Correctio filialis po polsku


peter-and-paul-10

Dla niecierpliwych zamieszczamy poniżej plik pdf z polską wersją Correctio filialis w tłumaczeniu FSSPX, które się ośmieliło wystąpić po czterech latach przeciwko Franciszkowi, odkąd ich przełożony biskup Fellay Upomnienie synowskie podpisał.  Oczywiście lepiej później niż wcale, bo korekty formalnej ze strony kardynałów i biskupów możemy się „z przyczynym pastoralnej roztropnośći”, to jest dbałości o własnej stołki nie doczekać.  W sumie Correctio filialis  zawiera bardziej skróconą wersję tego, co znajdowało się w Liście 45 teologów z poszerzeniem o tematykę modernizmu. Z czasem Upomnienie synowskie przedstawimy w odcinkach z własnym komentarzem, a dla niecierpliwych zamieszczamy je w formie oryginalnej, żeby każdy mógł sobie poczytać.

 

Correctio filialis po polsku

Reklamy

Franciszek prawdę Ci powie lub o co chodziło w reformie liturgii?


Reforma liturgii

Jak wynika z doświadczenia egzorcystów lub ludzi doznających dręczeń demonicznych, diabeł – kłamca – może być źródłem prawdy pod warunkiem, że czyta się jego wypowiedzi poprzedzone negacją („Nie jest tak, że ..”) lub czyta je na wspak, jak sławne backmasking przy słuchaniu utworów zespołów satanistycznych.

Ponieważ przyjmujemy aż do momentu przedstawienia dowodów pozytycznych za tą tezą lub za tezą przeciwną, iż papież Franciszek jest na 99,9%:

  1. niekanonicznie wybranym antypapieżem,
    1. przemyślenia własne,[1]
    2. przemyślenia cudze,[2]
  2. opętanym,[3]
  3. sodomitą,[4]
  4. Czytaj dalej!

Opętanie, opętanie … ale czy to dziwi?


32f87ed5912fc4c8ebba1c1efc3d702b--renaissance-art-medieval-art

 

Wczoraj przeglądając internet piszący te słowa natknął się na dwa filmy potwierdzające naszą tezę o opętaniu Bergoglio. Pierwszy z nich ukazuje jakieś hipnotyzerskie właściwości antypapieża Franciszka, porównywalne chyba do pokazów hipnozy lub występów charyzmatyków wpędzających demony. Proszę zaobserwować przerażoną twarz drugiego chorego z wózku, co komentuje autor filmu. Ludzie upośledzeni umysłowo często są dużo bardziej wyczuleni na sprawy duchowe od osób normalnych, najwyraźniej źle ustawiony intelekt mniej im przeszkadza, skoro go nie mają. Człowiek w wózku wpatruje się w coś, przypuszczalnie w oczy Bergoglio i jest przerażony. Faktem jest także, że ludzie chorzy psychicznie lub upośledzeni mają bardzo dobry odbiór mowy ciała oraz trafnie odbierają aurę osoby na podstawie swoich odczuć.

 

Interesujący jest także drugi film, w którym papież recytując Ojcze nasz od 1:18 mówi, jak się zdaje, „hell”, zamiast „heaven” (można przewinąć i posłuchać) i nie jest w stanie dokończyć modlitwy lub nie chce jej dokończyć.  Proszę zwrócić uwagę na niesłychanie znudzony głos „papieża”, któremu się modlić po prostu nie chce. Niemożność modlenia się lub przekręcanie słów modlitwy, szczególnie w bluźnierczym celu, jest niestety częsty objawem opętania. Więc wydaje się, że nasza teza o opętaniu Franciszka w połączeniu z jego:

  • herezjami,
  • bluźnierstwami,
  • skatologią,
  • odmową klękania przed Najświętszym Sakramentem,
  • umiłowaniem towarzystwa ateistów i homoseksualistów,
  • destrukcją Kościoła

się zgadza.

