Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (4 z 7) Współżycie w okresie niepłodnym. Orzeczenia Kościoła (i)


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Współżycie w okresie niepłodnym

Załóżmy w tej chwili, że piszemy przed okresem Humanae vitae i przed Teologią ciała, skoro obydwa te dokumenty bardzo pogłębiły nastawienie antykoncepcyjne wśród katolików.[1] Czy zatem w świetle nauczania przedsoborowego współżycie wyłącznie w okresie bezpłodnym jest dozwolone?  Odpowiedź na to pytanie nie jest aż taka prosta. W Denzingerze występują trzy orzeczenia doktrynalne na ten temat: DH 3148, 3748 i 4478.

Św. Penitencjaria Apostolska

Pierwsze orzeczenie Św. Penitencjarii Apostolskiej, urzędu zajmującego się ustalaniem pokut, odpustów oraz odpowiadającym na zapytania spowiedników, które odniosło się do metody Knausa-Ogino z 16. Czerwca 1880 brzmi następująco:

Czytaj dalej!

Reklamy

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (3 z 7) O czystości małżeńskiej lub co wolno?


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Czystość małżeńska (castitas coniugalis) lub co w katolickim małżeństwie wolno?

Niniejszym przytoczmy fragmenty Teologii moralnej o. Peetersa O.F.M na temat czystości małżeńskiej (castitas coniugalis).[1] Warto w tym miejscu przypomnieć raz jeszcze, że wszyscy katolicy wezwani są do czystości (castitas) z rozróżnieniem na stan: inna jest czystość zakonników, zakonnic, inna małżonków.[2] Bez czystości nie ma życia duchowego, gdyż to właśnie akty seksualne wyzwalają pożądliwość (concupiscentia) w jej teologicznym znaczeniu, a im bardziej są te akty dalsze od prokreacji, tym bardziej są perwersyjne i grzeszne i tym bardziej oddalają od Boga. Wydaje się, iż rację ma Ann Barnhard w swojej tezie o diabolicznych narcystach twierdzą, iż im bardziej się ktoś na drabinie diabolicznego narcyzmu znajduje, tym większym perwersjom seksualnym się on lub ona oddaje.[3] Może być to prawdą, gdyż wiadomo z różnych źródeł, że właśnie potentaci ze świata polityki czy finansów mają bardzo perwersyjne upodobania seksualne (hasło: Pizza Gate, Lolita Express, Strauss-Kahn, Kennedy etc.), które co jakiś czas zostają ujawnione. Bóg kocha czystość, diabeł wyuzdanie, tak to już jest, gdyż seks jest niestety równią pochyłą, jeśli człowiek się żadnym ograniczeniom nie poddaje. I zważając na ten kontekst Kościół do ostatniego Soboru bardzo pilnie strzegł tego, by sferę seksualną maksymalnie ograniczać, o niej milczeć, by nie dawać miejsca diabłu. W niniejszym wpisie używać będziemy określień „godziwy” (licitus), „niegodziwy” (illicitus). W teologicznym rozumieniu godziwe jest to, co jest zgodne z katolicką teologią moralną, niegodziwym jest to, co zgodne nie jest. Godziwe jest zatem dozwolone, niegodziwe jest grzeszne.

Chociaż w sferze seksualnej obowiązuje powściągliwoć, to mimo to akty seksualne jako takie grzeszne nie są, jak twierdzili manichejczycy czy katarzy, którzy odrzucali małżeństwo in toto, a płodzenie dzieci w małżeństwie jest czymś godziwym. Zasada katolickiej teologii moralnej brzmi w tym zakresie następująco:

Intra matrimonium omnis homo potest per se copulam carnalem perficere secundum dictamen rationis.

W małżeństwie każdy człowiek może uskuteczniać połączenie cielesne jako takie według nakazu rozumu.[4]

Rozbierzmy powyższą zasadę na czynniki pierwsze:

W małżeństwie (intra matrimonio) dosł. „wewnątrz małżeństwa” oznacza małżeństwo własne, kościelne, ważne z własnym małżonkiem i to wyłącznie z nim.

Każdy człowiek (omnis homo) zatem także bezpłodny, o ile jest zdolny do aktu małżeńskiego w rozumieniu teologii moralnej.[5] Bezpłodność nie musi być wrodzona, ale może pochodzić np. z zabiegu chirurgicznego, oczywiście nie sprowadzonego bezpośrednio w celu uzyskania niepłodności. Jednakże tam, gdzie zachodzi impotencja w rozumieniu niemożności copula penetrativa nie godzi się szukać przyjemności cielesnej, jak podaje o. Peeters. O co tutaj chodzi? O to, że w ujęciu katolickim przeszkodą do zawarcia małżeństwa, która nie podlega dyspensie jest impotencja, przez co Kościół rozumie coś innego niż świat. Poprzez impotencję w prawno-kanonicznym znaczeniu rozumie się niezdolność do odbycia stosunku małżeńskiego, w rozumieniu genitalno-genitalnej copula penetrativa, zarówno ze strony kobiety, jak i mężczyzny. Skoro akt małżeński składa się z trzech elementów (1. erectio, 2. penetratio, 3. seminis depositio) to niezdolność anatomiczna, na skutek deformacji wrodzonej lub nabytej lub też psychicznej po stronie kobiety lub impotencja po stronie mężczyzny taki akt wyklucza. Według prawa kanonicznego impotencja musi być trzyprzymiotnikowa by na zawsze wykluczała małżeństwo w rozumieniu możliwości zawarcia małżeństwa sakramentalnego w Kościele. Jest to impotencja:

Certa (pewna)
Absoluta (absolutna)
Manens (trwała)

Ad a.  Impotentia certa

Rozumie się przez to zespół chorób, deformacji czy objawów, które są nieusuwalne i niepodatne na leczenie nigdy i nigdzie.

Ad b. Impotentia absoluta

Odnosząca się do niemożności współżycia ze wszystkimi kobietami lub mężczyznami.

Ad c. Impotentia manens

Są to przeszkody trwałe, nieusuwalne do końca życia jednostki.

Zatem tylko tego rodzaju trzyprzymiotnikowa impotencja stanowi absolutną przeszkodę małżeńską, czyli taką niepodlegającą dyspensie, gdyż współżycie przynależy do małżeństwa, skoro jest pierwszym i nadrzędnym jego celem jest posiadanie potomstwa. O jakie konkretnie choroby czy zaburzenia w przypadku ww. impotencji chodzi, informują wykazy dostępne kanonistom, które uwzlędniają aktualny rozwój medycyny. W tym miejscu stwierdzić trzeba, iż trzyprzymiotnikowa impotencja jest czymś bardzo rzadkim, zwłaszcza w krajach Zachodu, gdzie medycyna może prawie wszystko. Ponieważ życie jest bardzo bogate, a impotencja trzyprzymiotnikowa rzadka, toteż niekiedy występuje jakaś możliwość aktów seksualnych niebędąca jednak copula penetrativa. Nie wchodząc w szczegóły w danym przypadku impotencja w ww. rozumieniu nie zachodzi, ale współżycie jest tak bardzo utrudnione i przypuszczalnie krępujące, stąd Kościół naucza, iż tam, gdzie niemożliwa jest penetracja (copula penetrativa) nie godzi się szukać rozkoszy zmysłowej,[6] gdyż zasadniczy cel aktu małżeńskiego – prokreacja – wydaje się niewykonalny lub jest niewykonalny w naturalny sposób. Z kolei niemożność odbywania aktów małżeńskich w małżeństwie własnym może prowadzić do cudzołóstwa, perwersji[7] i zwykle też prowadzi.

