Zarys angelologii. (2 z 23). Istnienie i pochodzenie aniołów (i).


Angels

Istnienie i pochodzenie aniołów

1. Aniołowie istnieją (de fide).

Orzeczenia dogmatyczne:

Sobór IV Laterański (1215):

„[Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat […]”. (DH 800, 3002)[1]

Pismo Święte:

Rdz 3, 24; 18,2 sq., 19, 1 sq; 24, 7; 28, 12; Ps 8,6; Mt 24, 36, , 4 Krl 19, 35; 2 P 2, 11.

Czytaj dalej!

Reklamy

Zarys angelologii. (1 z 23). Wstęp


Angels

Wstęp – Angelologia przedmiotem źle obecnym.

Nie mogliśmy się powstrzymać, by nie posłużyć się na początek powyższą wyświechtaną polonistycznie kalką językową „źle obecnym”, która jest bzdurą, bo albo jest się obecnym, albo nieobecnym. Tym niemniej wydaje nam się, że nie ma obecnie przedmiotu równie znienawidzonego, wyśmiewanego i niewykładanego jak angelologia. Angelologia – nauka o aniołach, jest jednak tradycyjną częścią dogmatyki, która pojawia się wtedy, gdy mowa jest o Bogu Stwórcy i Jego stworzeniu (De Deo Creatore), a w dogmatykach angelologia występuje przed traktatem o stworzeniu człowieka.

Dlaczego jednak nikt nie wykłada dziś angelologii?

Ponieważ przynajmniej od XVIII wieku coraz mniej teologów w rzeczywistą obecność aniołów wierzy, stąd niewiara w istnienie aniołów należy do żelaznego kanonu modernizmu, także w tym zakresie potępionego przez Kościół.

Skoro wszystkie grzechy i herezje pochodzą z poduszczenia złego ducha, toteż zastanowić się warto, co też zły duch zyskuje przez to, że się angelologii nie wykłada lub nie robi tego na serio:

Czytaj dalej!

Reinterpretacja w świetle Amoris Laetitia lub „ciurlać im się chce, ciurlać”.


B0idaAyIIAASpVt

W niedawnym wywiadzie, który umieszczamy poniżej, kardynał Parolin przyznał coś, o czym mówiono po cichu, a co teraz stało się oficjalną nauką begoliańskiego Anty-Kościoła, bo przecież nie odwieczną nauką Kościoła Katolickiego. Otóż Amoris Laetitia jest nowym paradygmatem, wedle którego interpretować należy wszystko, co było dotychczas. Osobom, które nie wiedzą, co słowo paradygmat znaczy, odpowiadamy, że „wzorzec, kryterium”.

A o co chodzi w dokumencie Amoris laetitia,  którego tytuł po polsku brzmi „Radość (homoseksualnego?) seksu”?

O ciurlanie się, mówiąc cytatem z filmu Kingsajz, o seks, który jest ponad wszystko i który wszystko usprawiedliwia. Nie obowiązuje już Dekalog, nauczanie samego Chrystusa ani też 2000 letnie nauczanie Kościoła. Franciszek zniósł to jednym pociągnięciem pióra, jak chcą niektórzy, a my możemy się ciurlać aż do upadłego i to bez żadnych zahamowań, gdyż AL „dowartościowuje” też seks homosekualny, gdyż jej niektóre fragmenty są po prostu homoerotykiem, gdyż łacińskie amor, na wzór greckiego eros, oznacza miłość zmysłową głownie homoseksualnych kochanków. Niestety większość wierszy miłosnych i literatury erotycznej pisanej w łacinie i grece opiewa miłość homoseksualną, a nie heteroseksualną, stąd nic dziwnego, że w literaturze chrześcijańskiej termin eros/amor nie stosowano, pomijając tzw. eros platoński greckich (aha) Ojców Kościoła, gdyż temin ten źle się kojarzył z homoseksem, a potem z seksem jako takim. A skoro Franciszek tak nazwał ten, pożal się Boże, dokument Amoris laetitia,  a nie Dilectionis lub Caritatis laetitia to przecież uczynił to świadomie, by ukazać, że chodzi w nim o ciurlanie i to „kransoludzkie” (dla osób, które filmu Kingsajz nie oglądały: Kransoludki były wyłącznie męskie, więc z ciurlaniem był problem, „postępowe” jeszcze nie były.)