 

Renesansowe awantury w Watykanie w ujęciu Hilary White


01b5ba0d04b7cbfe6e90e41b505866c5

Niniejszym prezentujemy artykuł Hilary White Droga do Rzymu oraz Panowanie Papieża Piotra II? zamieszczony w The Remnant w tłumaczeniu naszego czytelnika Petrus Vratislaviensis z uzupełnieniami redakcji. Rzeczony artykuł, który omawia możliwe losy Kościoła po pontyfikacie Franciszka, jest w sumie jeszcze bardziej skandaliczny od naszego wpisu na temat nocnych wycieczek Bergoglio. Posiłkuje się on jednak tą samą metodą zebrania dostępnych wiadomości i ułożenia ich w logiczną całość o dużej dozie prawdopodobieństwa. Ponieważ Hilary White żyje we Włoszech, jako dziennikarka pracowała kilkanaście lat w Watykanie, to posiada ona różne kontakty rzymskie, których my nie posiadamy, a które informują ją o tym, co w watykańskiej trawie piszczy. A co piszczy? To, że kardynał Parolin z błogosławieństwem Franciszka zniszczył katolicki Zakon Rycerzy Maltańskich głównie po to, by „zorganizować” sobie 30 milionów euro na przekupienie przyszłych kardynałów elektorów przy kolejnym konklawe. W to wszystko zamieszani są niemieccy biskupi oraz związani z nimi niemiecko-austriaccy Rycerze Maltańscy. Czy nie jest to bardziej skandaliczne od „życia prywatnego” Franciszka? A czy jest to prawda? Tego nie wiemy, ale wydaje się to wysoce prawdopodobne. Piszący te słowa o zakonach rycerskich wie mało, poznał kiedyś kogoś, kto do takowego należał, a który był na wszystkich poziomach swojego życia tak absolutnym tchórzem, że najwyraźniej zakonem coś kompensował.

Jednakże diagnoza, że przy likwidacji Zakonu Rycerzy Maltańskich w jego dotychczasowej formie chodzi o pieniądze nie może być aż taka mylna. A o jakie pieniądze konkretnie? Wydaje się, że Zakon ma pełnić funkcję nowego IOR, tj. banku watykańskiego, któremu obecne regulacje bankowe systemu SWIFT uniemożliwiają dotychczasowe operacje prania brudnych pieniędzy, bo niestety tym się IOR latami zajmował i nadal zajmuje. Tak, tak, wstyd. Różnym elitom, także finansowym, potrzebne są inne kanały, a cóż nadaje się do tego lepiej niż międzynarodowy Zakon ze statusem suwerennego państwa (sic!) z wysokimi koneksjami w świecie arystokracji, bankowości i kto wie, gdzie jeszcze. Przecież nasi rodzimi „żonglerzy finansowi” zakładali i zakładają różne „dobroczynne fundacje” po to, by wyprowadzić pieniądze ze skarbu państwa na Bahamy czy do innych oaz podatkowych. Oczywiście po drodze trzeba się dzielić i różnym ludziom opłacić, żeby nie zginąć powieszonym pod mostem, jak sławny bankier Banco Ambrosiano powiązany z bankiem watykańskim Roberto Calvi. Stare dzieje. Ale i nie aż tak stare, gdyż w grudniu 2014 prokuratura szwajcarska zajęła szwajcarskie konta bankowe zakonu franciszkańskiego (OFM) pod zarzutem prania brudnych pieniędzy, natomiast ówczesny generał zakonu Pater Rodrigez Carballo mianowany został przez Franciszka zarządcą komisarycznym  Franciszkanów Niepokalanej, po to oczywiście, by ten zakon zniszyć.  Zatem zakony służą już od dawna, mamy oczywiście na myśli czasy posoborowe do prania brudnych pieniędzy. A wracając do Zakonu Kawalerów Maltańskich to rzec trzeba, że nikt za darmo nikomu 30 milionów euro  nie daje po to, by ulokować je na jakichś mętnych kontach offszorowych w Nowej Zelandii. Przypuszczalny scenariusz, który przedstawimy w zdramatyzowanej formie, jest taki:

Chłopaki: Kogo na następnego papieża? Może Parolina?

Parolin: Może być, ale potrzebuję pieniędzy na zakup głosów.

Chłopaki: Dostarczymy, ale tym razem nie przez IOR, bo nam interpol na ręce patrzy, tylko przez Episkopat Niemiecki poprzez Kawalerów Maltańskich. Będzie dyskretniej.

Parolin: Ale tam się Festing stawia. Świętoszek.

Chłopaki: To wyrzucić.

Parolin: Zrobi się. (do Becciu) Cho no…tu …

Becciu: Tak jest szefie.

Parolin: Festinga wyrzucić, Zakon przejąć, mnie 30 milionów euro wręczyć. Dam ci na cukierki.

Becciu: Tak jest.