Samo przez się (per se) – przy zawartym małżeństwie domniemywa się, że współżycie jest godziwe, przy wątpliwościach odnośnie ważności małżeństwa, należy się wstrzymać, przy niemożliwości usunięcia wątpliwości należy ważność (validitas) małżeństwa przyjąć i współżyć można.

Według nakazu rozumu (secundum dictamen rationis) – nie jest prawdą, iż człowiek w małżeństwie ma absolutne prawo do współżycia. Prawo (ius) ma, ale ograniczone nakazem rozumu lub rozumności odnośnie: sposobu, miejsca, czasu i częstotliwości.

O sposobie (de modo):

Współżycie (copula) zakłada:

(1) ejakulację nasienia wewnątrz pochwy (vagina) i

(2) utrzymania nasienia w p.. przez kobietę.

Jeśli jedno z dwóch z przyczyn nie-fizjologicznych miejsca nie ma, wówczas współżycie jest niegodziwe i jest grzechem. Poprzez przyczyną nie-fizjologiczną rozumie się wolę, to jest jeżeli (1) lub (2) lub (1) i (2) uniemożliwiane są w sposób zamierzony, wówczas są grzechem ciężkim. Jeżeli dzieje się to w sposób niezamierzony stosunek jest godziwy.

Ad (1) Ejakulacja

Całkowita penetracja (copula perfecta) w akcie nie jest wymagana, możliwa jest penetracja częściowa (copula dimidiata), o ile niemożność ta ma przyczyny fizjologiczne (np. różnica wielkości narządów płciowych, szybki wytrysk), a nie wolitywne. Jeśli jednak z jakichś przyczyn poprzestaje się na copula dimitiata, choć możliwa jest copula perfecta wówczas popełnia się grzech śmiertelny. Następnie o. Peeters pisze:

„Przerywanie stosunku przed ejakulacją (perfecta seminatio) do p.. (in vagina perfectam) jest niegodziwe, chyba, że dzieje się tak z konieczności [pożar, dziecko płacze, trzęsienie ziemi etc. Red.]. Wstrzymanie ejakulacji przez mężczyznę jest godziwe, nawet wtedy, gdy kobieta nie osiągnęła „rozkoszy doskonałej” (delectatio completa), jak i kontynuowanie stosunku po ejakulacji zapewniając kobiecie natychmiast (statim) po stosunku „rozkosz doskonałą” za pomocą dotyku, gdyż jest to uzupełnienie samego stosunku”. [8]

Chociaż pisanie na te tematy jest dla piszącego te słowa mocno krępujące, to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy obustronna „rozkosz doskonała” jest w akcie małżeńskim wymagana? Nasza odpowiedź brzmi:

Nie jest, gdyż nie zawsze jest możliwa.

Są kobiety, które nigdy, nigdzie i z nikim „rozkoszy doskonałej” nie osiągną, z przyczyn bądź to anatomicznych, bądź psychicznych.[9] Czy mąż jest zobowiązany, o ile to potrafi, doprowadzić żonę zdolną do „rozkoszy doskonałej” do tej ostatniej? Odpowiadając na to tomistycznie uważamy:

Per se – nie jest
Per accidens – jest.
Ad a.

Ponieważ zasadniczym i pierwszym celem stosunku jest prokreacja, do której „rozkosza doskonała” wymagana nie jest, to stosunek per se – sam z siebie tego nie wymaga. Poza tym osiągnięcie każdorazowo „rozkoszy doskonałej” nie jest możliwe, a do rzeczy niemożliwych nikt nie jest zobligowany  – ad imposibilia nemo tenetur.

Ad b.

Ponieważ jednak copula w małżeństwie służy mutuum adiutorium – pomocy wzajemnej oraz remedium concupiscentiae  – jest środkiem zaradczym przeciwko pożądaniu cielesnemu, to  wynika z tego, że to, co skończone i doskonałe jak „rozkosz doskonała” (delectatio perfecta) jest lepsze niż to, co niedokończone i niedoskonałe, jak np. „rozkosz niedoskonała”. I dlatego zapewnienie „rozkoszy doskonałej” per accidens wydaje się pożądane. Praktycznie rzecz biorąc zapewnienie kobiecie „rozkoszy doskonałej”, o ile jest to możliwe, jest wymogiem sprawiedliwości i właśnie w.w. pomocą wzajemną (mutuum adiutorium in corporalibus), którą świadczą sobie małżonkowie.

Ponieważ pytania tego rodzaju pojawiają się co rusz na katolickich stronach internetowych, to wydaje się, że jeśli małżonkowie będą mieli odpowiednią hierarchię wartości oraz wiedzieć będą, że copula służy przede wszystkim prokreacji, a aktów małżeńskich nie należy nadużywać, to wszelkie myślenie sportowe odnośnie „rozkoszy doskonałej” porzucą i zaniechają myślenia wydajnościowego, wydolnościowego czy innego bicia rekordów. W przeciwnym razie obydwie strony odczuć mogą stres: mężczyzna, by zapewnić, kobieta, by osiągnąć lub przynajmniej udawać, że tak jest. Dzięki temu copula carnalis w małżeństwie oparta będzie na kłamstwie, z czego z pewnością cieszyć się będzie diabeł. Wydaje się również, że osoby, które wchodzą w małżeństwo w czystości i mają wyłącznie samych siebie za partnerów seksualnych, nie czytają świeckiej prasy, ani nie prowadzą nieobyczajnych rozmów pewnych problemów po prostu nie mają. Piszący te słowa czytał na pewnej stronie poradnictwa należącego do pewnego, pożal się Boże, zakonu, zapytanie pewnej mężatki, która, by osiągnąć „rozkosz doskonałą” ze swoim mężem, który, jak twierdziła, „się bardzo stara” musiała wyobrażać sobie jakieś seksualne perwersje. Czuła z tego powodu wyrzuty sumienia, spowiadała się i zapytała o rozeznanie tej kwestii ojca danego zakonu, który jej powiedział, że oczywiście jest wszystko w porządku i może robić, bo uważa za stosowne. W porządku nie było, co ta kobieta i sama czuła, a błąd jej polegał na tym, iż zarówno ona jak i jej mąż zakładali, iż „rozkosz doskonała” jest każdorazowo wymagana, a nie jest.

Naturalny sposób kopulacji polega, zdaniem o. Peetersa, na tym, iż mężczyzna leży na kobiecie. Inny sposób lub tzw. pozycja umożliwiający ejakulację nasienia do  pochwy, o ile nie ma miejsca ze słusznej przyczyny (np. zwiększenie szansy na zapłodnienie), jest niegodziwy ist stanowi grzech lekki. Jeśli jednak uniemożliwia ejakulację wewnątrz pochwy i ma miejsce z przyczyn antykoncepcyjnych, co po łacinie określa się jako ex affectu onanistico, stanowi grzech śmiertelny.

Ad (2) Przyjęcie i utrzymanie nasienia przez kobietę

Wszelka czynności wydalenia lub uniemożliwienia przyjęcia nasienia, to jest uniemożliwienia poczęcia, jest grzechem śmiertelnym (zatem wkładki, spirale, krążki, etc., etc.) Wstawanie, chodzenie, branie prysznica etc. jest dozwolone, jeśli jednak ma miejsce to  ex affectu onanistico wówczas stanowi grzech ciężki.[10]

O miejscu (de loco):

Miejscem zakazanym odbywania stosunku jest miejsce święte lub takie, gdzie można być przez innych obserwowanym. Zaleca się, by nawet najubożsi mieli oddzielną sypialnie małżonków.[11]

O czasie (de tempore):

Per se

Żaden czas nie jest sam przez się (per se) przeszkodą w odbywaniu stosunków małżeńskich, nawet w czasach świętych, w dniach postnych lub w nocy poprzedzającej przyjęcie komunii św. stosunek jest godziwy, jednakże jest rzeczą pochwały godną powstrzymywać się od aktów w dniach postnych lub dniach przyjęcia sakramentów świętych (chyba że ktoś często przystępuje do sakramentów).

