Wolno modlić się Wielkim Egzorcyzmem prywatnie


7557355912_e51db6b907_b

Być może kilku czytelników pamięta spory i awanturę związaną zastrzeżeniami niektórych osób i „kapłanów Tradycji” wobec naszej porady, by w razie dręczeń demonicznych samodzielnie modlić się nad samym sobą lub nad swoimi bliskimi Wielkim Egorcyzmem. Podobno niektórym znanym egzorcystom aż włosy się na taką radę zjeżyły, ale my pozostajemy przy swoim. Dlaczego? Ponieważ to działa, a ktoś modlić się musi. A czy diabeł nie będzie się mścił? Będzie, ale raczej będzie próbował to udaremnić, jednak Pan Bóg mocniejszy i trzeba diabłu pokazać, kto tu, z Bożą pomocą, rządzi.

Argument z Augustyna Poulain SJ

Piszący te słowa nie jest zawsze pewny swoich racji, raczej długo sprawdza aż się na jakiś temat wypowie, ale jak już pewność zyska, to nie da się tak łatwo zbić z tropu. Argument, że „jeden egzorcysta powiedział”, jest taki sam jak agrument, że „jeden teolog w internecie napisał”. Można przecież błądzić w dobrej wierze, co dotyczy nas wszystkich. Dlatego bardzo cieszymy się, że możemy zaprezentować poparcie naszej tezy. Uczynimy to w postaci skanu fragment książki o. Poulaina SJ, Łaski modlitwy. W Chrystusie Odkupicielu, Poznań 1966. Jest polskie tłumaczenie polecanej przez nas książki, nabytej opatrznościowo przez kilku czytelników, gdzie na stronach 450-451 o. Poulain SJ podaje:

Zatem:

  • Sama osoba osaczona/dręczona może odmawiać Wielki Egzorcyzm nad sobą (s. 450).
  • Kapłan może odmawiać Wielki Egzorcyzm nad osobą dręczoną, nie tylko opętaną (s. 451).
  • Co jest sprzeczne z tym, co, w przeciwieństwie do nas, podaje większość współczesnych egzorcystów.
  • Mimo to o. Poulain SJ ma rację, bo żadnego formalnego zakazu odmawiania Wielkiego Egzorcyzmu nie ma.[1]
  • A wiele autorytetów teologicznych na taką praktykę zezwala.

A jeśli się ktoś żachnie, że kim to ten Poulain jest, by być autorytetem, to odpowiemy, iż cytowaną tutaj pozycję, a konkretnie piąte jej wydanie, w imieniu Piusa X w roku 1907 polecał, Sekretarz Stanu, kardynał Merry de Val, a w roku 1904 pierwszym wydaniem zachwycał się zdecydowany antymodernista kardynał Andreas Steinhuber, który przyczynił się do wydania sławnej encykliki Pascendi.  Zatem już lepiej, bardziej katolicko, prawowiernie i antymodernistycznie nie można. Jeżeli zatem o. Poulain SJ pisze, że przy dręczeniach samodzielnie można modlić się Wielkim Egzorcyzmem, a kardynałowie Merry de Val i Steinhuber to w imieniu Piusa X. taką pozycję aprobują, to znaczy, że wolno.

Argument z brewiarza kapłańskiego Piusa X.

Drugim argumentem, nieco niewprost, przemawiający za tym, iż fragmentami nakazującymi Wielkiego Egzorcyzmu modlić się można, są modlitwy zamieszczone w wydaniu Brewiarza Piusa X. Divino afflatu[2] wydawnictwa Pustet z Ratyzbony z 1922 roku. Piszący ten fragment Wielkiego Egzorcyzmu odkrył niedawno, skoro na codzień modli się Brewiarzami Trydenckimi z lat 1890-tych, gdzie tego egzorcyzmu nie ma. I tak zarówno część zimowa (pars hiemalis) wspomnianego wydania brewiarza, jak i jego część letnia (pars aestiva), zawiera w części modlitw prywatnych takich jak modlitwy odpustowe, modlitwy kapłana przed mszą i po mszy, litanie etc. fragment Wielkiego Egzorcyzmu przeciwko szatanowi i aniołom upadłym (Exorcismus in satanam et angelos apostaticos). Część tak odpowiada stronom 345-347 naszego wydania Rituale, zatem chodzi o Caput 3 – Rozdział 3. We wspomnianych brewiarzach nie ma jakiegokolwiek zakazu odmawiania modlitw Egzorcyzmu, ani żadnych obostrzeń ich dotyczącym. Znajdują się one na równi z innymi modlitwami do odmawiania prywatnego takimi jak: Modlitwa o wyproszenie dobrej śmierci (Oratio ad impetrandam bonam mortem) czy Modlitwa św. Franciszka Ksawerego. Skoro zatem wspomniany Egzorcyzm umieszony został na końcu brewiarza, to jest na podorędziu, to najwyraźniej po to, by go móc regularnie odmawiać.

„Ale to jest brewiarz kapłański”, doda ktoś, „tylko dla kapłanów”.

Owszem, to  wydanie jest akurat brewiarzem kapłańskim, a nie zakonnym. Zostało ono zatwierdzone przez biskupa Ratyzbony w 1922 roku, który nie zatwierdziłby przecież czegoś niezgodnego z nauką Kościoła, jak „nielegalny egzoryzm”, bo rzecz działa się przed Soborem. Wspomniane wydanie brewiarza przeznaczone jest dla kapłanów diecezjalnych, bo brewiarze zakonne są miejscami bardziej rozbudowane, ale przecież nie tylko kapłani odmawiali brewiarz. Czyniły to także osoby pozbawione wyższych święceń, takie jak: klerycy, zakonnicy, zakonnice i świeccy. Zatem przyjąć trzeba, iż umieszczenie tekstu Wielkiego Egzorcyzmu w brewiarzu, który odmawiać mógł każdy, czyni egzorcyzm ogólnodostępnym, co nie byłoby możliwe wtedy, gdyby odmawianie go było objęte zakazem.

„A jakie, na Boga, modlitwy mogą być zakazane?”, pytamy.

„Te, które się diabłu nie podobają,” odpowiadamy na własne pytanie, „bo on za tym bzdurnym rozumowaniem stoi”.