Może tak to przebiegało, a może poziom językowy był jeszcze niższy, patrz rozmowa Michnika z Rywinem. Z kanonicznego i teologicznego punktu widzenia taki wybór papieża byłby nieważny z powodu świętokupstwa oraz zmowy. W Rzymie mamy zatem renesansowe awantury, które były zdecydowanie przedsoborowe, bo miały miejsce nawet przed Soborem Trydenckim.

Ponieważ Hilary White od lat w intrygach rzymskich siedzi, dlatego wydaje jej się, że wszyscy wszystko wiedzą, przez co stosuje mnóstwo skrótów myślowych ze szkodą dla zrozumiałości tekstu. Dlatego też uzupełniliśmy to i owo żywiąc nadzieję, że nasze komentarze czytelnikom pomogą.

Jak zakończyć pozytywnie ten wpis? Odmówmy we własnej intencji Litanię do Serca Pana Jezusa, żeby nam przynajmniej nie zaszkodziło, a „chłopaki z Watykanu” niech martwią się sami o siebie.

P.S. O oto najnowszy dowód, że nasze i Hilary przypuszczenia nie są wyssane z palca. Taki jest najwyraźniej klucz kreowania kardynałów przez Franciszka: uczestnictwo w obrocie gotówką i kto wie w czym jeszcze. Kyrie eleison!

 

Franciszek wymyka się nocami z Watykanu. W jakim celu?


288FD29400000578-3073882-image-a-98_1431360936342

Dzisiaj na niemieckiej glorii.tv znaleźć można informację meksykańskiej telewizji estella.tv o tym, że papież Franciszek, a w sumie antypapież,

  • wymyka się nocami z Watykanu,
  • przebiera się za zwykłego księdza i
  • odwiedza „bezdomnych”,
  • aby im „pomagać”.

Nie jest to wiadomość nowa, gdyż o tym, iż Franciszek „służy bezdomnym” ze znakiem zapytania na końcu informowała już prasa w roku 2013.[1] Inne źródła prasowe donosiły o tym, iż Bergoglio podczas nocnych wycieczek po ulicach Rzymu „daje pieniądze ubogim.”[2] Zatem owo wymykanie się trwa już od początków pontyfikatu Bergoglio, o czym informował również już w 2013 roku na swój niestety dosyć agresywny sposób bloger mundabor sugerując po prostu, że Bergoglio korzysta z usług prostytuujących się w nocy mężczyzn i odwiedza w tym celu gejowskie bary. Czytaj dalej!

„Wiedzą sąsiedzi …” lub czy Franciszek jest opętany?


demon

W związku z nieszczęsną rocznicą czterech lat wyboru Jorge Bergoglio na papieża w internecie i przypuszczalnie też w prasie, której nie mamy czasu czytać, pojawiają się wspomnienia pierwszych chwil tego pontyfikatu i sławnego „Dobry wieczór”. Jako reprezentanta pewnych odczuć i poglądów przytoczymy fragment „rocznicowego” artykułu Stevena Skojeca:

Nigdy o nim nie słyszałem. Nie znałem nawet jego nazwiska. Jak większość katolików podeszłem do konklawe z poczuciem oczekiwania pełnego nadziei. Ale odczucie, które naszło mnie, gdy ujrzałem człowieka, którego wybrali kardynałowie było niesamowiecie mocne. Było to odczucie lodowatego przerażenia. Gdy patrzyłem na niego, jak stał i patrzył na tłum, usłyszałem w swoim umyśle nieproszonych ale wyraźnych siedem słów: „Ten człowiek nie jest żadnym przyjacielem Tradycji.”

Moje odczucie, które wywołał ten człowiek umiejscowiło się na poziomie wnętrzności. Było tak silne, że odwróciło mą uwagę od czegokolwiek innego.

Było coś w jego twarzy. W sposobie w jaki patrzył na zebrany tłum. Było coś …niewłaściwego w jego oczach. To co ujrzałem, to, o czym myślałem, że ujrzałem, było czymś innym [obcym] patrzącym przez tę nieczytelną maskę [twarzy]. Czymś triumfującym, wyniosłym, pogardliwym, łypiącym okiem ze szczytu, na który weszło po długiej i ciężko stoczonej bitwie. Było to niesamowicie dziwne.