Per accidens

Jednak przypadłościowo może wystąpić jakiś czas lub okres, w którym odbywanie stosunków jest niegodziwe, mianowicie wtedy, gdy przynosi to szkodę

samemu sobie (sibi)
drugiej stronie (comparti)
potomstwu (proli)

ad a. Sibi

Stosunek nie jest godziwy, gdy zachodzi niebezpieczeństwo uszkodzenia własnego życia: np. poprzez zarażenie się chorobą szczególnie weneryczną, poprzez słabość np. serca, w okresie menstruacyjnym u kobiety lub sześć tygodni po połogu, w inny sposób. Chociaż copula przynależy w małżeństwie do zwykłego życia (actus normalis vitae), to mimo to obowiązuje także w tym zakresie obowiązek zachowania własnego życia.[12]

Ad b. Comparti

Jeśli nawet copula grozi ciężką szkodą na zdrowiu lub życiu drugiej strony, to jest ona godziwa, przy jej zgodzie, niegodziwa natomiast przy braku świadomości (invita). Druga strona może wystawić się dobrowolnie na niebezpieczeństwo, ale zawsze może odmówić, gdyż ma prawo do zachowania swojego zdrowia i życia. Należy jednak poinformować drugą stronę o możliwości zagrożenia, np. zarażenia się chorobą weneryczną.

Ad c. Proli

Copula jest zawsze niegodziwa wtedy, gdy może zaszkodzić poczętemu już dziecku. I tak w okresie ciąży copula jest niegodziwa, jeśli wie się, iż kobieta ma predyspozycję do poronienia. W innych przypadkach jest godziwa, gdyż stosunek sam w sobie nie wywołuje poronienia. Jednakże częste stosunki mogą je wywołać.

Jeśli z samej copula począć może się chore dziecko (np. chore na syfilis, którą jedna ze stron posiada) to mimo to stosunek nie jest niegodziwy, choć wstrzemięźliwość jest w takim wypadku zalecana. Mimo to nikt nie ma zobowiązań względem dziecka jeszcze niepoczętego, które może począć się na skutek aktu małżeńskiego, chociaż takiej pewności nie ma. Jednakże w przypadku, w którym wiadomo, że z dużym prawdopodobieństwem pocznie się dziecko chore lub upośledzone zalecana jest wstrzemięźliwość ze względu na los samego dziecka, jak i społeczeństwa, dla którego chore dziecko zawsze będzie obciążeniem.[13]

Tyle o. Peeters. Warto zauważyć w tym miejscu, że w razie możliwości poczęcia chorego dziecka lub zagrożenia zdrowia zwykle kobiety alternatywą do copula jest wstrzemięźliwość, a nie stosowanie antykoncepcji nawet naturalnej.  Także przy dużej ilości narodzonego już potomstwa copula w małżeństwie nie jest niegodziwa. Niegodziwa jest jedynie copula onanistica, to jest antykoncepcja. W takich przypadkach wymagana jest albo wstrzemięźliwość albo ufność w Opatrzność, która, jak ujmuje to Peeters,

„wraz z nowym potomkiem posyła nowe środki tym, którzy w Opatrzność ufają”

lub

„da dziecko, da i na dziecko”.

O częstotliwości (de frequentia)

W małżeństwie godziwa jest copula carnalis jedynie z umiarem, wewnątrz granic rozumności. Nieumiarkowane korzystanie z praw małżeńskich prowadzi do wyczerpania sił ciała i nerwów. Są moraliści, którzy zezwalają na jeden do dwóch stosunków w ciągu nocy, chociaż o. Peeters zastanawia się, czy nie zachęca się w ten sposób do braku umiaru. Zwykle wydaje się, że więcej niż trzy stosunku w tygodniu są szkodliwe dla zdrowia oraz cechuje je brak umiaru, contra rectam rationem, to jest wbrew właściwej racji aktu małżeńskiego, którym jest poczęcie potomstwa.

Kwestia częstotliwość stosunków jest mocno delikatna, gdyż ludzie mają rzeczywiście bardzo różne temperamenty. Nasza rada brzmi: raczej mniej niż więcej. Jest jednak faktem, że nadpobudliwość seksualna ma często podłoże lękowe, nerwicowe, występuje w cyklu manii przy zaburzeniach dwubiegunowym oraz jest prostą pochodną używania narkotyków, szczególnie tzw. miękkich.

O onanizmie małżeńskim (de onanismo coniugali)

Poprzez określenie „onanizm małżeński” rozumie się copula do „właściwej wazy” (in vase debito peracta), jednakże tak, by nasienie nie mogło przeniknąć do macicy.

Uniknięcie zapłodnienia uzyskiwane jest różnymi środkami: stosunek przerywany, antykoncepcja, wkładki, żele, spermatocydy etc. Zatem wszystko to, czym celowo i intencjonalnie unika się poczęcia jest onanizmem małżeńskim i grzechem ciężkim. Onanizm jest grzechem cięższym od nierządu (fornicatio), gdyż jest grzechem przeciwko naturze. I dlatego onanizm, w ww. rozumieniu, między małżonkami jest grzechem ciężkim. [14]

[1] Peeters, Hermes O.F.M, Manuale theologiae moralis, Vo. II, Roma 1962, 265.

[2] Por. https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/category/teologia/teologia-moralna/dziewictwocelibat/pius-xii-sacra-virginitas/

[3] Por. Jej wykład na: https://www.youtube.com/watch?v=tIeHhl_Lhsk

[4] Peeters, 265.

[5] To jest hereroseksualny stosunek genitalno-genitalny skłądający się z trzech elementów, które dla zachowania wstydliwości podamy po łacinie: 1. Erectio membris virili, 2. Penetratio vaginae mulieris 3. Seminis ibidem depositio [złożenie tam nasienia], według większości kanonistów w zakres stosunku wchodzić muszę przynajmniej elementy 1. do 2., niekoniecznie 3.

[6] Peeters, dz. cyt., Vol. II, 265.

[7] Dosyć drastyczny jest w tym kontekście przypadek seryjnego mordercy Adreja Czikatiło, u którego właśnie ten problem, niemożności copula penetrativa przy braku trzyprzymiotnikowej impotencji wystąpił. Proszę zajrzeć pod hasło: 2.1. Marriage https://en.wikipedia.org/wiki/Andrei_Chikatilo#Marriage Może, gdyby żył w innym kraju, a jego defekt można by operacyjnie naprawić seryjnym mordercą by nie został.

[8] Peeters, dz. cyt., 266.

[9] https://pl.wikipedia.org/wiki/Anorgazmia https://en.wikipedia.org/wiki/Anorgasmia

[10] Peeters, 267.

[11] Peeters, 268.

[12] Peeters, 269.

[13] Peeters, 269-270.

[14] Peeters, 255-256.

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (2 z 7) Cele i dobra małżeństwa.