Czy jest to oficjalna nauka Kościoła?

Nie jest, bo Kościół nie może sam sobie przeczyć, ani przeczyć nauczaniu samego Chrystusa.

Ale czy ten nowy paradygmat nam czegoś nie przypomina?

Czy od 50 lat nie słyszymy w teologii o konieczności reinterpretacji w świetle:

  • dokumentów Soboru Watykańskiego II,
  • posoborowej odnowy,
  • nauczania papieskiego, a zwłaszcza papieża Jana Pawła II,
  • pielgrzymki papieskiej nr. 789
  • ostatnich ustaleń synodu do spraw….
  • ostatniego Światowego Dnia Młodych w ….

Przecież wykładnia nowsza, zwana do AL interpretacją, stawała się normą oceny tego, co niezmienne i wieczne w przeszłości, które się pod wpływem tego, co nowe zmieniało. I stąd mamy podział na przedsoborowe i posoborowe. I nie jest to wymysł tradycjonalistów, ale tak się uczy i słusznie, na studiach teologicznych i w seminariach, ponieważ całe połacie teologii są ze sobą niezbieżne, jak w fizyce. Albo jesteśmy w fizyce newtonowskiej albo w kwantowej. Albo działa tam, albo tam, ale nie na dwóch płaszczyznach równocześnie. Czy to nie dowód na relatywizm? Nie, to dowód na brak spójnej teorii. Ale prawdy wiary nie są teorią, ale prawda objawionymi przez niezmiennego i prawdziwego Boga, więc się zmieniać nie mogą. I stąd żadnego paradygmatu lub „nowej, świeckiej tradycji” nie ma. Franciszek głosi herezje i Parolin również. Znieść z urzędu, ale już. My też Myślimy na rozwiązaniem praktycznym.

 

Don Pietro Leone, Kościół i Asmodeusz (5 z 5). Amoris Laetitia.


Don Leone

W ostatniej części Don Pietro Leone przedstawia swoją krytykę Amoris Laetitia dowodząc tezy, iż drogi do AL przygotowywane były już w momencie Soboru, szczególnie przez Gaudium et Spes, Teologię ciała, Familiaris consortio i późniejsze posoborowe nauczanie. Amoris Laetitia to po prostu „Radość seksu”, także homoseksualnego, gdyż dokument ten zawiera mnóstwo kodowanych homoseksualnych erotyków. O co chodzi w posoborowym Kościele? O seks! AL ten rozwój ratyfikuje i uświęca. Czy to dobre? Nie, to niszczycielskie, heretyckie i diabelskie. I tym samym diabeł ukazuje nam drogę nawrócenia. Poprzez czystość i walkę z koncupiscencją. Rzeczywiście Kościół stał się świątynią Asmodeusza, przed czym przestrzegała Matka Boska w La Salette, w szczególnie Asmodeusza homoseksualnego, gdyż to właśnie homo-lobby usancjonowało poprzez Amoris Laetitia swoje grzechy.  I co będzie? Wydaje się, że Pan Bóg „wyrżnie w ten rudy łeb”, przypuszczalnie w skali globalnej. Czy za naszego życia? Tego nie wiemy, przeczuć apokaliptycznych osobiście nie mamy, chociaż trwamy w stanie łaski i na nieoczekiwaną śmierć, która nadejść może bardzo nagle, patrz kardynał Meisner, jesteśmy przygotowani.

Czytaj dalej!