A czy wszystkie wydania brewiarza w tamtym okresie ten Egzorcyzm zawierały? Tego nie wiemy, bo ich wszystkich nie posiadamy, dwa inne egzemplarze brewiarza Piusa X. są wypożyczone, więc można do nich zajrzeć. Jednakże wspomnianego Egzorcyzmu nie zawiera rzymskie wydanie brewiarza Piusa X., przeznaczone dla Zakonu Karmelitańskiego wydawnictwa Marietti, Rzym 1940, który nabyliśmy, żeby było jeszcze bardziej międzynarodowo, we Francji z pozostałości po obumarłych francuskich karmelitankach. Być może to wpływ kardynała Bei SJ, który zaczął dochodzić do władzy właśnie w latach 1940-tych, i jego „postępowych” pomysłów sięgnął właśnie tego wydania? Tego obecnie nie wiemy, ale warto sprawdę przebadać, kiedy to Wielki Egzorcyzm zaczął z brewiarzy znikać i dlaczego. Dobry duch za tym z pewnością nie stał, tylko zły.

Reasumując stwierdzić trzeba, że nie ma żadnych przeciwskazań ku temu, by odmawiać Wielki Egzorcyzm w potrzebie, nawet będąc świeckim.

Może być co najwyżej tak, że jeśli dwie osoby o tym samym stanie świętości, świecki i kapłan, odmawiać będą Wielki Egzorczym, to modlitwy kapłana będą bardziej skuteczne, gdyż ma on dodatkowy sakrament i przez to więcej łaski. Jest też możliwe, że kapłan będzie miał lepszą ochronę przed złym duchem na mocy tegoż kapłaństwa, ale niekoniecznie tak być musi. Wiemy z różnych źródeł i doświadczeń nie tylko własnych, że Wielki Egzoryzm jest bardzo skuteczny, więc trzeba go stosować, bo nikt inny tego za nas nie uczyni.

Skąd ten krzyk?

Jeżeli mamy rację, a mamy, to skąd ten krzyk i domniemany zakaz modlenia się Wielkim Egzorcyzmem. Po pierwsze od złego ducha, a po drugie, księża, który nas krytykują najwyraźniej nie rozróżniają pomiedzy

(a) Odmawianiem egzorcyzmu

a

(b) Odprawianiem uroczystego egzorczymu

oraz

(c) czują się przez to, że inni się też Egzorcyzmem modlą, mniej ważni.

O rozróżnieniu pomiędzy (a) i (b) była już mowa w innym wpisie, a na temat (c) będzie teraz kilka uwag. Każdy lubi czuć się ważnym, wyjątkowym, szczególnie, gdy może robić coś, czego innym nie wolno. Piszący te słowa zawsze widzi w momentach pisania o kwestiach demonologicznych teatralnie podniesioną rękę ks. Piotra Glasa (jak tu) opowiadającego o swoich demonicznych zmaganiach, co autora tego wpisu mocno bawi i każe zastanawiać się, czy i nie on sam tak kiedyś, co nie daj Boże, nie skończy. Teologia mówi nam co prawda, że demon reaguje na znak krzyża, ale nie reaguje na teatralne gesty, które może go też śmieszą, ale zostawmy to. Autor tego wpisu słyszał kiedyś opowieść z ust pewnego lekarza, jak to w pewnym okresie psychologowie zaczęli dodatkowo studiować medycynę, by zostać psychiatrami, bo bolał ich ponoć brak pieczątki i niemożność wypisywania recept. Może i tak było, albo opowiadający o tym lekarz czuł się ważniejszy od psychologa, bo on akurat receptę mógł wystawić. Niekiedy jednak z ust księży usłyszeć można, że

 … nikt tego uczynić nie zdoła … nikt tego nie potrafi … tylko kapłan katolicki..(tylko ja…)

Piszący te słowa kapłanem nie jest, więc nie wie, jak to jest dokonywać Przeistoczenia czy odpuszczać grzechy. Nie wie zatem również, czy księża odczuwają w tych momentach jakąś moc i czy stają się jakimś odczuwalnym kanałem łaski. William H. Kennedy, zamordowany autor książki Lucifer’s Lodge – Satanic Ritual Abuse in the Catholic Church na temat satanizmu w Kościele zastanawia się na jej wstępie, czy księża nie są bardziej podatni na satanizm od innych, skoro przyzwyczaili się mieć w sobie „boskie moce”. O ile przy udzielaniu sakramentów przypuszczalnie niczego się nie odczuwa, gdyż kiedyś zwycięża rutyna, o tyle przy egzorcyzmowaniu kogoś od razu widzi się reakcję i wyniki. Dzięki temu poczucie mocy własnej może wydawać się wielkie.

„Ja, ksiądz, rozkazuję, a demony są mi posłuszne!”

Tak, tak, tak być nie powinno, ale jesteśmy tylko ludźmi. A tutaj okazuje się, że ktoś inny też demonom rozkazuje i też się go jakoś słuchają. A protestanckich egzorcystów się ewidentnie słuchają.

Moc relikwi

Gualberto3

Przecież w historii Kościoła nie tylko kapłani rozkazywali demonom, św. Antoni nie był kapłanem, nie była nim św. Genowefa, św. Katarzyna Sieneńska, ani też nie był nim św. Jan Gwalbert, opat (zm. 1079),[3] którego dzisiaj 12 lipca obchodzimy. Św. Jan Gwalbert (lewy obrazek) był, jak podaje w swojej demonologii Görres,[4] bardzo antydemonicznie skuteczny za życia,[5] a jeszcze bardziej po śmierci, gdyż jego relikwie w klasztorze Vallombrosa działały skuteczniej od niejednych egzorcyzmów. Co ciekawe relikwie św. Jana Gwalberta znajdują się także w Polsce, a mianowicie w parafii św. Jana Gwalberta i św. Tekli podkarpackich Stanach. Osoby z demonicznymi problemami mogą tam pojechać relikwi dotknąć i nam to opisać, jeśli się coś pozytywnego wydarzy. Piszący te słowa opętany nie jest, ale dwa razy w życiu rzeczywiście bardzo odczuł święte niejako „promieniowanie” relikwi. Pierwszy raz miało to miejsce w Wenecji, w kościele San Salvador z relikwiami pierwszego patrona tego miasta, św. Teodora, bo św. Marek nastał póżniej. Theodore_TyroŚw. Teodor (prawy obrazek) jest raczej mało znany, był męczennikiem za wiarę z dosyć krwawym męczeństwem, obchodzonym 9. listopada. Piszący te słowa czuł tak wielkie promieniowanie świętości tegoż świętego, że trudno mu było opuścić wspomniany  kościół. Drugie doświadczenia miało miejsce przy relikwiach św. Spirydona na Korfu, głównego i bardzo czczonego patrona tej wyspy.[6] Sądząc po ilość osób nawiedzających jego relikwie, które wystawiane są dwa razy dziennie, po ilości wot oraz po opowieściach handlarzy, które prawdziwe być nie muszą, św. Spirydon (obrazek poniżej), jeden z uczestników Soboru w Nicei (325), jest nadal bardzo skuteczny. SPYRIDONPiszący te słowa dotykając jego relikwii dwa razy, bo chciał zweryfikować pierwsze wrażenie, poczuł rodzaj duchowego, pozytywnego porażenia prądem, jakby wszedł z krąg jakiejś wielkiej świętości. Poprosił też św. Spirydona o pewną łaskę, która się niestety do dziś nie spełniła i obiecał, w razie spełniania, do świętego wrócić, wotum kupić, do księgi się wpisać i wotum zawiesić. Zatem relikwie działają, skoro tak bardzo są wyśmiewane, przypuszczalnie też antydemonicznie, może nie każde na każdego, bo innych prównywalnych doświadczeń („porażenia prądem”) z relikwiami nie-bizantyjskimi autor tych słów nie ma.  Polecamy zatem kontakt z relikwiami, bo nam to z pewnością nie zaszkodzi.