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Cele i dobra małżeństwa

Cele małżeństwa (fines matrimonii)

Zanim przejdziemy do kwestii aktów małżeńskich, to jest do copula carnalis (połączenie cielesne, tj. kopulacja), dalej copula w małżeństwie, warto ukazać jego właściwe ramy za pośrednictwem katolickiej nauki o celu małżeństwa (de fine matrimonii).[1] Otóż pierwszym i zasadniczym celem (finis) małżeństwa są dzieci. Jak przeczytać możemy u Diekampa rekapitulującym tradycyjną naukę:

Matrimonium proxime est institutum ad prolem generandam eamque promovendam ad statum perfectum tum naturalem tum supernaturalem (Suppl. 1. 59, a.2.)

Małżeństwo w pierwszym rzędzie ustanowione zostało do zrodzenia potomstwa oraz przyprowadzenia go do stanu doskonałego tam przyrodzonego jak i nadprzyrodzonego.[2]

Łaciński przysłówek proxime oznacza „w pierwszym rzędzie, przede wszystkim”, zatem pierwszym i zasadniczym celem małżeństwa są proles – to jest potomkowie i to w liczbie mnogiej. Najpierw trzeba potomstwo spłodzić, zrodzić „wygenerować”, czyli wyprowadzić niejako z potencjalności do aktualności, gdyż to wszystko oznacza łacińskie generare, a następnie doprowadzić je (promovere) do stanu skończonego, doskonałego, zakończonego (status perfectus), czyli do dojrzałości fizycznej, intelektualnej i moralnej, jak i duchowej.  Rzeczywiście celem małżeństwa jest nie tylko przedłużenie rodzaju ludziego, ale także zaludnienie nieba zbawionymi ludźmi, o ile się oczywiście zbawią. Dalej podaje Diekamp:

Alius finis, qui est magni momenti, est mutuum adjutorium tum in corporalibus tum in spiritualibus. In quo includitur, quod matrimonium debet esse remedium concupiscentiae. (Cf. 1 Kor 7, 2 sq. August., De bono vid. 8, 11 et alibi Codex Iuris Canonici [1917] kan. 1013, 1)

Innym celem, który ma wielkie znaczenie, jest pomoc wzajemna tak w sprawach cielesnych jak i w duchowych. W czym zawiera się to, iż małżeństwo winno być środkiem zaradczym przeciwko pożądliwości cielesnej. (Cf. 1 Kor 7, 2 sq. August., De bono vid. 8, 11 et alibi Codex Iuris Canonici [1917] kan. 1013, 1).[3]

Cel drugi i pierwszemu podporządkowany to mutuum adjutorium – „pomoc wzajemna” lub „wzajemne wsparcie” pod względem fizycznym: pomoc przy przynoszeniu tapczanu, podanie herbaty, podpieranie w starości etc., jak i pod względem duchowym: pomoc w zbawieniu. Do kategorii pomocy fizycznej zalicza się współżycie (copula) jak remedium concupiscentiae – to jest środek zaradczy na pożądanie cielesne, gdyż copula carnalis jest w małżeństwie dozwolona i godziwa jedynie wtedy, gdy zachowane zostaną uwarunkowania podane poniżej. Co ciekawe bardzo często ludziom w małżeństwa concupiscentia w dużej mierze przechodzi, co jest rzeczą normalną, nie tylko z przyczyn naturalnych, ale jest to po prostu drugi cel i działanie małżeństwa.

Zatem małżeństwo zawierać powinni ludzie, którzy:

Chcą mieć w ogóle dzieci.

Chcą mieć je ze sobą.

Chcą siebie nawzajem wspierać fizycznie i duchowo.

Chcą stanowić dla siebie remedium na pożądliwość cielesną, skoro życie duchowe jest wartością nadrzędną, także w małżeństwie.

W tej hierarchii celów małżeństwa seks małżeński znajduje się zdecydowanie na ostatnim miejscu. Jeżeli ktoś żeni się po to, by uprawiać seks bez ograniczenia, to srodze się zawiedzie, gdyż jest to założenie zupełnie nierealne.

Dobra małżeństwa (bona matrimonii)

Oprócz nauki o celach małżeństwa (fines matrimonii), to jest o jego celowości, Kościół  przedstawia także naukę o dobrach małżeństwa (bona matrimonii), które określane są jako:

a. Potomstwo (proles)
b. Wierność (fides)
c. Sakrament (sacramentum)

Ad a.

Jest to dbałość o dobro duchowe i cielesne potomstwa.

Ad b.

Jest to wzajemna wierność małżeńska w rozumieniu monogamii.

Ad c.

Jest to nierozwiązywalna więź sakramentalna, która wbrew Amoris Laetitia sprawia, że ważnie zawarte i dopełnione małżeństwo ochrzczonych pozostaje nierozwiązywalne aż do śmierci któregoś z nich i dlatego „nowe związki” są po prostu cudzołóstwem.

Ponieważ głównym celem życia na ziemie jest wieczne zbawienie duszy, dlatego też każdy człowiek, niezależnie od stanu, winien unikać tego, co jego duszy szkodzi, a tym czymś jest konkupiscencja (concupiscentia) jako następstwo grzechu pierworodnego, a która do seksu prowadzi i którą seks wyzwala, o czym już pisaliśmy:

Pożądliwość cielesna (concupiscentia carnalis), która przed grzechem była podporządkowana władzy rozumu, teraz burzy się, co można poznać, że dopiero po grzechu „Adam i Ewa poznali, że są nadzy” (Rdz 3,7.10), a my wszyscy także cierpimy z powodu tej nieuporządkowanej pożądliwości (Rz 7, 15 n.)[7]

Grzech pierworodnym jest przekazywany poprzez płodzenie potomstwa (propagatio) (DH 1513), co jest twierdzeniem de fide. Oczywiście grzech pierworodny jest zmywany poprzez chrzest (DH 1515), ale skutki grzechu w rozumieniu pożądliwości (concupiscentia) pozostają. Grzech pierworodny to concupiscentia lub concupiscentia cum suo reatu – „pożądliwość ze swoim oddaleniem się od Boga”, jak mówi święty Tomasz za św. Augustynem.[8] I dlatego jedną z ran natury ludzkiej (vulnera naturae), zadanym jej przez grzech pierworodny jest vulnus concupiscentiae czyli „rana pożądliwości”, to jest nieupożądkowane dążenie do przyjemności w sferze pożądliwej.

Ponieważ seks z konkupiscencji pochodzi i do niej wiedzie, dlatego nie jest on nigdy moralnie obojętny, ani jako taki uświęcający. Z tej perspektywy celu ostatecznego człowieka jak i nauki o grzechu pierworodnym, którego zupełnie nie uwzględnia Teologia ciała Wojtyły/JP2 moralność katolicka jest nie tyle rygorystyczna, co po prostu konsekwentna, gdyż ma na względzie ostateczny cel człowieka, któremu na imię wizja uszczęśliwiająca. Przeto każdy katolik zobowiązany jest do czystości (castitas), zależnie od swojego stanu.

[1] Prezentacja za Diekamp Franciskus, Theologiae dogmaticae manuale, Vol. IV. De Sacramentis, Paris 1943, 431; por. Diekamp-Jüssen, Katholische Dogmatik, Wil: Alverna 2011, 1120-1121.

[2] Diekamp, tamże.

[3] Diekamp,tamże.