Gdy patrzę w tej chwili ponownie na to zdjęcie [z balkonu] nie dostrzegam niczego specyficznego w wyrazie tej twarzy. To, co ujrzałem, było, jak sądzę, nie tyle czymś fizycznym, ile raczej duchowym wglądem [w rzeczywistość]. Byłem tak wybity z równowagi, że musiałem zwalczać mdłości. […]

Od tej pierwszej chwili, chociaż próbowałem pozbyć się tego wrażenia i poddać się władzy rozumu, jak czyniło to wielu katolików, doszedłem do wniosku, że moje odczucie było znakiem łaski. Ostrzeżeniem od Boga, że będzie to pontyfikat o potwornych konsekwencjach.

Tyle Steven Skojec. Piszący te słowa miał podobne odczucia, miało je sporo innych osób i blogerów. Moment wyjścia na loggię nowowybranego papieża pamięta dobrze, bo był właśnie po bardzo intensywnym pouczeniu braterskim, którego musiał komuś udzielić i wrócił do domu psychicznie wycieńczony, podminowany i przez to intensywnie nastawiony na odbiór czegokolwiek, jak ma to miejsce podczas większego stresu. Dlatego pamięta wrażenie jakby chłodu czy zmrożenia, gdy ujrzał postać Bergoglio, co jest wyrażeniem metaforycznym, a nie doznaniem fizycznym, a do głowy przyszły mu słowa: „To jest człowiek zatracenia”. Nie przeżył zatem tego momentu tak intensywnie jak Steven Skojec, ale wrażenia miał podobne, które także próbował długo zamiatać pod dywan, że aż tak źle nie będzie, jak niestety jest.

Piszący te słowa może stwierdzić, że po odkryciu Tradycji i modlitwy Trydenckimi Brewiarzami jego umiejętność rozeznania duchów czy znajomości ludzi bardzo się wyostrzyła, co oczywiście nie oznacza, że jest nieomylny i nie może błądzić. Nie twierdzi też, że wyczuje opętanego 100 m pod wiatr, chociaż kilka dobrych trafień już miał i jakoś coraz bardziej te kwestie wyczuwa. Jak na razie miał do czynienia jedynie z dwoma osobami, które miały umiejętności paranormalne i być może spotkał w sumie czterech opętanych, czego pewny nie jest do końca pewny, bo manifestacji opisanych w Rituale romanum nie było. Pewność opętania dają bowiem manifestacje demoniczne podczas egzorcyzmu, którego przecież nie przeprowadzi, bo nie jest księdzem, ale różne symptomy opętania rozpoznać można i przedtem. W przeciwieństwie do naszych różnych „siostrzanych” lub „bratnich” stron my nie mamy pewności, że nasi adwersarze „na pewno są opętani”, chociaż takiej możliwości nie wykluczamy. Co ciekawe osoby o to podejrzewane bardzo się o to obrażają, jakby były na czymś przyłapane oraz bardzo intensywnie takim zarzutom zaprzeczają. I tak pewna niemieckojęzyczna bloggerka odznaczająca się zarówno niesamowitą przenikliwością swoich teologicznych analiz oraz mocno feminizmem podszytą nienawiścią w odpowiedzi na delikatną sugestię autora tych słów, że być może wybrałaby się do egzorcysty, odparła, że jest to karalne sądownie pomówienie, że może zaskarżyć, że to grzech tak o kimś pisać. Taka bardzo emocjonalna reakcja wskazywała, że trafiło się, nie po raz pierwszy, w bardzo czułe miejsce. A skąd takie przypuszczenie odnośnie opętania osoby i to nie tylko autora tych słów? Stąd, że zarówno jej analizy i komentarze teologiczne były ponadprzeciętnie trafne, inteligentne, świadczące o wielkiej znajomości i zażyłości z sacrum, była jednak także dzika i bezwzględna nienawiść, wizja anarchii, upadku Kościoła pozbawiona jakiejkolwiek nadziei i osłody również. Po prostu sprawiało to wrażenie czegoś ponadnaturalnego i niestety złego. Jakby perspektywy upadłego anioła, który nią kierował. Nie były to zatem wpisy, które można by skwitować:

„Histeryczna baba, chociaż bystra”.

Było to coś więcej. Oczywiście wspomniana osoba zarzuciła autorowi tych słów, że opętanym jest on i skąd to on ma uprawnienia do stawiania diagnoz. Co ciekawe to właśnie to stwierdzenie, które padło nie w kontekście jej osoby, ale czegoś innego, dało podstawy do podejrzenia jej opętania. Piszący te słowa odparł na ten zarzut, że poznał trzech egzorcystów, jeden był jego spowiednikiem, chociaż nie wiedział o jego egzorcystycznej działalności, sam dał się nawet pewnemu egzorcyście w czasie bardzo silnych dręczeń ocenić i nic. Opętanym nie jest, musi się męczyć dalej.  Nie uważa on jednak takiego pytania za obraźliwe i bywały chwile, że sam się nad tym zastanawiał, chociaż symptomów opętania nie miał, ale silnego dręczenia. Tyle, drodzy czytelnicy, uspakajających uwag, że znajdujecie się w dobrych rękach, człowieka, który choć sam nie jest opętany, na różne kwestie jest wyczulony i wyczula się coraz bardziej. A jak Pan Bóg opętanie dopuści, to trudno, to dopuści, nie ma się czego bać.