A wracając do nerwowych reakcji na naszą radę modlitwy Wielkim Egzorcyzmem, to  w grę wchodzić może jakaś demonologiczna zazdrość w władzę i wpływy, skoro takie lęki się rodzą. Bo przecież nie chodzi o troskę o wiernego, skoro można by rzec:

Jak go demon pogryzie, to się nauczy!

chodzi o władzę, którą każdy mieć lubi.

[1] https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/2017/05/20/czy-wolno-modlic-sie-wielkim-egzorcyzmem-wolno/ https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/2017/05/23/wielki-egzorcyzm-uzupelnienie-redakcji/

[2] To jest brewiarzu obowiącującym od 1911 do 1955.

[3] http://siomi1.w.interiowo.pl/12.lipca.html

[4] Görres, Joseph, Christliche Mystik, Vierter Band. Erste Abteilung, Bonn 1842. Historie o skuteczności relikwii św. Jana Gwalberta z klasztoru w Vallombrosa są najczęstczym przykładem skuteczności relikwii w tym tomie. Tamże, 27-37;

[5] Görres, tamże, 92-93. Por.  Hieronymus RadiolensisMiracula S. Joannis Gualberti,  s. 388. Auch darin zu finden: PL 147, 811-960.

[6] https://en.wikipedia.org/wiki/Saint_Spyridon

O dobrym samopoczuciu własnym i potępieniu wiecznym


608px-luca_signorelli_cappella_di_san_brizio_dannati_allinferno_04

Z aktualnej okazji odłączania komentarzy na blogu ogólnodostępnym, co stanowi kolejny krok na drodze likwidacji bloga ogólnodostępnego, polecamy wszystkim raz jeszcze poniższy wpis.

Świetnym przykładem relatywistycznego narcyzmu i jego konsekwencji są komentarze czytelniczki Evy, do naszego artykułu Małżeństwo po katolicku, czyli co zamiast Naturalnej Metody Planowania Rodziny, które można sobie przeczytać. Pani Eva 

  • argumentuje przyrodzoną sobie inteligencją,
  • w oparciu o dostępną sobie ograniczoną i wybiórczą wiedzę,
  • jest przekonana o swoich racjach, które prezentuje w sposób bezczelny,
  • nie chce zapoznać się z całością argumentacji przeciwnej, gdyż wymagałoby to intensywnej lektury, zakwestionowania swoich dotychczasowych przemyśleń
  • oraz wpłaty 10 złotych.

Pani Eva, jak większość ludzi, chce czuć się dobrze i do tego samopoczucia nagina świat, obrażając po drodze sporo ludzi. Ponieważ jednak antykoncepcja jest grzechem ciężkim, po którym idzie się do piekła, toteż o ignorancji niepokonalnej w jej przypadku mowy być nie może. Bo jak potrakować poważnie słowa tego typu:

A co do soboru Trydenckiego, do ktorego się Państwo odnoszą to polecam posłuchanie egzorcyzmów Annaliese Michel, ten sobór wyrządził wiecej zła niż dobra. [pisownia oryginalna]

A to dzidzia powiedziała i potupała! No, no. Najwyraźniej nasza polemiczka Eva za dobrze tych egzorcyzmów, które odbywały się w latach 1973-1976 nie słuchała, bo mowa jest tam o Soborze Watykańskim II (1962-1965), a nie o Soborze Trydenckim, który odbył się w latach 1545-1563, jeśli jest to w ogóle jakiś argument. Bo dlaczego demony, o ile im wierzyć i wierzyć w to, że są i że mówiły, miałyby w latach 1973-76 mówić o Soborze z lat 1545-63, skoro po drodze był jeszcze Sobór Watykański I (1869-1870)? I jaka z tego nauka? Że trzeba sprawdzić fakty, zanim się tutaj coś na blogu skomentuje, że nie warto „uczyć ojca pacierza”, a równia: półprawda, ćwierćprawda do  g… prawda jest bardzo pochyła.

I dlaczego pani Eva, która popełnia tak śmieszne błędy, się na naszą Redakcję tak rzuca?

Bo nie ma pojęcia, o czym pisze, a wydaje jej się, że ma, a poprzez swoje zachowanie odcina się od jedynego źródła wiedzy, które mogłoby te jej poglądy sprostować.

A dlaczego tak robi?

Bo nie jest w stanie przewidywać konsekwencji swoich zachowań, bo chce się czuć dobrze, bo chce być górą, bo chce być z siebie zadowolona, że nam tak nosa utarła. O! I tak robi od lat we wszystkich dziedzinach swojego życia, bo inaczej by się i tutaj tak nie zachowała. 

A czy to warto tak tę biedną kobietę flekować, która nie ma możliwości się bronić?

Warto, bo jest to napiętnowanie przykładu relatywistycznego narcyzmu na konkretnym przykładzie. Kobieta ta nie jest „biedna”, tylko zadowolona z siebie i bezczelna, a jeśli nikt jej zachowania nie upomni, to ona w takim stanie umrze. Do końca z samej siebie zadowolona, mniemając, że jest „dobrą katoliczką”. Może w chwili śmierci przypomni sobie tę wymianę zdań, może ten nasz komentarz w jej i nie tylko jej życiu zmieni, bo jak pójdzie do piekła, bo przynajmniej piszący te słowa nie będzie jej miał na sumieniu, skoro ją przestrzegł. 