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. B. (1 z 7) Życie, dziecko i metoda naturalna


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Czy w katolicyzmie chodzi o dziecko lub o katolickiej antykoncepcji

Marsjanin lub inny kosmita przeniesiony na pewien czas na ziemię i zdany wyłącznie na obserwację prasy katolickiej, organizacji katolickich oraz takich oddolnych przesięwzięć jak blogi czy gloria.tv zapytany, o co w sumie w katolicyzmie chodzi, odrzekłby, że o dziecko oraz o kopulację w małżeństwie. Ta ostatnia przebiegać winna bez pigułki i innych sztucznych środków antykoncepcyjnych, jednakże dozwolona jest „antykoncepcja naturalna” polegająca na wykorzystaniu wiedzy o cyklu kobiety, w którym występują dni płodne i niepłodne. Zatem zarówno katolicy, niekatolicy lub poganie współżycją przede wszystkim dla przyjemności lub w celu „utwierdzenia związku” jak przykazuje im prasa niekatolicka. Katolik różni się od katolika tym, że współżyje z własną żoną ślubną w dni niepłodne, po to, by dziecko się nie poczęło, gdyż akurat jakoś zawsze nie jest na nie pora. W oczach współczesnego katolicyzmu, jak relacjonuje dalej Marsjanin, czyli tego po 1962 roku, stosowanie tej naturalnej antykoncepcji jest nie tylko „rozumne”, ale cnotliwe i zgodne z nauką Kościoła, czym przedtem nie było. A gdy się dziecko mimo wszystko pocznie – nasz kosmita westnąłby „niestety” – bo go tak ludzie nauczyli, to należy je „przyjąć z wiarą”, nie abortować, urodzić i wychować, zwykle na Polaka, ewentualnie na Polkę. Narodzenie dziecka poczętego jest postrzegane we współczesnym katolicyzmie, jak zdążył zauważyć  kosmita, jako akt skrajnego heroizmu, bo nie dość, że się do jego poczęcia dopuściło, co jest już heroizmem „w oczach świata”, z którym należy prowadzić przecież „dialog”, jak spieszył zapewnić kosmitę posoborowy ksiądz, to jeszcze należy je urodzić, co jest w pewnym stopniu gwałtem na samodzielności i naturze kobiety, skoro to jednak kobiety nadal rodzą.

Ponieważ trudno ujrzeć błędy jakiegoś systemu z wnętrza tegoż systemu, dlatego wprowadziliśmy naszego kosmitę po to, by unaocznić głęboką wewnętrzną posoborową sprzeczność, przy której znowu kłania się dialektyka Heglowska odrzucająca zasadę wyłączonego środka. Bo z jednej strony głosi się, że antykoncepcja jest grzechem, a z drugiej strony się na nią poprzez uznanie „metod naturalnych” zezwala. Wygląda na to, że antykoncepcja katolicka różni się od antykoncepcji światowej jedynie stopniem pewności, według sławnego indeksu Pearla. I o ile skuteczność antykoncepcyjna tabletek hormonalnych, tj. tzw. pigułki wynosi ca. 91 %, o tyle w przypadku „metody rozpoznawania płodności” metoda owulacji Billingsów analogowej wynosi 97% (w przypadku zastosowania wszystkich zaleceń), o tyle metody rozpoznawania płodności za pomocą komputera cyklu gwarantują aż 99,36% antykoncepcyjnej skuteczności. Według podanego linku z wikipedii „metody naturalne” zdają się nawet bardziej skuteczne od nienaturalnych i wszystko wskazuje na to, że posoborowi katolicy znaleźli bardziej skuteczne środki antykoncepcyjne od chwalących pigułkę pogan, bo środki naturalne są jednak mniej szkodliwe dla zdrowia.[1] Co ciekawe sporo wojujących katoliczek w tym i sióstr zakonnych, często bezhabitowych, odnalazło najwyraźniej swoje powołanie życiowe w propagowaniu „metody naturalnego planowania rodziny”, którą nazywać będziemy „metodą”. Piszący te słowa był zmuszony podczas swoich studiów do uczestniczenia w wykładzie „siostry termometrówy”, jak nazywał je lud wyjaśniającej studentom i studentkom w ramach ćwiczeń z teologii moralnej (sic!) „metodę”. Wszyscy studenci i studentki byli tak tymi treściami zażenowani, autor tych słów również, że patrzyli zaczerwienieni w ziemię  i mało kto się odezwał. Chociaż prawie wszyscy z obecnych myśleli o małżeństwie i zdecydowanie byli uświadomieni seksualnie, to mimo wszyscy czuli głęboką niestosowność tego typu wykładów. „Siostra termometrówa” takich zahamowań nie miała, bo przypuszczalnie chciała „młodym małżonkom pomóc” w nowoczesny posoborowy sposób oczywiście. Wspomnianą na wstępnie redukcję katolicyzmu do copula w małżeństwie bez całkowitego wykluczenia potomstwa trafnie ukazuje Hilary White w prezentowanym na niniejszym blogu artykule Wyjść z króliczej nory, w którym pisze:

Powoli fundament, na którym opierali się „neokatolicy” [pokolenie JP2] został tak dalece zniwelowany, iż jedyną warstwą-metryką, którą po sobie pozostawił było nauczanie Kościoła na temat etyki seksualnej. Jak długo papież będzie jej bronił i trzymał ją wysoko – tak głosił ich światopogląd – nie ma żadnego znaczenia ile Koranów jeszcze pocałuje. Te wszystkie inne sprawy są otwarte na dyskusję. Seks, małżeństwo i dzieci są kwestią zasadniczą i tak pod kreską największym wspólnym mianownikiem. Jednak owa kreska [stanowiąca podsumowanie] została narysowana kredą na fałszywej podłodze. A Franciszek zaczął ją wymazywać. Pozycja światopoglądowa „konserwatywnych” katolików była bezpieczna w tej zonie demarkacji, przynajmniej do Amoris Laetitia.

(Ironią losu jest fakt, iż definiowanie prawowierności katolickiej wyłącznie na gruncie nauczania Kościoła na temat moralności seksualnej oznaczało to, iż konserwatywni katolicy przejęli dokładnie orientację mediów mainstreamu, [które głosiły]: w katolicyzmie chodzi głównie o „sprawy miednicy lub podbrzusza (pelvic issues)”. …)

Czym zajmują się bowiem posoborowi katolicy i to ci najlepsi z najlepszych? „Życiem” czyli dzieckiem. Katolicyzm został sprowadzony do zagadnień prolife, to jest do tego, by spłodzonych dzieci nie abortować, do tego, by współżyć „rozumnie”, to jest niepłodnie według „kalendarza małżeńskiego”, gdyż „niezaplanowane dziecko” jest mimo wszystko jakimś „nieszczęściem” skoro się tę naturalną antykoncepcję stosuje. Hedonizm seksualny katolicki różni się zatem od hedonizmu seksualnego świata jedynie stopniem, a nie ogólnym ukierunkowaniem. Współżycie ma sprawiać przyjemność, a ks. Pawlukiewicz już nam powie, jak wielką („A skąd on to wie?”), ma być „partnerskie”, „prorodzinne” i „ogólnie ukierunkowane na życie”, jak nam nasi księża tłumaczą. A konkretnie oznacza to współżycie bez sztucznych środków antykoncepcyjnych, bez pigułki, spirali, prezerwatywy lub podobnych rzeczy, bo wtedy to grzech, no chyba, jak wyjaśni z kolei liberalny dominikanin czy jezuita, „zachodzą specjalne okoliczności”, które w sumie zachodzą zwykle zawsze, patrz Amoris Laetitia.[2]

Załóżmy, iż nasz inteligentny kosmita przeczytawszy po wprowadzeniu do katolicyzmu posoborowego, w których chodzi o dziecko, następnie zgłębiłby swoim sprawnym umysłem wszystkie przedsoborowe dzieła teologii katolickiej, w tym także teologii moralnej. Zdziwiłby się on bardzo, że z całej pełni i bogactwa Wiary Prawdziwej narosłej przez tysiąclecia trwania Kościoła pozostało tak mało. W okresie sprzed Amoris Laetitia pozostało dziecko i kopulacja małżeńska, a po Amoris Laetitia nie zostało już nic.