Biorąc pod uwagę doświadczenia osobiste także innych byłych i obecnych współpracowników naszej redakcji wydaje nam się, że jesteśmy na sprawy duchowe wyczuleni, a nasze diagnozy i analizy nie są aż tak chybione. Jednak tak subtelne odczucia należy weryfikować, o ile się da także naukowo, i dlatego cieszy nas ilekroć znajdziemy potwierdzenie naszych najgłębszych i najsubtelniejszych podejrzeń. A jakie to podejrzenia? A takie, że sądzimy, iż papież Franciszek jest opętany, a „tym czymś”, co wyjrzało z niego był, jak się zdaje, jakiś wysoko postawiony demon. Piszący te słowa sam miał kiedyś podobne przeżycie z dosyć znanym duchownym, którego nie wymieni, bo mu nikt nie uwierzy i przeżył coś podobnego. Coś jakby z tego duchownego na chwilę wyjrzało i popatrzyło pełnym nienawiści spojrzeniem na autora tych słów (któremu na wspomnienie tego wydarzenia właśnie przeszły ciarki po plecach), jakby przebiło powłokę, jakby odkleiło pierwszą warstwę i wyjrzało przez oczy. Całe zajście trwało może sekundę, ale wspomnienie pozostaje żywe do dziś. To, coś miało rację tak patrząc, bo i w tym wypadku piszący te słowa wywołał sporą awanturę, a demony już swoje wiedzą. Jednakże pomijając pierwszą chwilę na balkonie autor tych słów żadnych innych doświadczeń z Franciszkiem nie miał, telewizji nie ogląda, więc być może brak przeżyć bierze się z braku okazji.  Jakby nie było opętanie Franciszka jest dosyć prawdopodobne, co pisaliśmy już w innym miejscu. A jakie mamy ku temu przesłanki:

  1. Wstręt przed sacrum („Karnawał się skończył”), nie klęka, nie udziela komunii.
  2. Noszenie dziwnego „księżycowego krzyża” pełnego okultystycznej symboliki.
  3. Mieszkanie w domu św. Marty.
  4. Rzekome pragnienie opuszczenia Rzymu[1].
  5. Otaczenie się homoseksualistami i innowiercami.
  6. Niestosowne zachowanie (opowiadanie o perwersjach seksualnych, podobno niesamowicie silne ataki złości).
  7. Herezje i okultystyczny spektakl 8.12 w Watykanie.

Wstręt do sacrum może być oznaką opętania, ale pewności nie daje. W sumie wszystkie wymienione powyżej punkty 1. do 4. dotyczą szeroko pojętego wstrętu do sacrum, bo w samych apartamentach papieskich jakieś pozostałości świętości być muszą, pełno tam poświęconych przedmiotów i relikwii, jak i w całym Rzymie. Podobno osoby opętane pielgrzymujące do Rzymu miewają stałe manifestacje z powodu dużej ilości wszechobecnych relikwii. Także nie każdy heretyk był opętany, chociaż żaden święty herezji nie głosił (I dlatego JP2 nie był świętym). W przypadku opętania Franciszka nie oznacza to, że Bergoglio nie jest on odpowiedzialny za swoje czyny i decyzje, bo opętani mają wolną wolę i mogą się nawrócić, jeśli tego chcą. Natomiast w przypadku Franciszka wydaje się, że istnieje pełna i bezpośrednia współpraca ze złym, dzięki której Bergoglio znalazł się rzeczywiście na szczycie Kościoła. Zatem czy opętany czy nie, na jedno w sumie wychodzi, bo szkodzi. Ponieważ każdy człowiek ma wolną wolę, a wychodzenie z opętania trwać może latami, toteż nie możemy niestety Franciszka złapać i wyegzorcyzmować, bo on sam musiałby tego chcieć.