Opisana w poniższym wpisie historia z potępieniem „bardzo pobożnej osoby” jest niestety prawdziwa, osoba ta jest względnie była publiczna, więc więcej informacji nie ujawnimy.

A skąd wiemy, że potępienie miało miejsce?

Bo autor tego wpisu zna kogoś, komu wierzy, że tamten nie kłamie, nie zmyśla i jest zdrowy psychicznie, a kto miał wizję potępienia „bardzo pobożnej osoby”, zupełnie taką samą, o jakiej przeczytać można w średniowiecznych legendach (legenda – „rzeczy do czytania”) lub w podaniach o cudach, wizjach, przeżyciach NDE, które zebrał choćby Caesarius z Heisterbach w swoim Dialogus miraculorum lub uczynili to inni autorzy. 

A jeśli to niby wiarygodne źródło kłamie lub wizja pochodziła od złego ducha?

To trudno, nie możemy tego zweryfikować, a wówczas trzeba przyjąć lub mieć nadzieję, że „bardzo pobożna osoba” trafiła mimo wszystko do czyścca.

Ale co jeśli to prawda? Jeżeli wizja jest prawdziwa, a osoba ta została potępiona?

Spróbujmy odpowiedzieć stopniowo:

Czy można w ogóle trafić do piekła?

Można.

Czy są w historii Kościoła precedensy osób, które uchodziły za dobre i bardzo pobożne, a zostały potępione?

Są, opisuje je choćby wspomniany Caesarius z Heisterbach, ale także takie dzieła (źródła za Aron Guriewicz, Problemy średniowiecznej kultury ludowej, Warszawa 1987) jak:

  • św. Grzegorz Wielki, Listy (PL 54)
  • św. Grzegorz z Tours, O cudach św. Marcina. List (PL 71)
  • św. Grzegorz z Tours, Księgi cudów (PL 71),
  • św. Grzegorz z Tours, Księga o chwale błogosławionych wyznawców (PL 71)
  • Rudolf z Schlettstadt, Historie godne pamięci 
  • inni.

A czy potępienie „bardzo pobożnej osoby” z czysto teoretycznej perspektywy stosowania katolickiej teologii moralnej jest w ogóle możliwe?

Jest, bo zmarła śmiecią nagłą i niespodziewaną, a popełniła przynajmniej dwa grzechy ciężkie, o których nam wiadomo, których nie odżałowała (może nie zdążyła), a które były publiczne i bardzo brzemienne w skutkach. Zatem kładąc nawet informację o rzekomej wizji między bajki, potępienie jest możliwe, bo grzechy ciężki były.

Jakie wnioski? 

Nie bądźmy z siebie zadowoleni, nie żyjmy tak, by było nam wygodnie, nie uważajmy, że wszystko nam się za darmo należy, a już na pewno nie zbawienie. Nie uważajmy, że się wykręcimy się w godzinie śmierci ignorancją niepokonalną, jeśli uciekamy od wiedzy lub od tych, którzy mogą jej nam udzielić. Jeżeli bowiem ja czegoś dowiedzieć się nie chcę, bo wytrąci mnie to z dobrego samopoczucia, to o żadnej ignoracji niepokonywalnej nie ma mowy. Potępienie wieczne jest straszne. Wieczne męki, wieczne wyrzuty sumienia oraz wieczna świadomość, że napotkaliśmy ludzi, którzy nas przestrzegali, a my mogliśmy tego losu uniknąć. Bóg jest bardzo sprawiedliwy, mocno wymagający, a póki żyjemy bardzo miłosierny, bo do ostatniego tchu daje nam szanse na nawrócenie, choćby za pośrednictwem teologicznych blogów.

Świadomość, że osoba, którą znaliśmy i o której mieliśmy dobre mniemanie została potępiona naprawdę wszystko zmienia. Potępienie wieczne pobożnych jest realne, a Pan Bóg jest wymagający będąc sprawiedliwy. O tym, że potępienie wieczne będzie udziałem wielu można przekonać się śledząc nauczanie posoborowego Kościoła, i interpretując je na wspak, który przecież mówi, że:

  • aż tak źle nie będzie,
  • jest miłosierdzie, bo Faustyna i Jan Paweł II
  • nie trzeba przesadzać
  • można w ostatniej chwili żałować,
  • Dobry Łotr,
  • jest „miłosierdzie” Franciszka typu Amoris Laetitia.

a tymczasem to wszystko nieprawda, bo:

  • będzie dużo gorzej niż się nam wydaje, bo uzyskamy ogląd absolutnie wszystkich naszych grzechów i ich konsekwencj;
  • jest sprawiedliwość, a nauką o fałszywym miłosierdziu fałszywych objawień prywatnych mocno grzesznego papieża kieruje się mnóstwo osób do piekła, które wybierają, to co wygodniejsze;
  • trzeba przesadzać w rozumieniu dbałości o każdy szczegół, który sumarycznie zdecyduje o zbawieniu lub potępieniu;
  • można i w ostatniej chwili nie żałować, bo dojdzie się  z czasem do zatwardziałości sumienia lub doświadczy nagłej i niespodziewanej śmierci;
  • nie jesteśmy Dobrym Łotrem, który umierał w męczarniach przez kilka godzin, miał świadomość swoich grzechów oraz zdobył się na żal doskonały. Nie zmarł zatem nagłą i niespodziewaną śmiercią w samozadowoleniu.
  • sam „papież” Franciszek i jego heretycka Amoris Laetitia są najlepszym przykładem na to, że żadnego „miłosierdzia” nie będzie, tylko wielki sąd sprawiedliwości nad nami wszystkimi.

I dlatego piszący te słowa zastanawia się coraz bardziej na swoim własnym zbawieniem i zaczyna rozkładać swoje siły tak, by troszcząc się o innych, którzy traktują go tak jak wspomniana czytelniczka Eva, sam nie został potępiony, bo w godzinie śmierci każdy jest absolutnie sam i musi rozliczyć się z tego, czego Bóg od niego żądał.  

Dlatego też odmawia on ostatnio codziennie wieczorem poniższą modlitwę o dobrą śmierć, znalezioną w brewiarzu Piusa X. Divino afflatu, którą wszystkim poleca.

O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy;

Ucieczko grzesznych, Matko konających, nie opuszczaj nas w godzinie naszego wyjścia [z tego świata],

lecz wyjednaj nam żal doskonały, 

szczerą skruchę,

odpuszczenie naszych grzechów,
godne przyjęcie Świętego Wiatyku,
umocnienie Ostatnim Namaszczeniem,
abyśmy z ufnością mogli stanąć
przed sprawiedliwym, ale i miłosiernym Sędzią,
naszym Bogiem i Zbawicielem.