„Gdzie wizja uszczęśliwiająca?”,

pytałby nasz zabłąkany Marsjanin,

„Gdzie zbawienie dusz? Gdzie łaska? Gdzie odkupienie? Gdzie cnoty? Gdzie cokolwiek poza kopulacją?”,

dodajmy gwoli prawdy, „małżeńską”.

Następnie nasz przybysz z obcej planety zastanowiłby się nad wewnętrzną sprzecznością posoborowych ustaleń i zapytałby, czy katolicy i niekatolicy nie robią dokładnie tego samego, czyli nie uprawiają antykoncepcji o różnym jedynie stopniu zaawansowania. Odpowiedź jest pozytywna:

„Tak, współżycie w okresie bezpłodnym w celu uniknięcia zapłodnienia jest antykoncepcją i grzechem ciężkim.”[3]

Aby zrozumieć, dlaczego tak jest, należy przedstawić pokrótce katolicką naukę na temat czystości małżeńskiej (castitas coniugalis).

[1] http://republikakobiet.pl/seks/antykoncepcja/ciemna-strona-antykoncepcji/

[2] Por. http://www.kosciol.pl/article.php/20040611162417233

[3] http://www.barnhardt.biz/2014/06/29/the-one-about-the-entire-sad-contraception-issue-explained/  http://www.barnhardt.biz/2017/06/15/of-course-antipope-bergoglio-is-going-to-overturn-humanae-vitae/

Don Pietro Leone, Kościół i Asmodeusz (1 z 5). Wstęp. Seksualność w oczach Kościoła i świata.


Don Leone

Niniejszym prezentujemy pierwszą część cyklu Don Pietro Leone opublikowanego pierwotnie na Rorate Caeli. Część pierwszą prezentujemy, by każdemu oddać sprawiedliwość, w tłumaczeniu Petrus Vratislaviensis z poprawkami Redakcji, następne w tłumaczeniu vsr, znalezionym na gloria.tv. Piszący te słowa przyznać musi, że przed publikacją na naszym blogu tekstu Don Leone nie dokładnie nie przeczytał i był przekonany, iż tytuł cyklu brzmi The Church of Asmodeus – to jest „Kościół Asmodeusza”, a nie The Church and Asmodeus – „Kościół i Asmodeusz”. Ponieważ jakoś podświadomie założył wersję pierwszą, to podziwiał odwagę Don Leone, że tak prosto z mostu wali, bo dokładnie tak obecny Kościół ziemski, nota bene, wygląda. Seks, gdzie tylko spojrzeć, wszelka perwersja obecna. Asmodeusz własny Kościół sobie założył. Może tak źle nie będzie, jeśli odkryjemy, a zwłaszcza wy, kochani duchowni, na czym prawdziwa katolicka etyka seksualna polega, jak wreszcie w celibacie żyć zaczniecie, w czym nam Don Pietro Leone wydatnie pomoże. Amen.

A spiritu fornicationis, libera nos Domine – Od ducha nierządu, wybaw nas Panie

(Litania do Wszystkich Świętych)

Siostra Łucja z Fatimy napisała [swego czasu] list do Kardynała Caffary, w którym stwierdziła, że ostateczna walka pomiędzy Diabłem a Kościołem będzie dotyczyła spraw związanych z rodziną i małżeństwem. Trzeźwa ocena ostatniej historii Kościoła prowadzi do spostrzeżenia, że owa „walka” już się rozpoczęła w momencie, w którym do Koscioła wszedł Demon Asmodeusz; duch nierządu (fornication) [wszelkich nieuporządkowanych czynności seksualnych Red.].

Pytanie na jakie chcielibyśmy odpowiedzieć w poniższym esseju jest: jak Święta Matka Kościół, Która przez 2000 lat była odporna, zdolna do przezwyciężania i w rzeczy samej oczyszczana i wywyższona poprzez wszystkie okrucieństwa i nieludzką przemoc jej prześladowców, oraz poprzez wszystkie zawiłe subtelności heretyków, jest teraz w stanie ulec czemuś tak podstawowemu i primitywnemu jak  pożądliwość ciała.

Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie przedstawimy w skrócie:

  1. Tradycyjny stosunek Kościoła do seksualności, w przeciwieństwie do postawy świata.
  2. Stosunek do seksualności nowoczesnego (modern) Kościoła (a raczej Kościoła nowoczesnych duchownych) od czasów Soboru Watykańskiego II do wstąpienia na tron Papieża Franciszka; a na końcu
  3. Stosunek objawiony w encyklice Amoris Laetitia.

I. SEKSUALNOŚĆ W OCZACH KOŚCIOŁA I ŚWIATA

a) Natura Seksualności

W oczach Kościoła seksualność ma swój cel: jest ona tą zdolnością (facultas)[i] osoby ludzkiej, która ukierunkowana jest  na prokreację. Skoro prokreacja wymaga istnienia małżeństwa i rodziny do jej prawidłowego używania, seksualność przynależy wewnętrznie małżeństwu i rodzinie, a zatem seksualność tworzy jedno z etyką małżeńską.

W przeciwieństwie do powyższej wizji w oczach świata seksualność nie koniecznie przynależy do małżeństwa lub tworzy jedno z etyką małżeńską, a raczej posiada ona swoją własną etykę, zwaną etyką seksualną. I tak o ile dla Kościoła podstawową komórką jest małżeństwo; o tyle dla świata jest nią seksualność.

Dla świata z kolei seksualność, jako taka,  nie posiada ‘celowości’ lub ukierunkowania. Jest raczej, jako miłość-zmysłowa, sama w sobie celem i mówi sama za siebie; nie wymaga jakiegokolwiek usprawiedliwienia, nawet gdy popycha uczestników do działania przeciwnemu rozumowi. W rzeczy samej istotny koncept ‘celowości jest obrzydliwy dla dzieci tego świata[1], ponieważ ich Weltanschauung (światopogląd) jest zasadniczo subiektywistyczny i egocentryczny. Jednym słowem, są oni zainteresowani tylko i wyłącznie swoją własną celowością (lub żądzami), a nie celowością Bożą, Który, ich zdaniem, może w ogóle nie istnieć.

Ich koncept seksualności oscyluje pomiędzy tym, co powierzchowne i płytkie a tym co rozsądne, według mądrości tego świata: od koncepcji czegoś, co po prostu niesie ze sobą przyjemność, samotnie lub z kimś innym bez względu na wiek, płeć lub status cywilny tego innego; do koncepcji miłości pomiędzy dwojgiem dorosłych, mężczyzny i kobiety, ale niekoniecznie ograniczonej do stanu małżeńskiego. Seksualność, zgodnie z tym co twierdzą, posiada swoją własną dynamikę: wzrasta, opada, umiera, dostarcza przyjemności ale także i smutu; przywiązuje ona raz to do pewnej osoby, a następnie do innej; jest zmienna, słodko-gorzka tak samo jak życie.

b) Rozwój seksualności

Kościół naucza, że seksualność, będąc zdolnością (facultas) zmysłową jest w naszej ludzkiej upadłej naturze, a  jako konsekwencja Grzechu Pierworodnego nieuporządkowana. Tak jak wszystkie działania naszych zmysłów i emocji; musi w związku z tym być kontrolowana i poskramiana za pomocą cnoty kardynalnej umiarkowania, która w sferze seksualności określana jest jako ‘czystość’. Małżeństwo, które dostarcza kontekstu dla właściwego wykorzystania seksualności, jest zwane także ‘środkiem zaradczym konkupistencji’ (remedium concupiscentiae). Dla małżonków, czystość oznacza umiarkowanie w używaniu i rozkoszy związanej z tą zdolnością; [natomiast] dla [człowieka] stanu wolnego czystość oznacza całkowitą abstynencję.

