12 lipca obchodzimy. Św. Jan Gwalbert (lewy obrazek) był, jak podaje w swojej demonologii Görres,[4] bardzo antydemonicznie skuteczny za życia,[5] a jeszcze bardziej po śmierci, gdyż jego relikwie w klasztorze Vallombrosa działały skuteczniej od niejednych egzorcyzmów. Co ciekawe relikwie św. Jana Gwalberta znajdują się także w Polsce, a mianowicie w parafii św. Jana Gwalberta i św. Tekli podkarpackich Stanach. Osoby z demonicznymi problemami mogą tam pojechać relikwi dotknąć i nam to opisać, jeśli się coś pozytywnego wydarzy. Piszący te słowa opętany nie jest, ale dwa razy w życiu rzeczywiście bardzo odczuł święte niejako „promieniowanie” relikwi. Pierwszy raz miało to miejsce w Wenecji, w kościele San Salvador z relikwiami pierwszego patrona tego miasta, św. Teodora, bo św. Marek nastał póżniej. Theodore_TyroŚw. Teodor (prawy obrazek) jest raczej mało znany, był męczennikiem za wiarę z dosyć krwawym męczeństwem, obchodzonym 9. listopada. Piszący te słowa czuł tak wielkie promieniowanie świętości tegoż świętego, że trudno mu było opuścić wspomniany  kościół. Drugie doświadczenia miało miejsce przy relikwiach św. Spirydona na Korfu, głównego i bardzo czczonego patrona tej wyspy.[6] Sądząc po ilość osób nawiedzających jego relikwie, które wystawiane są dwa razy dziennie, po ilości wot oraz po opowieściach handlarzy, które prawdziwe być nie muszą, św. Spirydon (obrazek poniżej), jeden z uczestników Soboru w Nicei (325), jest nadal bardzo skuteczny. SPYRIDONPiszący te słowa dotykając jego relikwii dwa razy, bo chciał zweryfikować pierwsze wrażenie, poczuł rodzaj duchowego, pozytywnego porażenia prądem, jakby wszedł z krąg jakiejś wielkiej świętości. Poprosił też św. Spirydona o pewną łaskę, która się niestety do dziś nie spełniła i obiecał, w razie spełniania, do świętego wrócić, wotum kupić, do księgi się wpisać i wotum zawiesić. Zatem relikwie działają, skoro tak bardzo są wyśmiewane, przypuszczalnie też antydemonicznie, może nie każde na każdego, bo innych prównywalnych doświadczeń („porażenia prądem”) z relikwiami nie-bizantyjskimi autor tych słów nie ma.  Polecamy zatem kontakt z relikwiami, bo nam to z pewnością nie zaszkodzi.

A wracając do nerwowych reakcji na naszą radę modlitwy Wielkim Egzorcyzmem, to  w grę wchodzić może jakaś demonologiczna zazdrość w władzę i wpływy, skoro takie lęki się rodzą. Bo przecież nie chodzi o troskę o wiernego, skoro można by rzec:

Jak go demon pogryzie, to się nauczy!

chodzi o władzę, którą każdy mieć lubi.

[1] https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/2017/05/20/czy-wolno-modlic-sie-wielkim-egzorcyzmem-wolno/ https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/2017/05/23/wielki-egzorcyzm-uzupelnienie-redakcji/

[2] To jest brewiarzu obowiącującym od 1911 do 1955.

[3] http://siomi1.w.interiowo.pl/12.lipca.html

[4] Görres, Joseph, Christliche Mystik, Vierter Band. Erste Abteilung, Bonn 1842. Historie o skuteczności relikwii św. Jana Gwalberta z klasztoru w Vallombrosa są najczęstczym przykładem skuteczności relikwii w tym tomie. Tamże, 27-37;

[5] Görres, tamże, 92-93. Por.  Hieronymus RadiolensisMiracula S. Joannis Gualberti,  s. 388. Auch darin zu finden: PL 147, 811-960.

[6] https://en.wikipedia.org/wiki/Saint_Spyridon