Amen.

Założenia relatywistycznego narcyzmu

Piszący te słowa uświadamia sobie, że bardzo różni się od innych ludzi, gdyż w jego życiu chodzi głównie o to, by sprostać pewnym obiektywnym normom, które są głównie religijne, a nie o to, by czuć się dobrze. A czy nigdy czuje się dobrze? Owszem, ale czuje się dobrze o tyle, o ile te wymagania spełnia, a nie czuje się dobrze dlatego, że jest sobą. A co to znaczy? To, że większość osób, z którymi się ostatnio styka, myśli następująco:

  1. Ponieważ ja robię A, dlatego A jest w porządku.

  2. Ponieważ Ty robisz A, dlatego A jest złe, ponieważ Ty to robisz, a nie ja.

  3. Cokolwiek ja robię jest dobre, ponieważ ja tak robię.

  4. Cokolwiek Ty robisz jest złe, ponieważ Ty to robisz.

  5. Wszystko, co ja robię jest dobre, wszystko co, Ty robisz jest złe.

  6. Bo ja, to ja, a Ty, to Ty.

Ale czy nie jest to rozumowanie absolutnie absurdalne? Na poziomie logicznym jest, ponieważ ktoś taki żyje w ciągłej sprzeczności, ale na płaszczyźnie psychicznej jest to niezwykle wygodne, ponieważ wartość czegokolwiek zależy wyłącznie od tego, czy danej osobie jest to akurat na rękę. A czy takie rozumowanie nie jest całkowicie narcystyczne? Oczywiście, że jest, a przez to także relatywistyczne. A co zrobić w przypadku konfliktu interesów? Stosować przemoc, albo obrażać przeciwnika przypisując mu wszystkie własne negatywne cechy. A kiedy go obrażać? Kiedy odnażył powyższą niespójność i nasze wewnętrzne kłamstwo, przez co czujemy się źle, a nie dobrze, a pierwszym aksjomatem naszego systemu jest to, by czuć się dobrze.

Czy jako katolicy czujemy się dobrze?

W tym życiu niekoniecznie czujemy się dobrze, gdyż zaczynamy z negatywnym bagażem grzechu pierworodnego, ze skłonnością upadłej natury, doświadczamy własnych grzechów, które są grzechami właśnie dlatego, że się do obiektywnej normy Boga nie stosujemy. Narcystyczny relatywista, opisany powyżej, żadnej zewnętrznej normy nie ma, oprócz samego siebie. A jak będzie argumentował?

Że Ty, masz robić wszystko, bym ja czuł się jeszcze lepiej. Im więcej będzie to Ciebie kosztować, tym lepiej będzie dla mnie, bo wtedy będę górą.

A jakiej motywacji użyje? W kontekście religijnym, np. religijnych blogów, motywacji religinej:

że dobry katolik to powinien, ale ja nie, że teolog, to musi, ale ja nie, że od innych to wymagać trzeba, ale nie ode mnie etc.

Im wyższe wyobrażenie ktoś będzie miał o swojej własnej moralności lub religijności, która wynika wyłącznie z własnego Ja, a nie z konfrontacji z obiektywną prawdą, by mniej dopuści, by inni mu jego obraz własny zniszczyli. I właśnie taka struktura myślenia i argumentacji kryje się za tym, że 99,5% czytelników tego bloga zupełnie go nie wspierało.

A dlaczego go czytało?

Bo się w ten sposób narcystycznie dowartościowywali. Bo mogli kogoś pouczyć i być górą, bo mogli swojemu proboszczowi błędy wytknąć i być górą, bo nie musieli dać niczego z siebie i byli górą, bo piszący te słowa coś dla nich robi, a oni dla nie nie i dlatego są górą, bo ich o coś prosi, oni nie dadzą i dlatego są górą. Patrz nasze wstępne punkty. Jeżeli zwracamy im na to uwagę wówczas piszą lub myślą:

Jak to? To ja nie jestem wysoce moralną osobą? Przebóg nigdy. To on jest be.. jeśli mi to zarzuca.

Problem ten nie jest jednak intelektualny, bo każdy uświadamia sobie sprzeczność, ale psychiczny, bo każdy chce czuć się dobrze nie będąc poddawany konfrontacji w obiektywną rzeczywistością. Co jest celem tego bloga? Zbawianie dusz. Przez co? Poprzez informację, która wpływa na moralność i prowadzi do nawrócenia. Jeżeli jednak podawana tu nauka na moralność nie wpływa i żadnych owoców nawrócenia nie ma, to najwyraźniej coś źle działa. A co? Całkowita darmowość usługi bez żadnych konsekwencji, bo jeśli 99,5% czytelników nie chce płacić przynajmniej 10 zł miesięcznie za te treści, co stanowi przypuszczalnie jakiś ułamek ich miesięcznych dochodów, to podobnie postępuje we wszystkich innych dziedzinach swojego życia:

Ponieważ ja to robię, to jest to ok, albo nie jest aż takie złe, bo ja to robię. Trzeba żyć. Najwyżej się wyspowiadam. Gdyby robił to ktoś inny, to byłoby złe, ale nie w przypadku, gdy ja tak robię.

Większość ludzi, także naszych czytelników, skoro są ludźmi, żyje zatem w kłamstwie, od lat, na wielu płaszczyznach. Czy tak się zbawi? Jest to wysoce wątpliwe. Przecież postęp jest możliwy wyłącznie wtedy, gdy wiem jaka jest obiektywna hierarchia oraz wiem, to, że ja tego postępu potrzebuję.  Inaczej muszę urabiać rzeczywistość do tego, by mnie było wygodnie, a Sąd Boży w momencie śmierci obnaży, jak bardzo się myliłem. Nie jest rzeczą możliwą dążyć do świętości, a grzeszyć stale, mając świadomość grzechu, nawet w jednej małej dziedzinie. Wówczas cała ta świętość jest bardzo wątpliwa, a Pan Bóg jest bardzo wymagający.

Bojaźń Boża jako lęk przed potępieniem wiecznym

„Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości” (Syr 1, 14),

jak mówi Pismo, a całe życie duchowe polega właśnie wzroście bojaźni. Od bojaźni przed karą za grzechy popełnione do bojaźni przed tym, że nie spełnia się w 100% wymagań i oczekiwań Pana Boga wobec nas.

Ale czy Pan Bóg swoich oczekiwań nam nie komunikuje, byśmy mogli je spełnić?