Poza od czystością, istnieje także inna cnota, którą Kościół nakazuje  w sferze seksualności, a jest nią skromność lub innymi słowy poczucie wstydu, pudor [wstydliwość]. Cnota ta odnosi się do sposobu bycia, ubioru i mowy. W rzeczy samej seksualność nie ma być omawiana przez zadeklarowanych Katolików, chyba że przestrzegając najwyższego taktu i dyskrecji.

W przeciwieństwie do tego świat postrzega seksualność jako dobro w rozumieniu nie sprecyzowanym,  ponieważ przynależy [ona] do ludzkiej natury, która postrzegana jest jako dobra jako taka. „Bóg mnie takim stworzył”, chcą powiedzieć o każdym pożądaniu jakie może ich najść.

Świat nie jest zainteresowany skromnością. Głosi nieograniczone zezwolenie na praktykowanie seksualności, w ubiorze i mowie. Jest otwarty i szczery, kiedy dochodzi do rozmowy, na jego ulubiony temat. Żarciki, dwuznaczności, historyjki o zdradach, ‘zdobycze’ i skandale są żartobliwymi wyścigami w ukazywaniu pewności, co do swojej męskości i emancypacji[2].

c) Nadużywanie i złe używanie seksualności

Ponieważ seksualność jako taka ukierunkowana została na prokreację, na stwarzanie istot na obraz i podobieństwo Boga i daltego dla zachowania rodzaju ludzkiego i dla zapełnienia nieba, dlatego też seksualność ukierunkowana jest na wielkie dobro, a przeto jej nadużywanie[ii] jest wielkim złem. Z tej właśnie przyczyny Kościół naucza, że wszystkie grzechy seksualne, wszystkie grzechy przeciwko czystości są materii ciężkiej: niezależnie od tego, czy popełniane samotnie czy z kimś innym, czy obydwoje są samotni lub jedno lub obydwoje są żonaci, niezależnie od tego, czy są różnych czy tych samych płci, niezależnie od tego, czy grzech jest w naturalnym lub nienaturalnym porządku. Jeśli popełniony z pełną świadomością i dobrowolnością, to taki grzech, jeśli nie zostanie wyspowiadany przed fizyczną śmiercią, zasługuje na wieczne potępienie w Piekle. Przyjęcie Komunii Św. w stanie grzechu śmiertelnego jest kolejnym grzechem śmiertelnym: świętokradztwem.

W przeciwieństwie do tego świat postrzega tę wizję jako przesadną, purytańską, pruderyjną, psychologicznie nieoświeconą, hamującą, represyjną, psującą zabawę, moralizatorską, faryzejską, ‘jedynie dla zakonnic’, ‘mocno średniowieczną’ i ‘beznadziejnie zacofaną względem naszych czasów’. Dzieci tego świata bronią się przed krytyką swej nieczystości twierdząc, że ‘nikomu nie wyrządzają krzywdy’. Mówią tak, ponieważ prezentują światopogląd hedonistyczny, który konstytuuje w całość sumę ich wszystkich seksualnych etyk[3].

Podsumowując, Kościół naucza:

  1. Seksualność posiada swoją celowość i ukierunkowana jest na prokreację.
  2. Seksualność jest sama w sobie jest nieuporządkowana; w małżeństwie jest dozwolona jako ‘środek zaradczy konkupistencji’; musi podlegać umiarkowaniu poprzez ascezę: poprzez czystość i skromność.
  3. Jej nadużycia są grzechem ciężkim.

W przeciwieństwie to twierdzeń powyższych świat naucza:

  1. Seksualność nie posiada jakiejkolwiek celowości. Jej używanie służy przyjemności i oznacza okazanie miłości pomiędzy dwoma osobami, niekoniecznie poślubionymi sobie nawzajem.
  2. Jest bez ograniczeń dobra, i może być używana i omawiana bez jakichkolwiek ograniczeń.
  3. Jej moralność determinują kanony hedonizmu.

[1] Tak samo dla nowoczesnych filozofów

[2] Natomiast prawda jest całkowicie przeciwna: jest to oznaką zniewieściałości i pobłażliwości; niezdolności do bycia mężczyzną, do bycia odważnym i odpowiedzialnym; jest wskaźnikiem zniewolenia do najniższych pożądań.

[3] Zaznaczamy tutaj jedynie, że hedonizm jest niespójny, od kiedy brak-umiaru doprowadza do smutku, w przeciwieństwie do samo-dyscypliny (w kontekście Chrześcijańskich cnót), która przyności szczeście.

[i] [Przypisy nasze. Red.] Facultas – to zdolność, umiejętność, czyli coś, co ktoś posiada i użytkować może, co jednak koniecznością nie jest. Inną facultas jest np. śpiew, „śpiewać każdy może”, nie musi, a czasami nie powinien. Amen.

[ii] Angielskie abuse oznacza zarówno nadużywanie, jak i złe używanie, molestowanie, przemoc seksualną etc. Molestowanie osób nieletnich to abuse of minors.

Tomistyczne rodzaje nieczystości (luxuria) a pornografia


0ed98f4b8d3c598f0d6112519d11a010

Otrzymaliśmy ciekawe pytanie czytelnika, które wymagało tak obszernej krótkiej odpowiedzi, że wyszedł mały wpis.

Oto pytanie:

Czegoś mi brakuje w tym „rankingu”, mianowicie pornografii a konkretnie jej oglądania (nie mówię o wytwarzaniu, bo tam sprawa jest oczywista). O ile mi wiadomo dobrowolne oglądanie pornografii jest grzechem śmiertelnym, nawet jeśli nie wiąże się z żadną dodatkową czynnością (zewnętrzną).

W tej materii jest niestety coraz mniej jednoznaczności, kiedyś było to proste i oczywiste a dziś coraz więcej „wolno”… Sam byłem świadkiem, jak pewien kapłan na pytanie czy wolno oglądać gołe zdjęcia odpowiedział wzruszeniem ramion i pobłażliwym uśmieszkiem…

Oczywiście to nie są tak „grube” sprawy jak te z rankingu powyżej, ale może warto by było uzupełnić (chyba że jest to planowane kolejnych odcinkach).

Nasza odpowiedź:

Dobre pytanie, ale dotyczy ono innej kategorii.

W omawianym wpisie przedstawiono rodzaje nieczystości (luxuria), a Pan pyta o jej stopnie (gradus). My piszemy o jej przejawach, a Pan pyta o to, co tego przejawu prowadzi.

Czym jest jest bowiem luxuria? Katechizm odpowiada:

Inordinatus amor carnis – nieuporządkowana miłość cielesna lub jak byśmy to dziś ujęli „nieuporządkowany akt seksualny”.

Zatem nasze zestawienie podaje same akty nieczystości (luxuria), czyli same, pardon, używanie organów płciowych poza aktem prokreacji w małżeństwie. Pana pytanie o pornografię dotyczy niejako aktu wstępnego do samego aktu, to jest uzyskania grzesznego, to jest nieuporządkowanego (inordinatus) pobudzenia seksualnego, które ma miejsce poprzez ogląd (aspectus) pornografii. Kwestie te omawiane były częściowo już były tu i tu.