Collectio rituum – Spis błogosławieństw


 

CwGP-txWEAAJele

 

Collectio rituum Błogosławieństwa spis treści

Collectio rituum Błogosławieństwa spis treści(1)

Ponieważ to sprawdzenia zawartości Collectio rituum konieczna jest łacina, bo niestety indeks nie został przetłumaczony, toteż załączamy tutaj tłumaczenie spisu treści samych błogosławieństw, które naszych czytelników najbardziej interesują. Tłumacząc to trudno być patriotą, gdyż z 72 błogosławieństw niezarezerwowanych przetłumaczonych zostało w Collectio rituum na polski jedynie 33, a z tzw. 79 rezerwatów całe 3, co daje w sumie 36 błogosławieństw z 151. Na pytanie, co ci wszyscy księża przed Soborem z czasem robili, odpowiedzieć trzeba, że z pewnością nie tłumaczyli z łaciny na polski. Lenistwo jest niestety wybitnie polską cechą narodową, którą pokrywa argumentacja, że:

  • Za komuny to był przydział papieru, więc za dużo drukować było nie można.
  • Przedtem była Wojna, więc ciężko było.
  • Przed wojną było Dwudziestolecie i wtedy były inne problemy niż tłumaczenie Rituale z roku 1614.
  • Przedtem były rozbiory i wtedy było naprawdę ciężko, bo zaborca nie dawał.
  • Przed rozbiorami była demokracja szlachecka i sejmiki były zrywane.
  • Przedtem był podział dzielnicowy, od którego się wszystko zaczęło.
  • etc.

O tym, że polskim księżom zawsze się spieszyło, żeby sobie po wyczerpujących obowiązkach duszpasterskich odpocząć, świadczy fakt umieszenie jedynie formuły krótszej, jakby formuła dłuższa gryzła. Piszący te słowa już widzi, że jak on wszystkich błogosławieństw z Rituale nie przetłumaczy, to nikt tego za niego nie zrobi. Może się pod tym względem myli, chociaż dotychczasowa historia tłumaczenia tekstów liturgicznych z łaciny na polski dowodzi, że niestety nie. Skąd wziął się ten cały Sobór, a przedtem Reformacja ze swoimi językami narodowymi? Z lenistwa, bo nie chciało się łaciny uczyć, a potem jej stosować.

Jakkolwiek by było, zbliża się teraz okres wizyt kolędowych więc mając już księdza w mieszkaniu zamykamy drzwi od wewnątrz, spuszczamy żaluzje i nie biorąc jeszcze broni do ręki grzecznie prosimy, by ksiądz nam to i owo po łacinie poświęcił, a jeśli będzie się bronił wprowadzamy inne argumenty. W sumie ksiądz nie ma prawa nam odmówić, bo z Collectio rituum korzystać może, a jak uważa, że nie , wówczas klarujemy kwestię pisemnie z jego kurią, przez co zmniejszamy własną irytację oraz pomagamy innym. Na ewentualne pytanie, które może powstać, gdy mamy dzieci, czy Błogosławieństwo koni lub innych zwierząt ze strony 259 można pobłogosławić świnkę morską, kotka lub królika miniaturkę odpowiadamy twierdząco. Błogosławieństwo to nie precyzuje, że chodzi wyłącznie o zwierzęta pociągowe, chociaż ucieka się do wstawiennictwa św. Antoniego, jak się zdaje pustelnika. Zatem świnkę morską też pobłogosławić można, a jak ciężko zachoruje trzeba zastosować błogosławieństwa chorych zwierząt z Rituale, które niestety drogi do Collectio rituum nie znalazły, a szkoda.

 

Collectio rituum Błogosławieństwa spis treści

 

Collectio rituum czyli częściowe tłumaczenie Rituale na polski w pdf


Beatus vir 3

 

Odpowiadając na życzenia czytelników zamieszczamy także w tym miejscu plik pdf zawierający Collectio rituum Poloniae to jest wydany w roku 1962, a złożony w Watykanie w roku 1960 wyciąg z Rituale romanum z tłumaczeniem na Polski. Jak już pisaliśmy każdy kapłan może z niego korzystać , o czym warto wiedzieć, by zastosować ten argument w dyskusji z księdzem, który będzie się przed poświęceniem po łacinie bronił, co jest skandalem. Problem ten rozwiązuje nasza czytelniczka Viridis kobiecym sprytem i wdziękiem, czym nie każdy mężczyzna pochwalić się może. Piszącemu te słowa przyszło rozwiązanie globalne i amerykańskie, do którego przydałby mu się jakiś prawnik mający głowę na karku, czyli nie jego obecny własny, polegające na:

  • zaskarżeniu diecezji o to, iż na studiach nie przygotowała kandydatów na księży,
  • do spełniania ich posługi kapłańskiej, a mianowicie czytania łacińskich tekstów ze zrozumieniem,
  • do czego na mocy Summorum pontificum (obowiązujące prawodawstwo kościelne) są zobowiązani.