Owszem, ale poprzez grzechy i zaniedbania stajemy się coraz bardziej głusi.

„Gdy usłyszycie głos Jego, serc nie zatwardzajcie” (Ps 95,8),

mówi absolutnie pierwszy psalm wszystkich godzin brewiarzowych w każdym brewiarzu. Zatem Kościół modli się o to, by w ogóle był w stanie usłyszeć głos Boga i to każdego konkretnego dnia. Do grzechu śmiertelnego nie dochodzi się od razu, ale poprzez:

  • Zaniedbanie możliwości czynienia dobra,
  • Okazjonalny grzech lekki,
  • Stały grzech lekki,
  • Grzech ciężki.

Po pewnym czasie nawet grzechów ciężkich się nie zauważa, gdyż skonstruowało się sobie takie światopogląd, by „było mi wygodnie” żyć. I tak trafia się do piekła.

Piszący te słowa przeżył niedawno nagłą i niespodziewaną śmierć pewnej osoby, może nie bliskiej, ale kogoś, kogo znał, lubił, cenił i szanował. Osoba ta był wierząca, praktykująca, pobożna, ciesząca się bardzo dobrą opinią osób innych osób rzeczywiście pobożnych. Mimo to osoba ta popełniła zarówno pewien (i) grzech ciężki zaniedbania (peccatum ommissionis), to jest bardzo ważne zaniedbanie w ważnej kwestii, jak i inny (ii) grzech ciężki uczynkowy (peccatum commissionis) bardzo brzemienny w skutkach, którego do końca nie żałowała, ani nie odwołała, chociaż był to grzech publiczny. Piszący te słowa ma przeświadczenie, w przeciwieństwie do prawie wszystkich, którzy tę osobę znali, że została ona niestety potępiona. A skąd wie? Tego nie powie. Autor tego wpisu wiedział za życia tejże osoby o grzechu (i) i nawet osobę tę osobiście w tej kwestii upomniał, na co ta odpowiedziała mu z grubsza, że

„ona jest ok i tak już wystarczająco dużo zrobiła, a winni są inni”.

O (ii) nie wiedział, aż do momentu jej śmierci. Ponieważ mamy tutaj do czynienia z przynajmniej dwukrotnym grzechem śmiertelnym, bardzo brzemiennym w skutkach, z nagłą i niespodziewaną śmiercią, bez wiadomej skruchy, bez ostatnich sakramentów (spowiedź, ostatnie namaszczenie, wiatyk, modlitwy przy umierających etc.), toteż z czysto teologiczno-teoretycznego punktu widzenia potępienie wieczne nie jest w tym wypadku wykluczone, skoro Kościół naucza, iż

„człowiek obciążony tylko jednym grzechem śmiertelnym od razu po śmierci idzie do piekła” (DH 1002, 780, 839, 858,1075, 1306)

Nagła i niespodziewana śmierć nigdy za łaskę nie uchodzi, o nawet modlimy się od zachowanie od niej. Dlaczego? Ponieważ sam proces umierania bardzo oczyszcza duszę i ukazuje jej wymiar nadprzyrodzony. Ludzie się boją, bo widzą demony i konsekwencje swoich grzechów, wydaje się również, że zyskują większą ich świadomość, skoro ożywa ich sumienie, a przynajmniej tak wynika z doświadczeń bliskiej śmierci (NDE) oraz z obserwacji piszącego te słowa przy śmierci bliskiej mu osoby, która umierała przez trzy dni. W momencie śmierci przychodzimy coraz bliżej do światła i możemy jeszcze, o ile jesteśmy świadomi, żałować, o ile samo umieranie trochę potrwa.  Śmierć nagła i niespodziewana takich możliwości nie oferuje. Być może łaskę dobrej śmierci Pan Bóg daje tym, którzy o Nim za życia naprawdę pamiętali. Piszący te słowa się często o nią modli, jak i o momencie swojej śmierci każdego dnia pamięta, do czego zachęca także tradycyjna teologia. Zatem biorąc pod uwagę:

  1. Naukę Kościoła
  2. Życie tej osoby,
  3. Okoliczności jej śmierci

jej potępienie jest niewykluczone. I co z tego, że prawie wszyscy przekonani są o jej zbawieniu, skoro Pan Bóg osądził inaczej? A czy to naprawdę wiemy? Kto wie, ten wie, ale przecież bezpieczniej zastosować tutaj rygoryzm niż laksyzm, czyli zakładać większe niż mniejsze wymagania Pana Boga względem nas samych. Opinia ludzka jest zawodna, bo ludzie lubią podobnych sobie, bo jeśli jej się udało, to mnie się też uda. Wspomniana osoba była bardzo pewna tego, że zostanie zbawiona, bo i tak miała już cieżko za życia, bo była w porządku, co zakomunikowała także osobiście piszącemu te słowa. Ponieważ autor tego wpisu czytał kilka wyznań dusz potępionych,[1] toteż wie on, jak bardzo Pan Bóg jest wymagający i jak mało Jego sądy odpowiadają sądom ludzkim, o ile wspomniane wyznania odpowiadają faktom. O ile osoby z przeczytanych wyznań uchodziły za dobre, przeciętne, „ech tam, słabość ludzka, takie sobie grzeszki”, to osoba niedawno zmarła, o której mowa, uchodziła według niektórych, nawet za świętą. Piszący te słowa był też aż do jej śmierci pewny, że przynajmniej czyścca doświadczy, a okazuje się, że raczej nie doświadczy, co napełnia go głębokim smutkiem.

A czy Pan Bóg nie jest miłosierny?

Jest za naszego życia, o osoba ta wielkiego miłosierdzia Boga z pewnością doświadczyła, bo miała bardzo udane życie, ale po śmierci jest sprawiedliwy, co nie jest sprzecznością, ale przymiotami Boga, które w Nim samym są czymś jednym, a których my doświadczamy sukcesywnie.

Jaka stąd nauka?

Podane powyżej przykłady mają tę cechę wspólną, która prowadzi do potępienia, że ludzie ci dopasowują rzeczywistość do własnego Ja, zamiast dopasowywać samym siebie do rzeczywistości. I co ciekawe, do końca życia, lekceważąc drogiazgi, można być przekonanym, że jest się w porządku wobec Boga, chociaż faktycznie tak nie jest. Skoro znana autorowi tego wpisu osoba najprawdopodobniej została potępiona, względnie ma on odnośnie tego smutną i przegnębiającą moralną pewność, to kto się zbawi? I czy on sam też, skoro sąd Boży jest tak przerażający.  Wydaje się, że pierwszym krokiem ku świętości jest zapytanie samego siebie:

Czy żyję w podwójnej moralności? Podwójnej księgowości? Czy dopasowywuję rzeczywistość do samego siebie?