Skutki oglądu pornografii zaliczają się zazwyczaj do działu contra naturam (przeciw naturze), a konkretnie do pollutio/molities naszego zestawienia, w którym wyliczyliśmy species luxuriae – rodzaje lub przejawy nieczystości.

Niniejszym podamy zawartość indeksów do Summa theologica na temat nieczystości (luxuria) w podpunktach, bo kwestie te dostaną omówione dokładniej przy prezentacji nauki o tymże grzechu głównym, jeśli do tej prezentacji dojdzie.

Św. Tomasz wylicza oprócz rodzajów (species) także córy (filiae) to jest pochodne grzechu nieczystości (luxuria), gdyż każdy grzech główny (vitium capitale) takowe posiada.

Córy (filiae) nieczystości

Córami (filiae) nieczystości są (Summ. theol. 22 q. 53. 6 o. I 1. 153. Q. 4.5.o )

  1. Zaślepienie umysłu (caecitas mentis)
  2. Nierozważność (inconsidetario)
  3. Upadek (praecipitatio)
  4. Niestałość, chwiejność, brak konsekwencji (inconstantia)
  5. Miłość własna (amor sui)
  6. Przywiązanie do tego świata (affectus praesentis saeculi)
  7. Rozpacz o świecie przyszłym (desperatio futuri saeculi)

Stopnie (gradus) nieczystości

Natomiast stopniami nieczystości (gradus luxuriae) (12 q. 72. 7. C. fi et ad 3.), czyli tym jak do samego aktu nieczystości  (luxuria) dochodzi są:

  1. Ogląd (aspectus)
  2. Poznanie (cogitatio)
  3. Upodobanie/rozkosz (delectatio)
  4. Zgoda (consensus)
  5. Czyn (opus)

Zatem pornografia podpada pod stopnie nieczystości (gradus luxuria) i obejmuje przynajmniej punkty 1. do 2., zwykle 1. do 3., a w sumie w większości 1. do 4.

Konsekwencje nieczystości w mowie

Pochodnymi nieczystości (luxuria) są cztery nieuporządkowane akty mowy (inordinatae actus locutionis) ( (22 q. 53. 6 o. Et q. 55.8 ad 1. et q. 180. 2 ad 3 fi):

  1. Mówienie brzydkich rzeczy (turpiloquium)
  2. Mówienie głupich rzeczy (stultiloquium)
  3. Błazenada (scurilia)
  4. Niestosowne lubieżne żarty (ludicra)

Szkody spowodowane nieczystością

Człowiek ponosi pięciokrotną szkodę (damnum) pochodzącą z nieczystości (luxuria) (22 q. 46.3 c.):

  1. Przygnębienie umysłu (depressio mentis)
  2. Wydziedziczenie (exhaeridatio)
  3. Niezpieczeństwo grożące jego osobie (periculum personae)
  4. Niebezpieczeństwo grożące jego rzeczom/własności (periculum rerum)
  5. Przeszkodę w dobrych uczynkach (impedimentum bonorum operum)

Unikanie nieczystości

Nie można uniknąć nieczystości (luxuria) inaczej jak unikając jej początku (pricinpium), to jest oglądu ładnej kobiety (aspectus mulieris pulchrae) a szczególnie oglądu dziewicy (aspectus virginis) (22 q. 167 2.c.)

Nieczystość zwycięża się uciekając od niej (luxuria vincitur fugiendo) (12 q. 35. 6 ad 3. Et q. 74. 3. Ad 2.)

Wnioski

Reasumując pornografia w rozumieniu oglądu ładnych kobiet stanowi pierwszy stopień (gradus) nieczystości (luxuria), co niekoniecznie musi się wiązać z 3. upodobaniem (delectatio), 4. przyzwoleniem (consensus) i 5. czynem (opus).  Istnieją wąskie grupy zawodowe, które pornografię oglądać muszą, np. policjanci lub seksuolodzy rzeczoznawcy w sądzie, ale bardzo wątpię, czy przeżywają oni 3. upodobanie i następne punkty.

Czy policjant oglądający „na tony” pornografię po to, by ocenić, czy jest ona już karalna czy jeszcze nie popełnia grzech śmiertelny? Nie, bo nie czyni on tego w celach własnego pobudzenia seksualnego, miejmy taką nadzieję. Czy ginekolog oglądający nagie kobiety i ich narządy płciowe popełnia grzech ciężki? Nie, bo także nie robi on tego w celu lubieżnym, miejmy nadzieję, nawet jeśli pobudzenie seksualne, jako skutek uboczny mogło by nastąpić. Studenci medycyny przechodzą na zdaje się piątym roku różne staże wybierając sobie specjalizację i odbywając staż na ginekologii decydują, czy to coś dla nich czy też ani, a oceniający ich także takie kwestie oceniają.

Z w powyższych przypadkach pewnością zachodzi 1. ogląd (aspectus) i 2. poznanie (cogitatio), ale nie stopnie następne. Oczywiście uważamy, ze oglądanie pornografii z wiedzą i intencją jej oglądania jest grzechem ciężkim. Ale ma Pan w tej chwili tyle podprogowych informacji pornograficznych lub przynajmniej pobudzających seksualnie, bo pornografia jest terminem prawnym, a nie teologicznym, że prawie każdy z nas narażony jest prawie na nią wszędzie wszędzie: billboardy, internet, telewizja, dvd etc., to jest na punkty 1. i 2., jeśli chodzi o obrazy pobudzające zmysłowo. Ale tam, gdzie nie ma przyzwolenia woli (consensus), nie ma grzechu, tylko po co to oglądać, jeśli się wie o tym, co nas czeka i oglądać tego nie musi? Znałem niestety kleryków i księży, którzy chcąc  z przyczyn duszpasterskich być w stanie pewne rzeczy ocenić, wpadli w nałóg oglądania pornografii, miejmy nadzieję, że czasowo ograniczony. Dla prawie wszystkich mężczyzn jest to pewna droga do nałogu i równia pochyła, na skutek pracy męskiego mózgu. Św. Tomasz pornografii we współczesnym rozumieniu nie znał, bo w jego czasach nie było jeszcze druku, istniały co najwyżej nieprzyzwoite rysunki, mniej lub bardziej naturalistyczne, ale nie ma to większego znaczenia, co oglądano, gdyż pierwszym stopniem nieczystości (luxuria) jest właśnie ogląd (aspectus). Św. Tomasz przedstawia ten grzech zdecydowanie z męskiej pozycji, u kobiet chyba na równi z oglądem (aspectus) jest zapach, komplement etc. Tyle krótkich wyjaśnień.

Wprowadzenie do cyklu „Kościół i Asmodeusz” Don Pietro Leone. A. (3 z 3) Materia ciężka. Natura. Hierarchia de sexto


enhanced-buzz-23785-1458319648-8

Czym jest „materia ciężka”?

Wszystkie czynności seksualne charakteryzują się tym, że ich materia, to znaczy, to, o co w nich chodzi, jest ciężka. Aby zaistniał grzech musi nastąpić przekroczenie przykazania Bożego lub przykazania kościelnego. Zatem jeśli nie ma przykazania Bożego lub kościelnego, które się od tego pierwszego wywodzi, to i grzechu nie ma. I tak na pytanie:

Czy zakreślanie własnych książek flamastrem żółtym zamiast pomarańczowego jest grzechem?

Czytaj dalej!