Zatem każda odmowa błogosławieństwa przez księdza X. kosztowałaby diecezję Y. kwotę Z. Znając życie diecezja scedowałaby tę odpowiedzialności na lektora łaciny, a ten by dla odmiany tak uczył, żeby czegoś nauczyć. Z pewnością każda diecezja zawarłaby jakąś umowę z każdym księdzem, że za nieznajomość łaciny i wynikające tego konsekwencje płaci sam. I ile problemów możnaby w ten sposób uniknąć. Mamy tutaj przynajmniej jednego prawnika, niech się wypowie, chociaż oczywiście ta propozycja jest żartem. Ale jeśli Ecclesia Dei potwierdzi na piśmie, że każdy wierny ma prawo do błogosławieństw z Rituale romanum po łacinie, bo będzie to obowiązujące prawo kościelne. Chyba w powyższej skardze należałoby udowodnić, że zaniechanie błogosławieństwa ma skutki cywilne, np. rozmnożenie się pająków w domu. Kwestia ciekawa, ale prawnicy z serialu „Ally McBeal” nie takie sprawy rozwiązywali, w telewizji oczywiście, co przypomina nasz rodzimy serial „Alternatywy”, gdzie komuś zostało przyznane mieszkanie nie naprawdę, ale w telewizji. Ale jakby nie było poniżej publikujemy Collectio rituum w formacie pdf. Można sobie wydrukować i odpowienio zastosować.

Collectio_Rituum_Katowice_1963

 

Czy można korzystać z przedsoborowego Collectio rituum? KEP: Można!


Isaak segnet

Dzięki uprzejmości Sacerdos provincialis dowiedzieliśmy się, że na sporo liturgicznych pytań odpowiedzianych zostało już przez Komisję ds Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski, które publikowane są w oficjalnym czasopiśmie KEP Anamnesis, które przejrzeć można tu. I tak w roku 2014, w numerze 76, 5 c (str. 93-101) ks. Wojciech Tkaczyk zadał następujące pytanie:

Na którą otrzymał od ks. prof. Koneckiego następującą odpowiedź:

 

 

Tak, tak zdążyliśmy się zdrowo pośmiać, a czytając takie wypowiedzi nasza redakcja też nie wie, skąd jej się ten antyklerykalizm bierze wraz z odruchem walenia ww liturgisty Summą św. Tomasza oraz inną, liczną i ciężką literaturą na temat sakramentaliów w tym egzorcyzmów po głowie. Gwoli prawdy jednak przyznać trzeba, że ks. prof. Konecki w egzorcyzmy wierzy, bo mu widocznie Komisja Episkopatu Polski tak przykazała. I dlatego jego argumentacja jest niekonsekwentna, gdyż skoro uznaje on sakramentalium „egzorcyzmu większego”, to powinien on uznać także egzorcystyczne działanie innych sakramentaliów, o których zdaje się nie wie, bo egzorcyzmy zawiera nie tylko błogosławieństwo wody święconej, ale i błogosławieństwo świec, dewocjonaliów, chorych etc.

Ale skupmy się na pozytywach, gdyż odpowiedź księdza profesora K. Koneckiego na zadane pytanie jest pozytywna: księża mogą posługiwać się przedsoborowym Collectio rituum, a konsekwentnie też przedsoborowym Rituale romanum, którego fragmenty Collectio zawiera. Poziom odpowiedzi konsultora Komisji ds Kultu Bożego i Sakramentów KEP uświadamia piszącemu te słowa, że musi on, piszący, nie ks. Konecki, któremu też długiego życia życzymy, jeszcze długo żyć i dużo pisać, żeby Panu Bogu i Kościołowi takie wypowiedzi wynagrodzić. Dla nas wszystkich oznacza to, że musimy o nasze sakramentalia pobłogosławione według Rituale romanum lub Collectio rituum walczyć, gdyż mamy do nich pełne prawo.