Czy wiem, czego Pan Bóg ode mnie wymaga, a ja tego z powodu wygodnictwa lub tchórzostwa nie czynię?

Jeśli tak by było, to znajdujemy się na równi pochyłej, na której końcu zaskoczy nas nagła i niespodziewana śmierć i potępieniem wiecznym. Niestety Pan Bóg jest bardzo wymagający. Amen.

[1] Por. http://www.fronda.pl/blogi/z-glebokosci-wolam-do-ciebie-panie/wyznania-potepionego-kaplana,28240.html http://www.ultramontes.pl/list_z_piekla.pdf

Aby wejść na blog dla abonentów ….


cropped-dominicus

 

Osoby chcące wejść na blog dla abonentów, które przesłały wpłatę proszone są o:

  1. przeprowadzenie kroku 8 , to jest muszą zwrócić się o zaproszenie,
  2. następnie muszą napisać do nas pod wobronietradycji@gmail.com i podać pod jakim nickiem [username] się logują.

W emailu do Redakcji podać należy:

a. imię i nazwisko w celu zweryfikowania wpłaty

b. username wordpressa

Wykonanie obydwu kroków jest konieczne, bo nie wiemy, czy ten, kto domaga się dostępu dokonał wpłaty. W tej chwili jest kilka wpłat i kilka próśb o zaprosznie, ale nie jesteśmy w stanie tego przyporządkować. Diabeł swoją drogą mąci!

Tak, tak, to jest utrudnienie, ale gdyby czytelnicy płacili, to by tych problemów nie było.

PS.

Bardzo prosimy o cierpliwość, a w razie braku odpowiedzi należy założyć, że email nie dotarł lub dziwnym trafem trafił do spamu. Takie rzeczy się ostatnio zdarzają, czego wcześniej nie było. Licho niestety nie śpi. Z przyczyn oczywistych zależy nam na abonentach, więc nie ma w tym naszej złej woli.

 

Kim jesteśmy lub nasze blogi


Papst-Gregor-der-Große

Jesteśmy grupą katolików świeckich dysponującą zaawansowaną wiedzą teologiczną prezentowaną na trzech blogach:

  1. Darmowym blogu W obronie Tradycji i Wiary
  2. Darmowym blogu niemieckojęzycznym Tradition und Glauben
  3. Odpłatnym blogu dla abonentów W obrotnie Tradycji i Wiary Abonament

Ponieważ pomimo próśb i sugestii o finansowe wspieranie polskiego bloga wysokością miesięcznej składki min. 10 zł jedynie 0,5% wszystkich użytkowników się do tego stosowało, dlatego też postanowiliśmy przenieść większość naszych wpisów na blog dla abonentów pozostawiwszy na blogu ogólnodostępnym jedynie zapowiedzi i fragmenty.  Jest nam z tego powodu przykro, gdyż w ten sposów zredukowaliśmy ilość codziennych czytelników o przynajmniej 90%, ale innej drogi nie widzimy, gdyż apele o „zwykłą ludzką przyzwoitość” stosowane przynajmniej od grudnia 2016 nic nie dawały.

Blog dla abonentów będzie zatem bardzo elitarny, gdyż dostępny wyłącznie dla osób, które zechcą przeznaczyć przynajmniej 10 zł miesięcznie na ten cel. Przy braku płatności czytelnicy będą odłączani. Przypominamy, że wszelkie treści na blogu publikowane stanowią własność intelektualną ich autorów chronioną prawem autorskim. Kopiowanie bez zezwolenia i nawet prywatne przenoszenie treści bloga na własny komputer jest niezgodne z prawem i może być zaskarżone.

Jest nam przykro, że nasi katoliccy czytelnicy nie chcą tej katolickiej i dosyć unikatowej katolickiej inicjatywy finansowo wspierać, ale innej drogi egzekwowania sprawiedliwości nie widzimy. Wydaje nam się, że naprawdę nikt, przynajmniej w Polsce, nie zadaje sobie trudu publikowania nieodpłatnie wykładów teologicznych na prawie każdy temat i to na poziomie akademickim, z podawaniem źródeł i przypisów lub comiesięcznego publikowania małych lub większych książek. Blogi katolickie ograniczają się do publicystyki, wichrzenia, krytykanctwa, refleksji osobistych lub przepisywania czyichś artykułów lub książek i dlatego sporo czytelników dotarło do nas, co nas cieszy, a cieszyłoby bardziej, gdyby naszą działalność, która przecież też kosztuje, wspierali.  Ponieważ tego nie czynili, dlatego dostępu mieć nie będą. Trudno.

 

Na blogu dla abonentów dostępnych jest na dzień dzisiejszy (16.06.2016) 880 wpisów, a całość archiwum wygląda następująco:

 

 

 

 

 

 

 

 

Dostęp do całości lub blog dla abonentów


Moses, Bol

Wersja skrócona poniższego wpisu brzmi:

  1. Dokonać wpłaty na nasze konto
  2. Napisać nam o tym podając swojego nicka, pod którym domagamy się dostępu.
  3. Zalogować się do wordpressa
  4. Zalogować się na blog dla abonentów https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/
  5. Poczekać na przełączenie
  6. Przy braku kontaktu założyć, że email zaginął, napisać raz jeszcze lub zapytać w komentarzach. Zdarza się.

 

Aby otrzymać dostęp do całego archiwum i pełnych aktualnych wpisów należy:

  1. Przynajmniej 10 złotych wzwyż na nasze konto na miesiąc z góry
    IBAN PL 58 1500 1865 1018 6031 2631 0000
    SWIFT/BIC WBKPPLPP
    z dopiskiem WOTIW (podanie imienia i nazwiska odbiorcy nie jest konieczne)
  2. Kliknąć ten link lub wprowadzić adres następujący adres do przeglądarki https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/
  3. Wówczas pokaże się następujący ekran:

unbenannt   4. Osoby, które są zarejestrowane w wordpress pominą kroki od 2 do 7. Inne muszą założyć sobie tam konto poprzez kliknięcie na niebieski napis register here!