Jednak główny problem polega na tym, że nie mamy z nim styczności na codzień i nie widzimy jego zachowania. I dlatego, dzięki Opatrzności Bożej, zaprezentować możemy tutaj pewien film, znaleziony w otchłaniach internetu, w którym jakaś pani, jak się zdaje ekspert od mowy ciała, analizuje mowę ciała Bergoglio. Film trwa 20 minut, nie jest najlepszej jakości, a głos mówi po angielsku, więc będzie on raczej przydatny dla osób znających ten język. Jednak nawet jeśli ktoś angielskiego nie zna, to patrząc na sam film, może z autotranslatorem youtube, zobaczy coś mocno dziwnego. Autorka filmu stwierdza, że ilość lików tego filmu wyniosła dokładnie 666, co jest dosyć dziwne, a Bergoglio po prostu nie zachowuje się jak normalny człowiek. Nie patrzy w kamerę, najwyraźniej by uniknąć, by sfotografowano mu oczy (2:48), zupełnie nie interesuje się albumem Leonardo di Caprio (9:12), ale ożywa na widok koperty (12:47). Wniosek autorki przedstawiony w minucie 17:35 jak taki, że

„osoba, którą znamy jako Franciszek jest zupełnie inna za zamkniętymi drzwiami”.

Co potwierdza plotki i nasze podejrzenia opętania. Ostatni przemarsz przez tłum Franciszka ukazuje jak bardzo obojętni są mu ludzie. W innych momentach filmu trudno ukryć mu pogardę, która maluje mu się na twarzy. Sprawia wrażenie bardzo zimnego, odpychającego i fałszywego człowieka. Wydaje nam się, że materiał filmowy potwierdza zarówno pierwotne odczucia Skojeca jak i autora tych słów, że we Franciszku coś siedzi, co nim steruje i od czasu do czasu wygląda przez oczy, które pragnie  z tych powodów ukryć.  Ponieważ film zrobiony został nie przez katoliczkę, ale eksperta od mowy ciała, toteż ukazuje on ujęcie rzeczywistości, większości z nas niedostępne. Prawie wszyscy, o ile słyszymy, koncentrujemy się przy mówcy na jego słowach, które analizujemy. Osoby niesłyszące, nieznające danego języka lub mało inteligentne nie są w stanie śledzić wypowiedzi, mogą za to bardziej przyjrzeć się mowie ciała i dlatego niekiedy dużo trafniej odgadują zasadnicze przesłanie od tych, którzy je rozumieją. Oto tajemnica tzw. kobiecej intuicji lub instynktu. Większość kobiet mocno odczuwa emocje i jest w stanie lepiej poznawać mowę ciała niż większość mężczyzn, szczególnie wtedy, gdy nie rozumieją co się do nich mówi, co się też zdarza. Nie rozumieją treści, ale odgadują emocjonalną intencję. Tak, drogie Panie, zostałyście zdemaskowane. A mówiąc serio mowa ciała nie kłamie, tylko mało kto jest w stanie bezstronnie ją rozpoznać. I dlatego wydaje nam się, że załączony materiał filmowy tezę o opętaniu Bergoglio raczej potwierdza niż obala.

[1] http://www.katholisches.info/2017/01/ist-papst-franziskus-auf-der-suche-nach-einer-neuen-residenz/

Dlaczego hierarchowie milczą? Bo ich Franciszek szantażuje!


2-R40-T1-1500-2 JS nach Bosch(?), Die Hoelle, Det. Monogrammist JS (nach Hieronymus Bosch?). 'Die Hoelle'. Ausschnitt. Gemaelde Venedig, Dogenpalast. E: JS after Bosch (?) / Hell / detail Monogramist JS (after Hieronymus Bosch?). 'Hell'. Detail. Painting. Venice, Palace of the Doge.

Wczoraj piszący te słowa przeczytał ostatni wpis Ann Barnhardt, który poraził go swoją logiką i jasnością oraz dostarczył ostatecznej odpowiedzi na nurtujące go pytanie:

Dlaczego wszyscy biskupi milczą wobec Amoris Laetitia?

Panna Barnhardt twierdzi, że milczą dlatego, ponieważ wszyscy hierarchowie, przez co rozumie biskupów, arcybiskupów, monsignore i kardynałów:

  1. albo sami są homoseksualistami;
  2. albo mają inne grzechy seksualne na sumieniu;
  3. albo nie zrobili wystarczająco dużo, by ukrócić homoseksualizm, pederastię, pedofilię czy inne zboczenia w swoich diecezjach.
  4. Czytaj dalej!