5. Wówczas pokaże się następujący ekran:

Unbenannt

 

Należy kolejno:

a. wprowadzić swój email

b. wybrać sobie imię użytkownika [username], najlepiej to samo, które wybrało się w komentarzach, co nie jest niekiedy możliwe, bo w wordpressie jest już ktoś o tym samym imieniu [usernamer]

c. Ustalić swoje własne hasło

 

6. Następnie wyświetli się następujący ekran:

Unbenannt1

 

7. Otrzyma się email od wordpressa na email z prośbą o potwierdzenie konta. Po potwierdzeniu i zalogowaniu się na blog pojawi się następujący ekran.

Unbenannt2

 

8. Następnie należy przy załączonym i otwartym blogu wordpress, jak członek tej społeczności, wprowadzić raz jeszcze nazwę bloga https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/ do przeglądarki, a otrzyma się następujący komunikat:

Unbenannt3

Informuje on, że blog jest zamknięty i należy zwrócić się po zaproszenie, stąd należy kliknąć niebieski napis Request an invite.

9. Wówczas administrator naszego Bloga otrzyma email z zapytaniemm, ale jedynie z podaną nazwą użytkownika lub jego emailem. Abyśmy mogli dokonać identyfikacji wpłat, adresów emaili i nazw użytkowników prosimy napisać przedtem na adres: wobronietradycji@gmail.com i podać:

a. swoje imię i nazwisko

b. mniej więcej okres wpłaty

c. swój email

d. nazwę użytkownika, to jest imię [username], którym zalogowało się do wordpressa

to wszystko zostanie „zaksięgowane” a użytkownik przełączony po dokonaniu wpłaty. Kwestie indywidualne będą regulowane indywidualnie, ale zważając na przeszłość 99,5% niepłacących użytkowników przymujemy zasadę:

nie płacę – nie czytam.

Administracja otrzymuje informację użytkownik o nazwie [nazwa użytkownika, username] np. takisobie444 żąda dostępu do bloga. Dopóki użytkownik takisobie444 do nas nie napiszę i nie poda swoich danych osobowych, to jest kto się pod tym nickiem kryje, nie zostanie przełączony, bo nie wiemy, czy zapłacił. Czasami trzeba będzie wybrać inne imię niż to w komentarzach, bo system wordpressa to jedno, a nasze komentarze to drugie. Zatem prosimy o podanie danych osobowych do identyfikacji użytkownika.

10. Po przełączeniu widoczny jest następujący ekran:

Unbenannt4

Czytelnik zostanie przełączony po podaniu kompletu danych i po wpłacie. Czasami potrwa to kilka godzin, bo jednak nie siedzimy 24/7 na blogu. Prosimy o cierpliwość.

 

11. Wówczas przy ponownym wprowadzeniu do przeglądarki: https://wobronietradycjiiwiaryblog.wordpress.com/ uzyskuje się ponownie ten ekran:

Unbenannt5

Należy wprowadzić swoją nazwę użytkownika [username] lub email, którym loguje się do wordpressa oraz swoje własne hasło. Działalność administracji polega na tym, że kogoś o takim username wzgl. nazwie użytkownika dopuszcza, ale on loguje się sam za pomocą swojego własnego hasła, które oczywiście nie jest na znane.

12. Jeśli wszystko przebiegło pomyślnie, powinien ukazać się następujący ekran:

Unbenannt6

 

13. Wówczas mamy dostęp do wszystkich zasobów z przeszłości i pełnych artykułów:

 

Unbenannt7

 

P.S.

Odpisujemy na wszystkie emaile, albo przynajmniej potwierdzamy ich odbiór. Jeśli ktoś wpłacił, napisał i nie został przełączony, to znaczy to, że email nie dotarł. Prosimy napiszeć raz jeszcze lub zapytać w komentarzu, czy email dotarł. Diabeł ma swoje elektroniczne sztuczki.

Katechizm Rzymski o małżeństwie: (3) Określenie rzeczowe małżeństwa.


marriage rosso

Rzeczowa definicja małżeństwa naszpikowana jest terminami prawniczymi i kanonicznymi, które tutaj pominiemy. Małżeństwo jest tedy pactio, czyli zewnętrzną przysięgą lub paktem, odbywającym się pomiędzy osobami prawnie do tego zdolnymi, mającym miejsce poprzez zgodę (consensus) małżeńską, która jest dopełniona połączeniem ciał (copula), to jest aktem małżeńskim. Małżeństwo to pactio martialis, czyli umowa małżeństwa, czyli dotycząca małżeństwa, a nie kupna samochodu. Dużo tutaj prawa, mało teologii, ale porządek musi być, bo inaczej mamy Amoris laetitia. Minimalny wiek zawarcia małżeństwa do 12 lat dla kobiety, a 14 dla mężczyzny, ale wiek miminalny to jeszcze nie wiek obowiązkowy. Niejedna święta wyszła tak wcześnie za mąż, żeniono się wcześnie, by oszczędzić sobie problemów wieku dojrzewania i może dobrze.

Dokument5(2)Dokument6(5)

Katechizm Rzymski o małżeństwie: (1) Znaczenie małżeństwa i hierarchia ważności.


marriage rosso

Ważność czyli znaczenie małżeństwa

We wprowadzającym rodziale Katechizm Rzymski od razu ukazuje właściwą hierarchię, skoro najważniejszy jest Bóg i dusza oraz życie wieczne, to dziewictwo lub celibat stoi wyżej od małżeństwa. I zawsze Kościół tak to widział i żadna złość tutaj nic nie pomoże.

„Czy małżeństwo jest zatem czymś niższym?”,

no niestety tak, bo koncentruje się na celu doczesnym, a nie na wiecznym. Ale nie każdy do celibatu jest powołany, podobnie jak i nie każdy do małżeństwa. Jednakże skoro św. Paweł pisze „wolałbym, żebyście wszyscy byli tacy jak ja”, to jest bezżenni, to żadna oaza rodzin ani posoborowe nauczanie tego nie zmieni. Po prostu akty małżeńskie wyzwalają konkupiscencję, a czystość ją osłabia. I dlatego stan zakonny jako taki jest wyższy od stanu małżeńskiego. Dlaczego ludzie mają takie problemy z uznaniem, że coś jest lepsze, a coś gorsze, o ile ich to dotyczy? Jednakże celibatariusze nie mają pomocy dodatkowego sakramentu, a małżonkowie mają. Więc jak Pan Bóg da zadanie, to da i krzyż, ale i pomoc. Więc nie ma co narzekać, bo każdy wybrał, co chciał.

Znaczenie niektórych wyrazów we współczesnej polszczyźnie:

przytomność – obecność

ważność – znaczenie

 

Dokument2(1)Dokument3(2)